Co ma począć fryzjer, gdy niemal z chwili na chwilę uniemożliwia mu się działalność zawodową? Nie mając dochodów zobowiązany jest do płacenia rachunków i regulowania zobowiązań. Problem jest tym większy, gdy dodatkowo jest pracodwacą. To wiąże się z opłacaniem składek pracowniczych i wypłatą wynagrodzenia.
- Rząd ogłosił, że pozbawiają nas możliwości zarabiania pieniędzy. Ale nikt nic nie mówił o żadnej pomocy. Odkąd w maju w ubiegłym roku wróciliśmy do działalności nie mamy żadnej tarczy. Nasze PKD nie jest wliczane do tarczy - mówi fryzjerka.
W związkun ze zbliżającymi się świętami do salonu nieustannie dzownią klienci. Chcą zdążyć przed zapowiedzianym na sobotę zamknięciem.
- Zbieramy siły i zwiększamy środki przerobowe. Będziemy robić do ostatniego klienta. Nie zapisujemy po 9 kwietnia, bo biorąc pod uwagę sytuację z ubiegłego roku, wolimy się wstrzymać - mówi pani Małgorzata.

[CZYTAJ] Napór trzeciej fali epidemii. System opieki zdrowotnej na skraju wydolności
Mimo, że w ubiegłym roku salony fryzejrskie były już od maja czynne, to branża mocno odczuwa skutki pandemii.
- Praca w pandemii jest inna. Mamy sporo mniej klientów. Bo są obostrzenia. Dotyczą liczby klientów na metr powierzchni salonu. Do tego czas pracy jest wydłużony. Po każdym kliencie są myte i dezynfekowane szafki, fotele, cały sprzęt. I dodatkowe koszty. Bo środki dezynfekujące, pelerynki. A ludzi jest mniej. Wielu pracuje zdalnie i nie muszą często chodzić do fryzjera. I na pewno mają mniej pieniędzy. Jak wszyscy - mówi fryzjerka. - Ale w aktualnej sytuacji nie wiadomo, jaki ruch byłby najlepszy. Gospodarka rozkłada się na łopatki, ale mądrych, aby wszystkiemu zaradzić chyba nie ma. W ubiegłym roku ludzie byli wystraszeni, a teraz lekceważą tę chorobę, dopóki w rodzinie coś złego się nie wydarzy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze