Powodem zbrodni w Przedborzu w 1945 roku był antysemityzm. Żadna z ofiar nie miała związków z nową komunistyczną władzą. Nikt ze sprawców nie poniósł konsekwencji, aresztowany Majchrowski został zwolniony, na co wpływ miała jego współpraca z bezpieką.
W nocy z 27 na 28 maja 1945 r. w Przedborzu zamordowano grupę kilku ocalałych z Holocaustu Żydów. Czy był to wyrok na współpracowników UB, mord na tle narodowościowym czy rabunkowym? Dokonali go zwykli bandyci czy żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, którzy likwidowali współpracowników komunistów? Był z nimi ich dowódca Władysław Kołaciński „Żbik”?
Faktem jest, że przedborscy Żydzi zostali zamordowani. Pytań można postawić jeszcze wiele. Trudniej znaleźć na nie odpowiedzi. Ich udzielenia podejmowano się wiele razy, o przebieg zdarzeń, motywy i uczestników spierano się wiele razy. Robią to mieszkańcy Przedborza, dziennikarze, pasjo......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 38% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ta recenzja wymaga kilku słów komentarza: 1. Autor pisze, że jako pierwszy do archiwów sięgnął Państwa dziennikarz Andrzej Andrysiak. To oczywista nieprawda. Akta tak komunistycznej bezpieki, jak i dokumenty żydowskie z ŻIH choćby znane są od dawna historykom i nieraz były przytaczane. Zresztą, na debacie z p. Andrysiakiem p. Leszek Żebrowski skorygował go, że dokumentów dot. zbrodni z Przedborza jest znacznie więcej, niż p. Andrysiak przejrzał. 2. No właśnie, debata z p. Żebrowskim. Sformułowania, których tu Państwo używacie względem niego, chcąc w ten sposób zapewne pomóc redakcyjnemu koledze, są dość nieeleganckie. "Daleki od obiektywizmu", "mętnie tłumaczył". Debatę oglądałem. To raczej p. Andrysiak wypadł wyjątkowo blado, nie potrafiąc za bardzo nawet podjąć obrony. W zasadzie wyglądało to, jakby się tłumaczył, że w artykule napisał bzdury, mówiąc "jestem dziennikarzem, nie historykiem". 3. No właśnie, piszecie Państwo, że "ustalenia dziennikarskie obciążyły Kołacińskiego". Tyle, że te całe ustalenia p. Andrysiaka to przytoczenie materiałów bezpieki. Państwa kolega nie przejrzał innych dokumentów, nie skonfrontował ich z innymi źródłami. Jakie więc to ustalenia, jaka rzetelność dziennikarska? Piszecie, że Wasz dziennikarz ustalił, iż zbrodni dokonali żołnierze formacji "Żbika", tymczasem recenzując książkę p. Flisiaka wskazujecie, że powiązania z NSZ autor wskazał u jednego z uczestników tych wydarzeń. Coś tu się nie zgrywa, prawda? 4. P. Tokarska - piszecie, że nie prowadziła szczegółowych badań. Spory eufemizm. Pani Tokarska nie prowadziła żadnych badań. Przepisała komunistyczną wersji wydarzeń z akt i chodziła po ulicach Przedborza pytając młodych ludzi, co myślą w przedmiocie tego, kto był sprawcą zbrodni i z czym się im kojarzą Żydzi. Efektem jej "pracy" jest publikacja, w której tytule pomyliła się nawet w dacie opisywanych wydarzeń. 5. I wreszcie ocena konkluzji książki - dziwicie się, że p. Flisiak napisał, że nie ma żadnych dowodów na udział "Żbika" w zbrodni i podkreślacie, że nie ma też jednak żadnych dowodów, że zakazał zabijać Żydów z Przedborza. Przepraszam bardzo, ale to absurd. Dlaczego dowódca oddziału partyzanckiego, który w tym czasie nawet nie był na tym terenie, miałby taki rozkaz wydawać nieznanym sobie bandytom? Nie ma dowodów, że autor artykułu molestował koty w piwnicy, ale trzeba zaznaczyć, że nie ma też dowodów, że tego nie robił i innym robić zakazał. 3.
Gazeta i pan Andrysiak zostali wprost rozjechani na debacie w MDK, nie mówiąc już o wystąpieniu na niej pana Nowaka. Ten ostatni miał później wielkie pretensje do Andrysiaka za porażkę w tej debacie, dajac temu wyraz w artykule pełnymi żalu. Prawda jest prosta i jedna: był to zwykły rabunkowy mord, a to, że Majchrowski był jednocześnie żołnierzem Żbika to czysty przypadek. Natomiast te niby badania naukowców to ich kompromitacja na całej linii, co zostało wielokrotnie udowodnione.
Ta recenzja wymaga kilku słów komentarza: 1. Autor pisze, że jako pierwszy do archiwów sięgnął Państwa dziennikarz Andrzej Andrysiak. To oczywista nieprawda. Akta tak komunistycznej bezpieki, jak i dokumenty żydowskie z ŻIH choćby znane są od dawna historykom i nieraz były przytaczane. Zresztą, na debacie z p. Andrysiakiem p. Leszek Żebrowski skorygował go, że dokumentów dot. zbrodni z Przedborza jest znacznie więcej, niż p. Andrysiak przejrzał. 2. No właśnie, debata z p. Żebrowskim. Sformułowania, których tu Państwo używacie względem niego, chcąc w ten sposób zapewne pomóc redakcyjnemu koledze, są dość nieeleganckie. "Daleki od obiektywizmu", "mętnie tłumaczył". Debatę oglądałem. To raczej p. Andrysiak wypadł wyjątkowo blado, nie potrafiąc za bardzo nawet podjąć obrony. W zasadzie wyglądało to, jakby się tłumaczył, że w artykule napisał bzdury, mówiąc "jestem dziennikarzem, nie historykiem". 3. No właśnie, piszecie Państwo, że "ustalenia dziennikarskie obciążyły Kołacińskiego". Tyle, że te całe ustalenia p. Andrysiaka to przytoczenie materiałów bezpieki. Państwa kolega nie przejrzał innych dokumentów, nie skonfrontował ich z innymi źródłami. Jakie więc to ustalenia, jaka rzetelność dziennikarska? Piszecie, że Wasz dziennikarz ustalił, iż zbrodni dokonali żołnierze formacji "Żbika", tymczasem recenzując książkę p. Flisiaka wskazujecie, że powiązania z NSZ autor wskazał u jednego z uczestników tych wydarzeń. Coś tu się nie zgrywa, prawda? 4. P. Tokarska - piszecie, że nie prowadziła szczegółowych badań. Spory eufemizm. Pani Tokarska nie prowadziła żadnych badań. Przepisała komunistyczną wersji wydarzeń z akt i chodziła po ulicach Przedborza pytając młodych ludzi, co myślą w przedmiocie tego, kto był sprawcą zbrodni i z czym się im kojarzą Żydzi. Efektem jej "pracy" jest publikacja, w której tytule pomyliła się nawet w dacie opisywanych wydarzeń. 5. I wreszcie ocena konkluzji książki - dziwicie się, że p. Flisiak napisał, że nie ma żadnych dowodów na udział "Żbika" w zbrodni i podkreślacie, że nie ma też jednak żadnych dowodów, że zakazał zabijać Żydów z Przedborza. Przepraszam bardzo, ale to absurd. Dlaczego dowódca oddziału partyzanckiego, który w tym czasie nawet nie był na tym terenie, miałby taki rozkaz wydawać nieznanym sobie bandytom? Nie ma dowodów, że autor artykułu molestował koty w piwnicy, ale trzeba zaznaczyć, że nie ma też dowodów, że tego nie robił i innym robić zakazał. 3.
Gazeta i pan Andrysiak zostali wprost rozjechani na debacie w MDK, nie mówiąc już o wystąpieniu na niej pana Nowaka. Ten ostatni miał później wielkie pretensje do Andrysiaka za porażkę w tej debacie, dajac temu wyraz w artykule pełnymi żalu. Prawda jest prosta i jedna: był to zwykły rabunkowy mord, a to, że Majchrowski był jednocześnie żołnierzem Żbika to czysty przypadek. Natomiast te niby badania naukowców to ich kompromitacja na całej linii, co zostało wielokrotnie udowodnione.