Znają się od kilkudziesięciu lat. Ona go uczyła. Dziś nie może patrzeć, jak jej były wychowanek ze szkoły specjalnej śpi pod balkonem jej bloku
- Panie Januszu, właśnie dzisiaj go zobaczyłam, przyjdzie pan z nim porozmawiać? - taki telefon odbieram od pani Aleksandry w sobotę 21 stycznia. Pewnie, że przyjdę, mam dwa kroki, też mieszkam przy Leszka Czarnego. Potrzebuję tylko kilku minut.
- To wolny człowiek - zaczyna pani Ola. Zadzwoniła kilka dni wcześniej. - Taki wolny ptak, a takiego ptaka w klatce pan nie zamknie. Ale jeśli ten wolny ptak nie poradził sobie w życiu, to nie wolno przejść koło niego obojętnie. To przecież też człowiek.
Pani Ola pracowała w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze