Reklama

„Za grzechy ojca" On pije, ale ma prawo tam mieszkać, więc dzieci trzeba odebrać

Podstawą decyzji było nadużywanie alkoholu przez ojca. Ale jego z domu pozbyć się nie można, ma prawo tam mieszkać. Ma pełnię praw obywatelskich, a sąd rodzinny nie może nakazać aresztu. Więc wybrano mniejsze zło: zabranie dzieci - tak decyzję o odebraniu pani Magdalenie z Wierzbicy 11 dzieci tłumaczy sąd. Na razie rodzina żyje w zawieszeniu. W sprawę włączyło się ministerstwo sprawiedliwości i prokuratura. Pełnomocnik rodziny złożył wniosek o zmianę postanowienia o odebraniu dzieci
Janusz Kucharski, jk@radomszczanska.pl

Gdy w ubiegłą środę rano dowiedzieliśmy się o sprawie pani Magdaleny i jej 11 dzieci, które decyzją sądu miały zostać w piątek odebrane, rzuciliśmy na temat wszystkie siły, by zdążyć z publikacją do czwartkowego numeru. Od początku było w sprawie wiele niejasności. Jest postanowienie sądu, ale matka, ani Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, ani Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie nie znają uzasadnienia? Jak to możliwe?

Udało się zainteresować sprawą media ogólnopolskie. W piątek pod domem pani Magdaleny stawił się Polsat News, Fakt, Wirtualna Polska, NTL i my. Pozostałe radomszczańskie media zamilkły. Jedna z najbardziej bulwersujących spraw dotycząca naszej społeczności nie wzbudziła ich zainteresowania. Na szczęście byli inni dziennikarze i to z ich powodu Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie - jak potem przyznało - zaniechało w piątek działań.

Reklama

A potem w sprawę włączyło się ministerstwo sprawiedliwości.

Szukali sposobu

Po naszej publikacji wiadomo było, że odebranie dzieci bez obecności mediów nie będzie możliwe. Wcześniej pani Magdalena otrzymała z PCPR informację, że w piątek rano dzieci o godz. 8.30 mają być przygotowane do wyjazdu. Spakowane mają czekać na busy, którymi miały zostać odwiezione do Opoczna. Tam udało się pracownikom PCPR znaleźć miejsce dla całej jedenastki. Najmłodsze dziecko ma cztery lata, najstarsze 17 lat. Pani Magdalena w czwartek powiedziała Gazecie, że nie zamierza się do instrukcji zastosować. Zamknie się z dziećmi w domu i nikogo nie wpuści.

Reklama

Pani Magdalena z Wierzbicy

W czwartek po południu byli u niej pracownicy PCPR. Namawiali, by matka dobrowolnie wydała dzieci. Bo jeśli nie, będzie miała jeszcze większe problemy. W weekend dotarła do nas informacja, że kolejną próbę pracownicy PCPR mogą podjąć w poniedziałek. Nie przyjadą jednak do Wierzbicy, a pojadą do szkół, w których uczą się dzieci pani Magdaleny. I zabiorą je z lekcji. Jak mówi matka, najmłodszym dzieciom w szkole odebrano już podręczniki, bo nie będą im potrzebne. Dostaną nowe.

Media były pod domem pani Magdaleny także we wtorek rano. Do Radomska przyjechał wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik oraz poseł Prawa i Sprawiedliwości Anna Milczanowska. To ona zainteresowała go sprawą. A ten jeszcze w poprzedni czwartek kazał sprawdzić dokumentację.

Reklama

Mieszkali w Stobiecku

Domu rodzinnego pani Magdaleny już nie ma. Wychowywała się w Stobiecku Szlacheckim, dom stał blisko Gierkówki. Kiedy zdecydowano, że tu będzie autostrada, rodzina, jak wiele innych z tej okolicy, została wysiedlona. Generalna dyrekcja, ta co autostradę buduje, wypłaciła odszkodowanie. I za te pieniądze zbudowano ten, w którym mieszkają, w Wierzbicy.

Pani Magdalena sama pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jak mówią mieszkańcy Stobiecka, którzy dobrze ją znają: ich w domu było dziesięcioro. Chyba ze trzech chłopaków, a reszta to dziewczyny. Mieszkali za Stobieckiem, na tak zwanym Siapetowie. W sumie nie wiadomo, dlaczego tak na tę stronę mówili ludzie… W każdym razie to droga do Ładzic nad trasą.

Reklama

Rodzice pani Magdaleny utrzymywali się z gospodarstwa. Gdy pani Magdalena miała 17 lat poznała swojego przyszłego męża. On również miał sporo rodzeństwa, ale już nie tyle. Pochodził z okolicy. - Jego rodzice wyprowadzili się do miasta, bo dostali tam mieszkanie komunalne. On był skromnym i bardzo grzecznym chłopakiem, skończył zawodówkę w zawodzie mechanika. Potem było wojsko, a po wojsku zaczął zaglądać do kieliszka.

- Ona zawsze o dzieci dbała. Moja babcia, która mieszka w Stobiecku, bardzo dobrze ją zna - opowiada jeden z naszych rozmówców. - To jej mąż pił. Ona próbowała się jakoś w tym odnaleźć. Raz lepiej, raz gorzej. Ale żeby od razu dzieci odbierać? Powiem panu, że tam wszyscy bardzo to przeżywają, całą tę sprawę z sądem i zabieraniem dzieci. Pewnie, że są tacy, którzy mówią o nich patologia, i że oni lecą na 500 plus. Ale nie ona. Ona kocha swoje dzieci i nie powinno się jej tego robić. A że bieda? No jest. Nie raz zawoziliśmy tam jakieś ubrania dla dzieciaków. Jak tylko się do nich dopadły, to dosłownie wyrywały, nie patrzyły czy to dla dziewczynki czy chłopca. Byle mieć coś dla siebie. Nie ma się co dziwić, że najstarsze chłopaki łobuzują. Tak to już z chłopakami jest. Zwłaszcza, jak jest ich tylu.

Reklama

Nie można powiedzieć, że rodzina mieszka skromnie. Mieszka biednie. Bardzo. W dwóch pokojach, z niewykończoną łazienką. Trudno wyobrazić sobie, że w tym domu mieści się w sumie 17 osób.

We wtorek byli wszyscy

Wtorek, 3 marca, kilka minut po godz. 9. Co chwilę ktoś z dziennikarzy wchodzi do domu, rozmawia z panią Magdaleną. A to telewizja, a to radio. Jej trudno opanować emocje. Maluchy chcą być z nią, wszystkiemu się przypatrują, zaczepiają, nawet trochę przeszkadzają. W tym całym zamieszaniu czują się doskonale. Nawet się trochę popisują. Najstarsi raz wchodzą, raz wychodzą na podwórko. Oni przed kamery się nie pchają.

Reklama

Przed domem też spore zamieszanie. Kilkunastu dziennikarzy, rozstawiają kamery, sprawdzają mikrofony, fotoreporterzy sprawdzają aparaty. Rozmawiają. Nie zwracają uwagi na osobowe auto, które było tu jako pierwsze. Stoi z boku. W środku dwóch mężczyzn. To nieoznakowany radiowóz. Policjanci są tu na wszelki wypadek.

Kilka minut po 9 przyjeżdża samochód na warszawskich numerach, wysiadają minister Michał Wójcik i poseł Anna Milczanowska. Czeka już na nich Bartłomiej Biskup, radny miejski i radca prawny, od ubiegłego piątku pełnomocnik pani Magdaleny. Wchodzą do domu. - Niech państwo poczekają, chcemy sami porozmawiać - słyszą dziennikarze.

Reklama

Po drugiej stronie ulicy stoją dwie kobiety. Też czekają. To panie z GOPS-u i urzędu gminy. Pani Magdalena i jej rodzina są od ponad 20 lat pod ich opieką. Ma kuratora sądowego i asystenta rodziny. Są w Wierzbicy trzy razy w tygodniu. Kiedy skończy się konferencja prasowa ministra, panie z GOPS-u i UG powiedzą dziennikarzom, że pani Magdalena nie robiła problemów, choć wymagała pomocy w prowadzeniu domu czy rozsądnym wydawaniu pieniędzy. Taka standardowa pomoc pracowników socjalnych. Nie mogą o niej nic złego powiedzieć. Starała się.

Reklama

Po kilku minutach Biskup wychodzi z domu i prosi, żeby obie kobiety weszły do środka. Kolejne kilka minut i wszyscy wychodzą na zewnątrz. Minister ściska rękę pani Magdaleny, ta jeszcze chwilę rozmawia ze swoim pełnomocnikiem i wraca do środka. Dziennikarze ustawiają kamery.

Wiceminister: sąd nie wziął pod uwagę wszystkich okoliczności

- Oczywiście nie jestem tu po to, żeby krytykować sąd czy sędziego - zastrzega wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. I zwrócił uwagę, że w orzeczeniu podstawą do odebrania dzieci był alkoholizm ojca i złe warunki bytowe. A bieda nie może być powodem do odebrania dzieci.

Reklama

Zaznacza, że sąd opierał się na - nie do końca rzetelnych - opiniach. - Sąd nie miał zastrzeżeń do pani Magdaleny, która starała się wypełniać wszystkie zalecenia, i to jest w dokumentach wyraźnie napisane. Mam nadzieję, że sąd zajmie się tą sprawą niezwłocznie - mówił.

W Sądzie Rejonowym w Radomsku jest wniosek o wstrzymanie wykonania orzeczenia i ponowne rozpatrzenie sprawy w trybie nadzwyczajnym, złożony przez pełnomocnika pani Magdaleny. Jak mówi nam Bartłomiej Biskup, nie ma ściśle określonego terminu. I nawet jeśli jakiś termin zostałby przekroczony, to i tak nie wynikają z takiego spóźnienia żadne konsekwencje. On ma nadzieję, że niezwłocznie dla sądu będzie oznaczać to samo, co dla niego. Będzie o decyzję dopytywał.

Reklama

Minister Wójcik informuje, że sprawą znęcania się nad żoną i rodziną zajmuje się prokuratura. Jest wniosek o przymusowe leczenie ojca, na co w odpowiednich okolicznościach pozwala prawo.

Męża pani Magdaleny nie ma już w domu. W sobotę został zabrany do ośrodka Panaceum we Włynicach. Jak mówi prezes Panaceum Remigiusz Staniszewski, nie robił problemów. Spakował się i wsiadł w samochód. Mężczyzna deklaruje, że będzie się leczył. Czy mu się uda czas pokaże. Ważne, że chce spróbować.

Udało się jeszcze coś: przekonać rodziców pani Magdaleny, by zgodzili się na remont i rozbudowę domu. Na poddaszu jest wystarczająco dużo miejsca, można tam urządzić pokoje dla dzieci.

- Wystarczą cztery okna dachowe i będą cztery pokoje - mówi Remigiusz Staniszewski, który ma doświadczenie w remontowaniu tego, co inni spisali na straty. Tak powstało kilka domów dla bezdomnych.

Minister Wójcik informuje, że wszyscy chcą pomóc rodzinie. Strażacy zadeklarowali pomoc przy rozbudowie i remoncie domu, tak samo stowarzyszenie Panaceum. I wójt, u którego byli z samego rana.

Sąd wybierał mniejsze zło

Agnieszka Leżańska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, mówi Gazecie, że w 2015 roku pani Magdzie i jej mężowi ograniczono władzę rodzicielską. - Wtedy zarzutów pod adresem tej rodziny było wiele, między innymi już wtedy nadużywanie alkoholu przez ojca. Do matki też były zastrzeżenia, była niewydolna. Był nadzór kuratora przez te wszystkie lata i to spowodowało, że matka, w miarę swoich możliwości oczywiście, wywiązuje się ze swoich obowiązków: dba o dzieci, gotuje, sprząta, zajmuje się nimi jak może.

To skąd decyzja o odebraniu dzieci? - Podstawą było nadużywanie alkoholu przez ojca. I to właśnie ta sytuacja spowodowała, że sąd uznał, iż to jedyny sposób na odizolowanie dzieci od ojca. Bo ojciec nadużywa alkoholu w domu, w obecności dzieci odbywają się libacje, przychodzą koledzy, libacje trwają do późnej nocy, dzieci nie mogą spać. Były interwencje policji, rodzina ma niebieską kartę - wylicza Agnieszka Leżańska. - Przez cztery lata kurator usiłował namówić ojca, żeby podjął leczenie. Sugerował, że może zaistnieć taka sytuacja, że dzieci zostaną umieszczone w rodzinie zastępczej. Ale ojciec wszystkie pieniądze, które zarabia przeznacza na alkohol.

Sędzia Leżańska dodaje, że bardzo ważne jest, że ojciec jest agresywny w stosunku do dzieci. - Dzieci są obserwatorami przemocy domowej. W tej sytuacji sąd uznał, że takie życie to nie jest środowisko prawidłowe dla ich rozwoju.

Agnieszka Leżańska mówi, że sąd miał wiedzę o tym, że mąż nie pozwala matce remontować domu, że jeden z synów kupił meble, ale ojciec nie pozwolił ich wstawić do pokoju. Ojca z domu pozbyć się nie można, trzeba zabrać dzieci. - Ojciec ma prawo tam mieszkać. Ma pełnię praw obywatelskich, sąd rodzinny nie może nakazać aresztu. Sąd w takiej sytuacji wybiera mniejsze zło. Zadajmy sobie pytanie, co by było, gdyby ojciec pod wpływem alkoholu pobił dziecko, albo zrobił coś jeszcze gorszego. I wtedy na pewno pojawiłoby się pytanie, gdzie był sąd?

Męża już nie ma

Mąż pani Magdaleny jest w ośrodku we Włynicach, a ona z dziećmi w domu. Do końca tygodnia dzieci nie pójdą do szkoły. Matka boi się, że mogłyby zostać zabrane prosto z lekcji do domu dziecka. O swoim mężu mówi, że dzieci kocha, nigdy ich nie bił. Jej też nie uderzył, ale znęcał się psychicznie, ubliżał, wyzywał. Gdyby chciał uderzyć, starsi synowie by mu nie pozwolili. Czy mu wybaczy? To trudne, ale ma nadzieję, że wytrwa w swoim postanowieniu.

- Bardzo dziękuję wszystkim, którzy chcą mi pomóc - pani Magda odpowiadając we wtorek na pytania dziennikarzy co chwilę ocierała łzy. Ci chcieli wiedzieć, co czuje, czy kocha swoje dzieci, czy się nimi opiekuje. Dodała jednak, że kiedy rodzina zaczęła otrzymywać 500+, wiele razy spotkała się ze złośliwymi uwagami i komentarzami. - Trudno się z tym pogodzić, tacy są ludzie. Ale mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej. Najważniejsze, że dzieci są ze mną. Ja je wychowywałam, zajmuję się nimi, państwo nie może mi ich odebrać.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości