Po niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi, w których wygrał rządzący od dawna Aleksandr Łukaszenka, w Mińsku trwają protesty mieszkańców, którzy twierdzą, że głosowanie było sfałszowane. Poszukaliśmy w Radomsku Białorusinów, żeby powiedzieli nam co sądzą o tym, co dzieje się w ich kraju.

(Fot. Facebook Support For Belarus - W Mińsku od niedzieli trwają protesty, które są brutalnie tłumione przez władze.)
Nie było to łatwe, ale się udało. Nie możemy zdradzić ilu było rozmówców, czym się zajmują, jak długo są w Polsce, ani gdzie się spotkaliśmy. Białorusini, z którymi udało się nam porozmawiać twierdzą, że się nie boją, ale nie chcą żadnych szczegółów, które mogłyby pomóc w ich identyfikacji. - Możesz napisać, że spotkaliśmy się w Radomsku, to musi wystarczyć - zaznaczają na samym początku.
- Wiemy co dzieje się w naszym kraju, ale my jesteśmy tutaj, to po co o tym myśleć - jeden z mężczyzn wyjaśnia, że w Polsce jest od kilku miesięcy. Wyjechał, tak jak koledzy za pracą. Bo u nas zarobi dwa razy więcej niż na Białorusi. - U nas pracy mało, tu pracy dużo. I zarobki o wiele lepsze - pod koniec rozmowy doda, że jeśli ktoś ma papiery, że wyjeżdża właśnie do pracy, to władza żadnych problemów robić nie będzie.
On o swoją rodzinę na Białorusi się nie boi. Jego koledzy odpowiadają, że tak. Śledzą w internecie doniesienia z protestów, jakie wybuchły w stolicy, Mińsku, po tym, jak Aleksander Łukaszenka został po raz kolejny wybrany prezydentem. Miało na niego zagłosować ponad 80 procent ludzi. Na jego kontrkandydatkę z opozycji, Swiatłanę Cichanouską - 9,9 procent.
Kiedy pytam co myślą o Łukaszence przez kilka sekund panuje cisza, a potem pada wspólna odpowiedź: - Za długo u władzy. To już 26 lat.
W ostatnich wyborach nie głosowali, są przecież w Radomsku. Jeden z nich zagłosował raz, ale nie ma wątpliwości, że jego głos nie miał znaczenia. Drugi na wybory w ogóle nie chodzi. Kolejny opowiada, że po co głosować, skoro: - Moja żona od swojego szefa w pracy usłyszała, że ma zagłosować na Łukaszenkę, a jeśli nie, to może się z pracy zwalniać. Ale nie poszła głosować - zaznacza.
Śmieją się kiedy rozmawiamy o głosowaniu, dają do zrozumienia, że wszyscy wiedzą, że nie ma najmniejszego znaczenia, bo i tak wygra Łukaszenka.

Pytam, czy mają nadzieję, że sytuacja w ich kraju kiedyś się zmieni? Czy Łukaszenka przestanie być prezydentem.
- Chyba niet - śmieją się, ale jakoś tak bez przekonania. - Ty panimajesz? - pyta jeden z nich i tłumaczy, że Białoruś leży obok o wiele większego kraju, Rosji. To powinno mi wystarczyć. Białoruś w NATO? Przecież nikt ich tam nie weźmie. To co się ma zmienić?
Jednak ludzie wyszli na ulice protestować. - No wyszli, ale jedni wyszli, inni nie. Niedużo wyszło, 10 tysięcy, co to jest.
- To najwięcej do tej pory, wcześniej najwięcej to było ze trzy tysiące, to są największe protesty - wchodzi mu w słowo kolega. Wszyscy w końcu zgodnie przyznają, że to największy sprzeciw Białorusinów wobec władzy.
Tak, wiedzą, że wojsko tłumi protesty, że nawet ktoś zginął. Komentować? Nie, będą.
Wolą mówić o tym, co było do 2016. - A do 2016 było dobrze, ludzie mieli pracę, to i protestować nie trzeba było.
- On jest dyktator, ale dobrze diełał dla narodu. Do 2015 roku, do 2016 ludzie dobrze żyli. Wypłata była odpowiednia. A potem był światowy kryzys i się skończyło.
- Nieszto u was dobrze, nieszto u nas dobrze - ocenia jeden z naszych rozmówców oba kraje. - Swabody bolej (wolność większa), pieniążki bolej (pieniądze większe), praca je - ocenia Polskę. - Jakby u nas praca była to by nikt nie wyjeżdżał. Nie byłoby opozycji, nie byłoby protestów. Dlaczego naród się buntuje? Bo nie ma pracy i nie ma za co żyć. Ot, wsio - podkreśla.
Oni nikogo z opozycji nie znają. A polityka interesuje ich: tak pastolki, paskolki - o tyle, o ile - słyszę. - Możemy wyjeżdżać do pracy bez przeszkód, dzieci się uczą, wojny nie ma, nie strzelają, cicho i spokojnie, no to czego chcieć więcej? No da, swabody w garadach nie chwatajet - przyznaje po chwili, ale zaraz dodaje: - Może komuś tej wolności za mało, ale ja mogę przecież mogę wyjść na ulicę i powiedzieć głośno Łukaszenka ty nie praw! I mnie za to niczo nie budiet.
Nie dowierzam. Naprawdę milicja nie zareaguje? Nikt nie doniesie?
- No pewnie, że nie - zapewnia. I mówi, że może tak mówić i aresztowany na pewno nie zostanie. Pewnie, są tacy co prezydenta Białorusi krytykują, ale to w Mińsku, dużych miastach, i to są o wiele poważniejsze sprawy, to może tamtych się zamyka. Zwykłych ludzi nie.
Dopytuję, przecież tam zostały ich rodziny, służby są silne, inwigilacja bardzo duża. Może nie chcą w tej rozmowie powiedzieć za dużo? Jednak się boją?
Nie, nie boją, śmieją się z tego. Ale tę rozmowę to już trzeba kończyć. Oni mają tu co robić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze