[Rozmowy Gazety] Powodem likwidacji ośrodka zdrowia w Ładzicach były skargi na jego funkcjonowanie: na kontakt z lekarzem, obsługę, na relacje personelu do pacjentów, jego nieuprzejmość, arogancję. Mówienie, że ośrodek zostanie sprywatyzowany, czyli sprzedany, to bzdura. My nie prywatyzujemy, tylko przekształcamy w niepubliczny ośrodek zdrowia. Świadczący usługi na takich samych zasadach jak obecnie. Czyli na NFZ, z możliwością rozszerzenia dostępności do lekarzy. - Gazeta rozmawia z wójtem Ładzic Krzysztofem Ciupińskim
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Czuje pan, że ma poparcie mieszkańców w sprawie przekształcenia gminnego ośrodka zdrowia w Ładzicach?
KRZYSZTOF CIUPIŃSKI: - Jak to wielokrotnie podkreślałem, likwidacja ośrodka to nie jest mój wymysł. Ja ten pomysł dostałem…
Odziedziczył go pan po byłej wójt Wioletcie Pichit?
- Nie. Pomysł narodził się wśród radnych, mieszkańców gminy. Mieszkańcy mieli pretensje co do działalności ośrodka i jego funkcjonowania. Skarżyli się na to jak personel ośrodka podchodzi do mieszkańców, w jaki sposób się odzywa. I że ośrodek jest niedostępny dla pacjentów. Mieszkańcy żądali od radnych i ode mnie, jako wójta, reakcji i działań.
W jakiej formie pojawiały się te żądania? Mieszkańcy pisali skargi?
- Oczywiście. Ostatnia skarga, ze stycznia tego roku, była rozpatrywana na jednej z ostatnich komisji rady gminy. Wcześniej pojawiały się skargi pisemne, zaadresowane do urzędu. Na spotkaniach sołeckich mieszkańcy głośno wypowiadali się negatywnie co do funkcjonowania ośrodka. Postulowali, żeby coś z tym zrobić, bojąc się jednocześnie konsekwencji.
Jakich konsekwencji?
- Nie chciałbym się wypowiadać za ludzi, który używali takich sformułowań. Dodam, że bodaj w październiku wpłynęły dwie skargi z podpisami kilkunastu osób. Rada gminy decydowała o ich zasadności. Uznała, że są zasadne.
Kiedy skargi się zaczęły?
- Na pewno wpływ miała sytuacja z koronawirusem. Ludzie zaczęli dostrzegać mankamenty działalności ośrodka zdrowia. On się z dnia na dzień zamknął. Oczywiście nie tylko nasz, ale przecież były ośrodki, które funkcjonowały, choć oczywiście w reżimie sanitarnym. I tam mieszkaniec czy potencjalny pacjent nie miał problemu z dostępnością do lekarza, wypisaniem recepty, uzyskaniem konsultacji. W Ładzicach niestety ten problem był. Uwagi zgłaszane przez mieszkańców były wielokrotnie poruszane przez Radę Społeczną na spotkaniu z kierownikiem ośrodka Katarzyną Sikorską. Z ust członków Rady padały nawet sugestie, co należy zrobić, żeby choć odrobinę pomóc ludziom, polepszyć zabezpieczenie medyczne i zwiększyć empatię personelu, której brakowało wśród załogi ośrodka.
W czasie pandemii nie raz pisaliśmy o sytuacji w przychodniach w naszym powiecie. Zawsze pod takim artykułem pojawiały się komentarze niezadowolonych pacjentów. Bo też takie były nastroje. Ale przecież gminy nie decydowały się, żeby z tego powodu od razu likwidować ośrodki. Jak coś działo się źle, to dlaczego pan nie zmienił szefostwa, żeby naprawić, tylko oddaje go pan w prywatne ręce.
- Sprostuję: ja niczego nie oddaję. Wiadomo, jak są budowane nastroje społeczeństwa. Pojawiają się wypowiedzi typu: „wójt sprzedał ośrodek”, „wójt prywatyzuje”…
Musi pan się liczyć z tym, że mieszkańcy tak to widzą.
