W dyskusji i analizie rzeczywistości politycznej jeden jest błąd często popełniany i Daniel Łuszczyn w ubiegłotygodniowym felietonie też się go nie ustrzegł: zamiast najpierw przeanalizować dane, a potem wysnuć wniosek, dobierał dane do własnego poglądu. Zamiast analizy wyszła obrona własnych przekonań. A to już rola polityków.
Andrzej Andrysiak, aa@radomszczanska.pl
W napisanej dwieście lat temu niewielkiej rozprawce „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów” filozof Artur Schopenchauer wskazuje sztuczki, które można wykorzystać w dyskusji, by pognębić przeciwnika, jeśli się nie ma racji. Mój ulubiony wybieg 20. polega na rozszerzeniu tezy poza granice prawdy, następnie obalenie tego twierdzenia i ogłoszenie, że obaliło się tezę przeciwnika. Nie wiem, czy Daniel Łuszczyn wykorzystał ten wybieg świadomie czy po prostu tak mu wyszło, ale cały jego felieton to polemika z tezą, która nigdy w Gazecie Radomszczańskiej nie padła.
W powyborczym ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 81% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze