Reklama

Andrzej Kędra: Samorząd mógłby ograniczyć swój fiskalny apetyt [Rozmowa]

Mam wrażenie, że przeszliśmy do gospodarki centralnie sterowanej. Stopy procentowe są oderwane od inflacji i sytuacji rynkowej, rząd określa, ile ludzie mają zarabiać, politycy przejmują kolejne sektory - Gazeta rozmawia z Andrzejem Kędrą, właścicielem firmy Elbruk, wiceprezesem Rady Regionalnej Izby Przemysłowo-Handlowej w Radomsku

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Od kiedy prowadzi pan firmę?

ANDRZEJ KĘDRA: Od 1997 roku.

Będzie 26 lat. Pamięta pan czasy, gdy przedsiębiorcom było łatwo?

- Raz było lepiej, raz gorzej, ale czasów, żeby było łatwo, nie pamiętam. Przez te 26 lat firma przechodziła, jak gospodarka, wzloty i upadki. Ale przecież nadal funkcjonujemy.

Kto jest największym przeciwnikiem biznesu w Polsce? Kto mu podkłada nogę?

- Nie patrzę na biznes w kategoriach walki. Władza się zmienia, a wraz z nią zmieniają się przepisy. Jedne obarczają przedsiębiorców dodatkowymi powinnościami bardziej, inne mniej. Przy czym nie mam tu na myśli tylko obciążeń podatkowych, ale też biurokratyczne.

Reklama

Wciąż jest ich więcej?

- Cyfryzacja wiele zmienia. I wcale nie na minus. Mamy teraz Jednolity Plik Kontrolny. Choć były wobec niego obawy, to efekty są pozytywne. Choćby takie, że jest mniej kontroli podatkowych w firmach. Urząd skarbowy ma wszystko w systemie, nie musi siedzieć u przedsiębiorcy w biurze. Po wprowadzeniu Centralnego Rejestru Faktur, co nas czeka 1 lipca 2024 roku, skarbówka będzie miała pełen obraz tego, co się dzieje i firmie i w gospodarce.

Ale przecież przedsiębiorcy mieli obawy?

Reklama

- Wie pan, mieli swoje doświadczenia z informatyzacją ZUS-u, więc byli ostrożni. Początki tamtego procesu były bardzo trudne. Uważam, że JPK trochę ułatwił nam życie. Pewnymi sprawami nie musimy się zajmować, dzieją się z automatu.

Czy politycy i samorządowcy rozumieją biznes?

- Trudno powiedzieć. Jeśli ktoś przez całe życie jest urzędnikiem albo politykiem, to nie zrozumie perspektywy przedsiębiorcy. Nie wie, co się dzieje z naszymi firmami i rodzinami w czasach koniunktury czy dekoniunktury. Coś na ten temat mogą powiedzieć politycy, którzy prowadzą własny biznes albo przedsiębiorcy, którzy przeszli do polityki. Poza tym, są ograniczenia partyjne.

Reklama

Co pan przez to rozumie?

- Mam wrażenie, że stosunek do przedsiębiorców determinuje przynależność partyjna i partyjne wytyczne, a nie pragmatyzm.

Jaki jest teraz klimat wokół przedsiębiorczości?

- Jeśli mnie pan pyta o kontekst polityczny, to z perspektywy funkcjonowania mojej firmy, neutralny. Trochę gorzej jest w społeczeństwie. Być może jest tak, jak z nauczycielami: też duża część społeczeństwa ma do nich pretensje, ani ich nie szanuje, ani nie docenia. To raczej problem społeczny. Który oczywiście można politycznie podgrzać, jeśli jest taka potrzeba. Podobnie jest ze stosunkiem do Ukraińców. W niesprzyjających warunkach politycznych na tym fantastycznym zrywie z wiosny 2022 roku można zbudować konflikt. I niektórzy już próbują.

Reklama

Jakie są największe wyzwania stojące przed gospodarką radomszczańską?

- Takie same, jak przed krajową. Duże międzynarodowe firmy w trudnych czasach są bezpieczniejsze gospodarczo, małe mają gorzej. Wielkość zadłużenia państwa i inflacja to najważniejsze czynniki wpływające na rozwój firm. Oraz brak rąk do pracy, który będzie się pogłębiał.

Pan w swojej firmie ma ten problem?

- Gdyby trafiło się kilka rzetelnych osób, to zatrudniłbym je. Ale sam w tej chwili nie szukam. Wstrzymuję się z inwestycjami.

Reklama

Ze względu na sytuację gospodarczą?

- Tak. Poza tym w naszej branży budowlanej jest sezonowość, zimą produkcja jest niższa.

Wstrzymywanie się z inwestycjami to w radomszczańskim biznesie teraz norma?

- Niestety. Branża stolarska zanotowała 40-procentowe spadki. Metalowa podobnie. W zależności od branży albo utrzymuje się poziom produkcji lub ma się łagodny wzrost, albo ma się wyraźne spadki. Rynek nie jest jednolity.

Przedsiębiorcy są doceniani przez władze Radomska?

- Eh… Chyba w ten sposób, że mamy podnoszone podatki, więc pewnie nam się coraz lepiej powodzi.

Reklama

W sytuacjach kryzysowych samorząd może wam jakoś pomóc?

- Nie ma wielkich możliwości prawnych. Mógłby jedynie ograniczyć swoje zakusy fiskalne i obniżyć podatki od nieruchomości. Choć są jednostkowe sytuacje, gdzie ma pole do działania. Jeśli zamyka ulice na czas remontu, z automatu wszyscy przedsiębiorcy tam działający powinni być zwolnieni z podatku od nieruchomości. Zachęcam wszystkich przedsiębiorców, którzy mają taką sytuację, by występowali z wnioskiem do urzędu. Bo trzeba je składać indywidualnie. A mogłoby się to odbywać automatycznie.

Reklama

Regionalna Izba Przemysłowo-Handlowa zgłaszała urzędowi taki postulat?

- Cech Rzemieślników i Przedsiębiorców zgłaszał. Nie było pozytywnego odzewu.

Izba dostaje informacje od miasta o planowanych remontach? Tak, by przedsiębiorcy mogli się przygotować?

- Nie.

Macie w ogóle jakieś kontakty? Bo jesienią, gdy prezydent i koalicja podnosili wam podatki, relacje mieliście napięte.

- Mamy kontakty. Jest Rada Gospodarcza przy Prezydencie Miasta Radomska, choć nie wiem, czy jest zwoływana.

Dostaliście pismo w sprawie nowych stawek podatku od nieruchomości?

Reklama

- Na razie nie. Choć przeczucie mam takie, że stawka na przyszły rok będzie zależeć od tego, jak się potoczą wybory. Kiedyś miałem nadzieję, że stawki zostaną na obecnym poziomie, ale już nie mam.

Czyli kolejna podwyżka?

- Zobaczymy.

Przeszłość Radomska zdeterminują dwa trendy: jeden to wyludnianie, a drugi konsekwencje demografii, czyli kurczenie się rynku handlu i usług. To mniej optymistyczne dla przedsiębiorców.

- Jeśli przyjmiemy perspektywę 2040 czy 2050 roku, to wiadomo, że w gospodarce radomszczańskiej wiele się zmieni. Będziemy starym społeczeństwem i miastem 30-, 35-tysięcznym...

Reklama

Najnowsza prognoza demografów z GUS twierdzi, że 30-tysięcznym.

- …a to oznacza, że zmieni się zarówno sposób prowadzenia biznesów, jak i ich wielkość.

Trwa kampania wyborcza, rozsypał się worek obietnic. Są propozycje skierowane do przedsiębiorców, ale też uderzające w przedsiębiorców.

- W tych wyborach nie przyjmuję takiej perspektywy. Program i oferty dla przedsiębiorców schodzą na dalszy plan. Będę się kierował zupełnie innymi kryteriami. Te wybory są wyjątkowe, dziś są ważniejsze sprawy niż własny interes. Ważniejsza jest klarowność życia publicznego, która da poczucie bezpieczeństwa i możliwość normalnego funkcjonowania.

Reklama

Pamiętam, jak na początku lat dwutysięcznych pojawiały się informacje o podwyżkach płacy minimalnej. Przedsiębiorcy twierdzili, że to może zdemolować ich interesy. W przyszłym roku, według zapowiedzi rządu, płaca minimalna zbliży się do 1000 dolarów. Jest jakiś próg bólu dla firm?

- Zobaczymy w przyszłym roku. Mam wrażenie, że przeszliśmy do gospodarki centralnie sterowanej. Stopy procentowe są oderwane od inflacji i sytuacji rynkowej, rząd określa, ile ludzie mają zarabiać, politycy przejmują kolejne sektory i wprowadzają coraz więcej regulacji. Proszę zwrócić uwagę na ceny paliwa. Są zupełnie oderwane od tego, co się dzieje na rynku. Rosnąca pensja minimalna to problem dla całej siatki płac w firmach. Jeśli pracownik tuż po szkole ma zarabiać 4300 brutto, to każdy pracownik, który pracuje trochę dłużej, będzie oczekiwał wyższego wynagrodzenia. To jeszcze bardziej nakręci spiralę płac. A trzeba pamiętać, że mamy inflację. Przedsiębiorcy nie są przeciwnikami podnoszenia płac, one muszą rosnąć, tak się działo na całym świecie przy rozwijającej się gospodarce. Tylko że rosły wraz z wydajnością. Nikt nie mówił: od 1 stycznia płacicie tyle, a od 1 lipca tyle. Nie wiadomo, jak rynek na to zareaguje. To przecież kolejny czynnik wpływający na inflację. Więc zamiast tę inflację w miarę szybko przechorować, będziemy chorować przez lata.

Wspomniał pan o młodych pracownikach. Widzi pan różnicę między nimi a naszym pokoleniem?

- Nie mam żadnego młodego pracownika.

Z wyboru?

- Nie, tak się złożyło. Pracujemy w firmie razem od dawna. Opowieści o roszczeniowych młodych to czasami takie dziadersowe gadanie. Przecież mamy rynek pracownika. A ponieważ społeczeństwo się starzeje, to się nie zmieni. Praca jest. Można iść do jednej firmy, do drugiej, zawsze coś się znajdzie. Skoro młody człowiek może wybierać w ofertach, to stawia warunki. Takie prawo gospodarki. Młodzi mają żądania, bo mogą mieć.

Patrzy pan na przyszłość gospodarki z optymizmem czy pesymizmem?

- Optymistą raczej nie jestem. Biorąc pod uwagę, jak się zachowuje Narodowy Bank Polski, jak rząd ingeruje w gospodarkę, jakie Polska ma zadłużenie, w dobrym kierunku to nie idzie. Korzystając z okazji zapraszam wszystkich na V Forum Przedsiębiorczości, które odbędzie się 27 września w sali konferencyjnej Metalurgia. Będziemy mieli możliwość spotkania się i wysłuchania wielu interesujących rozmów na bieżące tematy gospodarcze i społeczne, z zaproszonymi tam gośćmi.

Rozmawiał Andrzej Andrysiak

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości