Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim umorzyła postępowanie w sprawie słynnej na cały kraj „sprawy baniaków" i „wtargnięcia na OIOM" z października 2018 roku. Prokuratura sprawdzała, czy członkowie PiS fałszywie poinformowali opinię publiczną o zagrożeniu. Stwierdziła, że nie.
Chodzi o wydarzenia z 6 października 2018 roku, w trakcie kampanii w wyborach samorządowych ubiegłego roku. Dzień wcześniej, w piątek, o godz. 13.45 radomszczański Sanepid otrzymał mail z wynikami badań próbek wody z radomszczańskiego wodociągu. Znaleziono w nich bakterie coli, nie chorobotwórcze, a takie, które mogły świaczyć o wtórnym zanieczyszczeniu wodociągu. To ponowne badanie, zlecone po pierwszym, wykonanym pod koniec września, kiedy pobrano wodę z wodociągu przy Narutowicza. To wtedy bakterie pojawiły się po raz pierwszy.
Według przepisów bakterii Coli w wodzie być nie powinno. O godz. 14 Sanepid wysłał maile z zaleceniami do PGK i kierownika zakładu wodociągów. A na swojej stronie powiesił komunikat, w którym informował o wynikach powtórnego badania i wydał zalecenia: woda nadaje się do spożycia po przegotowaniu. Przegotowania wymaga też woda do przygotowania posiłków, mycia spożywanych na surowo owoców i warzyw, mycia zębów i naczyń, kąpieli noworodków i niemowląt.
Po mieście pocztą pantoflową zaczęła rozchodzić się wieść: w wodzie jest bakteria Coli, nie wolno jej pić. Mieszkańcy wykupowali w sklepach wodę w butelkach. O godz. 17.23 informację Sanpeidu na swojej stronie zamieścił portal radomsko24.pl. Po godz. 18 informacja pojawiała się na profilu facebookowym urzędu miasta i stronie radomsko.pl. A po 21 na stronie internetowej PGK.
W sobotę przed godz. 11 przed Szpitalem Powiatowym swoją konfrencję zwołali członkowie PiS. Na dziennikarzy czekali z kilkudziesięcioma baniakami wody. Mówił Sławomir Przybyłowicz: - Ta woda tutaj to jedynie symbol i kropla w morzu potrzeb Radomska i jego mieszkańców.
Przekaz brzmiał: miasto nie zrobiło nic, żeby ostrzec mieszkańcow. Urzędnicy i służby nie wywiązali się ze swoich obowiązków. To niedopuszczalne.
Potem wszyscy weszli do środka.
O godz. 14 konferencję zwołała starosta Beata Pokora, wicestarosta Robert Zakrzewski i zastępca dyrektora szpitala Beata Kowalska. Uspokajali, że szpital ma własne ujęcie wody i pacjenci są bezpieczni. A działacze PiS wywołali niepotrzebne zamieszanie.
Po konferencji na portalu pulsradomska.pl pojawiła się informacja, że działacze PiS „weszli na OIOM nie posiadając na to zgody dyrekcji placówki". Informacja o "wtargnięciu na OIOM działaczy PiS" błyskawicznie rozeszła się po ogólnopolskich mediach.

Działacze PiS stanowczo zaprzeczali, by takie zdarzenie miało miejsce. A dyrekcja szpitala złożyła zawiadomienie w prokuraturze.
Postępowanie prowadziła prokuratura w Tomaszowie Mazowieckim. Jak powiedziała Gazecie prokurator rejonowa Anna Rusek, postępowanie prowadzone było w kierunku art. 224a Kodeksu Karnego i zakończyło się umorzeniem. Chodziło o falszywe zawiadomienie o zagrożeniu - bo tak brzmiał zarzut. Art 224a brzmi: "Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, "podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8."
Prokuratora umorzyła postępowanie, nie dopatrzyła się złamania prawa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze