Politycy powinni przesiąść się z samochodów do komunikacji zbiorowej. Może wtedy zaczęliby o nią dbać - Gazeta rozmawia o wykluczeniu komunikacyjnym z Olgą Gitkiewicz, autorką książki „Nie zdążę”
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Po Polsce da się podróżować transportem zbiorowym?
OLGA GITKIEWICZ: - Można, choć poziom dostępu do komunikacji publicznej różni się w zależności od regionu. Znam wiele osób, które nie chcą mieć samochodu, a zbiorkomem jeżdżą na co dzień. Przy czym na pewno wymaga to sporo planowania. Trzeba wiedzieć chociażby, jak wygląda siatka połączeń i gdzie kupić bilet, co nie zawsze jest w Polsce takie oczywiste. Niestety, przez to poruszanie się po naszym kraju transportem zbiorowym potrafi przypominać sport wyczynowy.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 95% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wykluczenie komunikacyjne miało swój początek czasie rządów PO-PSL, kiedy to przez dwie kadencje wyprzedawano polski majątek na potęgę, a PKS- Państwową Komunikację Samochodową- głównego przewoźnika podzielono, rozparcelowano na małe PKS-y, które rozdrobnione, osłabione zaczęły podupadać i skupiły się na czysto ekonomicznym rozrachunku swoich przewozów. Podobnie uczyniono z koleją- w strukturze PKP wydzielono masę spółek, a nawet próbowano wpuścić do Polski niemieckie koleje Deutsche Bahn, które miały przejąć wiele zdań PKP. Nawet dla Donalda Tuska Polskie Linie Lotnicze LOT były niepotrzebne i chętnie chciał sprzedać je Niemcom z Air Berlin , mówiąc , że "za wszelką cenę nie będzie ratował Polskich Linii Lotniczych LOT", bo przecież jest lotnisko w Berlinie itd.. Nawet Polskie Koleje Linowe za rządów PO-PSL sprzedano i trafiły one ostatecznie do spółki Mid Europa Partners zarejestrowanej w Luxemburgu. Polska jednak odkupiła PKL w 2018 roku. Coś raz zlikwidowane, coś raz sprzedane z majątku narodowego jest bardzo trudne do odtworzenia czy odkupienia, czego skutkiem jest wykluczenie komunikacyjne.
Wykluczenie komunikacyjne miało swój początek czasie rządów PO-PSL, kiedy to przez dwie kadencje wyprzedawano polski majątek na potęgę, a PKS- Państwową Komunikację Samochodową- głównego przewoźnika podzielono, rozparcelowano na małe PKS-y, które rozdrobnione, osłabione zaczęły podupadać i skupiły się na czysto ekonomicznym rozrachunku swoich przewozów. Podobnie uczyniono z koleją- w strukturze PKP wydzielono masę spółek, a nawet próbowano wpuścić do Polski niemieckie koleje Deutsche Bahn, które miały przejąć wiele zdań PKP. Nawet dla Donalda Tuska Polskie Linie Lotnicze LOT były niepotrzebne i chętnie chciał sprzedać je Niemcom z Air Berlin , mówiąc , że "za wszelką cenę nie będzie ratował Polskich Linii Lotniczych LOT", bo przecież jest lotnisko w Berlinie itd.. Nawet Polskie Koleje Linowe za rządów PO-PSL sprzedano i trafiły one ostatecznie do spółki Mid Europa Partners zarejestrowanej w Luxemburgu. Polska jednak odkupiła PKL w 2018 roku. Coś raz zlikwidowane, coś raz sprzedane z majątku narodowego jest bardzo trudne do odtworzenia czy odkupienia, czego skutkiem jest wykluczenie komunikacyjne.