- I liczę się. To się wiąże z funkcją wójta, to naturalne, że jest ciągle oceniany i poddawany krytyce. Tylko nie zgadzam się, jak pani Sikorska w liście otwartym opublikowanym w Gazecie Radomszczańskiej, pisze: „wójt sprzedał”. Powiem więcej, zdarzały się osoby w radzie gminy, które powielały takie informacje. Co dla mnie jest niezrozumiałe, bo każdy radny wie, żeby majątek gminy sprzedać, musi się na to zgodzić rada. W tym przypadku nikt nigdy nie wspominał o sprzedaży ośrodka, czyli budynku. Pytaliście panowie, czemu nie wymieniono kierownika. Przez ponad rok Rada Społeczna przekazywała sugestie pani Sikorskiej, jak mógłby funkcjonować ośrodek. Jednak te sugestie pozostawały bez echa. Nikt nie oczekiwał rewolucji. Dzisiaj, jak wszyscy mogą zobaczyć, drzwi ośrodka są otwarte. Jest nowa osoba pełniąca obowiązki kierownika Gminnego Ośrodka Zdrowia. To, co pani Sikorska napisała w liście otwartym, mocno się rozmija z prawdą. Pani Sikorska stwierdza na przykład, że została wyłoniona z konkursu. Bardzo delikatnie nazwę to kłamstwem. Ta pani nie startowała w konkursie. Pani Sikorska została powołana zarządzeniem przez wójt Pichit. Muszę też wspomnieć, że pani Sikorska złożyła w październiku wypowiedzenie z pracy jako kierownik, a potem w styczniu jako pielęgniarka. Jeszcze jako kierownik dała możliwość odejścia za porozumieniem stron innym pielęgniarkom. Tym działaniem mogła doprowadzić do zerwania kontraktu przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Padła taka groźba?
- Fundusz nie napisał tego, ale osoba, która pełni obowiązki kierownika, dostała telefon z NFZ, że kontrakt jest zagrożony. W systemie wykazano osoby, które już nie są pracownikami ośrodka i pojawiły się braki kadrowe.
Czy my dobrze rozumiemy, że p.o. kierownika teraz otworzył ośrodek?
- Tak.
To dlaczego kierownik nie mógł tego zrobić wcześniej?
- Takie pytanie proszę kierować do pani Sikorskiej, bo my ją wielokrotnie o to pytaliśmy.
To dlaczego pan nie zmienił kierownika.
- Czy panowie wiedzą, jak się odbywa ewentualna procedura zmiany kierownika?
Obserwujemy i opisujemy samorząd od kilku lat i wiemy, że zawsze znajdzie na to sposób, jak tylko wójt chce lub ma taką potrzebę.
- Jeśli panowie sugerują, że mam wpływ na decyzję radnych, to są w dużym błędzie. Ja z radą współpracuję. Nie wydaję jej poleceń, nie namawiam, jak głosować. W przeciwieństwie do tego, co się działo w latach poprzednich. Więc przykro mi bardzo, ale ja tak nie postępuję i proszę bardzo mnie w ten sposób nie szufladkować.
Protestuje pan, gdy ktoś używa słowa w kontekście zmian w ośrodku zdrowia słowa „prywatyzacja”. Czy to nie jest zabawa słowami? Z punktu widzenia mieszkańca sytuacja jest dość prosta: był tam ośrodek gminy, będzie prywatna przychodnia.
- Będzie niepubliczny ośrodek zdrowia.
Mieszkaniec powie: prywatna przychodnia. Było gminy, nie jest gminy.
- To nie jest gra słów. Ja nazywam rzeczy po imieniu. Jeśli nawet tak ktoś to nazywa, to pewnie dlatego, że nie do końca rozumie ten sposób rozwiązania problemu dostępności opieki medycznej w gminie. Przeciwnicy podnoszą, że prywatyzacja wiąże się tylko ze sprzedażą. Zresztą pani Pichit w swoim wystąpieniu na ostatniej sesji stwierdziła, że dziś prywatyzujemy ośrodek, za chwilę wójt będzie sprzedawał szkoły. Taki był kontekst jej wypowiedzi. Mówienie, że ośrodek zostanie sprywatyzowany, czyli sprzedany, to bzdura. My nie prywatyzujemy, tylko przekształcamy w niepubliczny ośrodek zdrowia. Świadczący usługi na takich samych zasadach jak obecnie. Czyli na NFZ, z możliwością rozszerzenia dostępności do lekarzy.
Wiadomo, która przychodnia wasz ośrodek przejmie?
- Prowadzimy rozmowy. Na pewno będzie to podmiot jak najlepiej zabezpieczający mieszkańca jeśli chodzi o usługi medyczne.
W jakim trybie są te rozmowy? Przetarg? Zapytanie ofertowe?
- Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami, my wydzierżawimy podmiotowi nieruchomość. Jako organ prowadzący wskażemy Narodowemu Funduszowi Zdrowia potencjalny podmiot. Prowadzimy rozmowy, uchwała rady gminy o likwidacji ośrodka została podjęta, czekamy na publikację w biuletynie wojewódzkim.
Nie boi się pan, że wojewoda i ją uchyli?
- Ma takie prawo. Niczego nie jestem w życiu pewny.
Co wtedy?
- Zobaczymy co się wydarzy. Nie uprzedzajmy faktów.
Musimy się jeszcze upewnić: powodem przekształceń ośrodka zdrowia w Ładzicach są skargi mieszkańców? Nie ma innych?
- Pytacie panowie, czy był aspekt finansowy?
Nie. Chcemy się upewnić co do powodu.
- Powodem były skargi na funkcjonowanie ośrodka: na kontakt z lekarzem, obsługę, na relacje personelu do pacjentów, jego nieuprzejmość, arogancję. Przekazywaliśmy te uwagi, skargi - bez danych personalnych - kierownikowi ośrodka. Nie było reakcji. Pani Sikorska w swoim liście znów mija się z prawdą twierdząc, że nie miała świadomości żadnych skarg. Uczestniczyła w moim gabinecie nie raz w rozmowach z mieszkańcami, którzy skarżyli się na ośrodek. Aż wstyd przytoczyć jej wypowiedź, ale potrafiła odpowiedzieć mieszkańcowi w ten sposób: zawsze można zmienić sobie ośrodek.
Czyli te skargi dotyczyły głównie traktowania pacjentów?
- Tak. Na jednej z ostatnich komisji radny opowiadał o sytuacji, gdy do lekarza w ośodku w Ładzicach zgłosili się rodzice z dzieckiem, które miało duży poziom cukru w krwi, zagrażający życiu. Rodzice dziewczynki prosili, żeby wezwać pogotowie. Usłyszeli od pani doktor, że może wystawić skierowanie do szpitala. To chyba nie tak powinno wyglądać. Gdzie tu przysięga Hipokratesa? Lekarz ma dbać o zdrowie pacjenta, a nie być barierą w dostępie do leczenia.
Jeśli relacje personelu z pacjentami były powodem likwidacji ośrodka, to jak pan zagwarantuje w umowie z nowym podmiotem jakość tych relacji?
- To nie ja mam zagwarantować, tylko podmiot, który będzie przychodnię prowadził.
Przecież nie zapisze pan w umowie w jaki sposób lekarz czy personel mają się odnosić do pacjenta. Skargi zamiast do pana, będą trafiać do NFZ. I tyle się zmieni.
- Rzeczywiście. Ale my już dziś przeprowadzamy sondaż i zbieramy opinie na temat funkcjonujących niepublicznych ośrodków zdrowia. Podmiot, który wybierzemy, będzie najwyżej w rankingu, jeśli chodzi o gwarancje jakości usług medycznych.
Jaki sondaż? Chętnie byśmy się z nim zapoznali. Pan go robi?
- Między innymi.
Jak pan zapyta 100 osób o jakąkolwiek przychodnię, to 50 będzie miało opinie pozytywną, 50 negatywną.
- Jak pan zapyta tylko przeciwników, to zawsze usłyszy opinię negatywną. A zawsze trzeba pytać dwie strony.
To jak pan to wybierze?
- Dlaczego dziś mamy mówić, że będą osoby niezadowolone? Osoby niezadowolone przychodziły do mnie i mówiły jasno, że jest źle i trzeba coś z tym zrobić.
Pan jest zwolennikiem prywatyzacji służby zdrowia?
- Pytacie o moje prywatne zdanie?
Tak.
- Wolałbym się nie wypowiadać. To moje prywatne zdanie i nie mam ochoty się nim dzielić z opinią publiczną.
W kontekście czynów może być ważne.
- Jestem zapisany oczywiście do niepublicznego ośrodka zdrowia, który bardzo sobie chwalę, bo nie mam żadnych problemów z dostępnością do lekarzy.
Czy nie odpuścił pan trochę wyjaśnienia mieszkańcom powodów likwidacji GOZ?
- Myślę, że przeciwko zmianom są osoby, które na siłę chcą udowodnić, że sprzedaję ośrodek. Skargi nie były przed nikim ukrywane, radni też mogli się z nimi zapoznać, rozmawiali o tym z mieszkańcami. Przedstawialiśmy punkt widzenia NFZ. Gdy dostaliśmy od nich zielone światło, radni otwarcie mówili w rozmowach z mieszkańcami, jakie są plany. Nikt tu niczego nie ukrywał. Ja sam rozmawiałem wtedy z panią Sikorską i poinformowałem ją, że są takie plany.
Na sesji poruszono też wątek konsultacji społecznych. To pewnie przedłużyłoby procedurę o kilka tygodni, ale dało obraz tego, co myślą mieszkańcy.
- Proszę mi wskazać jedną sytuację w historii gminy Ładzice, gdzie przeprowadzono konsultacje.
To byłby pan pierwszy.
- Owszem. Ale proszę zwrócić uwagę, że radni rozmawiają z mieszkańcami, wyjaśniają, więc to nie jest tak, że tych konsultacji nie ma.
Nie obawia się pan konsekwencji politycznych tego ruchu? Daje pan paliwo oponentom.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Nigdy nie miałem nic do ukrycia Nie siedzę za zamkniętymi drzwiami. Zamknięte są tylko wtedy, gdy mam gościa, poza tym są zawsze otwarte i każdy może przyjść. Nie stronię od mieszkańców. Startując na wójta zawsze brałem pod uwagę, że moje decyzje będą miały konsekwencje. Decyzja o likwidacji GOZ dziś budzi emocje, ale szkoda, że wypowiadają się tylko te osoby, które jeszcze nie spróbowały tzw. „ciastka”, a już mówią, że jest niedobre. Jeszcze nie wiedzą, jak to będzie, a już krzyczą, że będzie źle.
Wie pan, jak rząd podnosi podatki, to krzyczymy wcześniej, a nie czekamy, aby się przekonać, jak to będzie.
- Protestujący krzyczą nie biorąc pod uwagę rzeczywistości. Choćby tego, że młode małżeństwa z dziećmi uciekają z Ładzic do niepublicznych ośrodków zdrowia. To nie daje do myślenia dlaczego tak się dzieje, dlaczego wybierają innych lekarzy? Ja się nie boję konsekwencji. Przyjmę je z podniesionym czołem.
Jednak argument, który podnoszą przeciwnicy, jest dość racjonalny: dlaczego najpierw nie naprawiamy, tylko od razu likwidujemy.
- Próby naprawy i ratowania sytuacji były. Podkreślał to nawet doktor Andrzej Telecki na sesji, pierwszy kierownik ośrodka.
Wciąż nie rozumiemy, dlaczego pierwszym waszym działaniem nie była zmiana kierownika i wdrożenie planu naprawczego, tylko od razu likwidacja.
- To pytanie powinni panowie zadać członkom Rady Społecznej i radnym gminy, nie mnie, rada jest organem uchwałodawczym. Ja swoje stanowisko wyraziłem. To nie był mój pomysł, ja go dostałem, przeanalizowałem i uznałem, że będzie najlepszym rozwiązaniem z możliwych.
Od kogo konkretnie dostał pan ten pomysł?
- Propozycja padła ze strony radnych.
Konkretnie?
- Danych personalnych nie będę ujawniał.
Przecież to osoby publiczne.
- Nie szkodzi. Nie muszę tego robić, więc nie zrobię.
Z jakiej listy pan startował w wyborach?
- PSL.
Był pan członkiem partii?
- Tak.
Zrezygnował pan z członkostwa?
- A skąd panowie o tym wiedzą?
Taka nasza praca.
- W zeszłym roku złożyłem deklarację o wystąpieniu.
Dlaczego?
- Prywatny powód.
Rozmawiali Janusz Kucharski i Andrzej Andrysiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze