Para z Kraszewic została skazana za znęcanie się nad adoptowanymi dziećmi. Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci uciekły po pomoc do sklepu, a ludzie zareagowali
To była wiosna 2024 roku. Sklep Kopczyk, do którego wbiegło rodzeństwo, czynny jest do 15, tak napisano na kartce. Dziewczynka miała zakrwawioną głowę. Razem z młodszym bratem schowali się za ladą. Trzęśli się ze strachu. Ekspedientka chwyciła za telefon i wybrała numer 112.
Na miejsce przyjechali policjanci z Przedborza. We wsi zrobiło się poruszenie. Mężczyznę i kobietę zatrzymano, dzieci pojechały na Śląsk. Najpierw do teścia kobiety, dziś przebywają tam w rodzinnym domu dziecka.
Na podwórku został pies, wilczur. Kilka dni dokarmiali go mieszkańcy, w końcu ktoś gdzieś zadzwonił i psa zabrano. Nie pamiętają kto i gdzie, ważne, że n......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
podwyżka dla pana redaktora za wzmiankę o kocie
Sami pisaliście artykuł jak ta sprawa wyszła na jaw. To nie była wiosna tylko środek lata. Lipiec albo sierpień,czemu nawet nie sprawdzicie dokładnie w swoim archiwum informacji tylko wpisujecie bzdury?poza tym z Łączkowic przenieśli się do Sokolej Góry a dopiero potem do Kraszewic.
Dokładnie i nie do teścia tylko do taty
podwyżka dla pana redaktora za wzmiankę o kocie
Sami pisaliście artykuł jak ta sprawa wyszła na jaw. To nie była wiosna tylko środek lata. Lipiec albo sierpień,czemu nawet nie sprawdzicie dokładnie w swoim archiwum informacji tylko wpisujecie bzdury?poza tym z Łączkowic przenieśli się do Sokolej Góry a dopiero potem do Kraszewic.
Dokładnie i nie do teścia tylko do taty