Akademików z Radomska mieliśmy przez wieki wielu. Przeglądu karier naukowych, profesorskich czy rektorskich robił nie będę, bo o wielu nawet nie wiem. Zaczęło się jednak z przytupem dosyć dawno temu. Błogosławiony Antoni z Radomska miał swoje pięć minut i zrobił nawet jakąś krótkotrwałą furorę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Facet robił w mnemotechnice, czyli opracował metodę zapamiętywania.
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Potem miał zostać świętym, ale coś poszło nie tak i jest tylko błogosławionym, w dodatku zapomnianym. To jednak dawno było, w XV w. Teraz mamy innego bohatera („puci” nieznanej), jedynego gotowego studiować na „alma mater radomscensis”. Póki co też nic z tego chyba nie będzie, bo innych wiedzionych takim marzeniem nie ma. Ale jak się Radomsko zaweźmie, to nie ma mocnych i nic go od uniwersytetyzmu (nie wiem czy jest takie słowo, ale jakby co, to ja je wymyśliłem) nie odciągnie.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 92% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze