3 lipca 2019, Sąd w Piotrkowie Trybunalskim. W. skazany na 4 lata więzienia za Factora, pół roku za oszustwa w oświadczeniach majątkowych. Żona na rok w zawieszeniu na 12 miesięcy za pomoc w ukrywaniu majątku. 20 listopada, Sąd Apelacyjny w Łodzi: wyrok pierwszej instancji trzymany. Sprawiedliwość zatriumfowała. Ale jeszcze nie stało się jej zadość - dziesiątki klientów W. wciąż czekają na swoje pieniądze.
Janusz Kucharski
1.
Kilkanaście minut po godz. 13, środa, 3 lipca, sala sądu w Piotrkowie Trybunalskim. Sędzia Grzegorz Krogulec odczytuje wyrok: winny. W. słucha spokojnie. Jego żony nie ma na sali. Łącznie dostał 4 lata za wprowadzenie w błąd swoich klientów „z góry powziętym zamiarem”. Sędzia mówił: „Stwarzał pozory świetnej inwestycji nie informował klientów o wysokim ryzyku”. Przyjął w sumie 6 mln 531 zł od 106 osób. W. ma też oddać pieniądze.
Prokurator chciał siedmiu lat więzienia. Sąd wymierza W. jeszcze pół roku za to, że w oświadczeniach majątkowych, gdy był radnym sejmiku wojewódzkiego, nie wpisywał pożyczek żony, choć miał taki obowiązek.
Jego żonie sąd wymierzył rok ograniczenia wolności w zawieszeniu na rok za pomoc w ukrywaniu majątku.

(W. na sali rozpraw.)
W ustnym uzasadnieniu sąd nie oszczędza oskarżonego. Mówi, że W. wszystko zaplanował. Wiedział, że jest niewypłacalny. Gdy w 2009 r. bank wypowiedział mu umowę, na podstawie której udzielał pożyczek, W. stracił duże źródło dochodu, a nie miał innego. W 2011 r. miał z żoną już ponad 2 mln zł kredytów. Wtedy właśnie wymyślił, że środki, które są mu potrzebne do życia na poziomie i utrzymania firmy, będzie pożyczał od osób fizycznych. Klientów nie informował o ryzyku. Przez pięć lat W. nie znalazł sposobu na inwestycje, więc pożyczał kolejne pieniądze na spłatę odsetek. A gdy Komisja Nadzoru Finansowego wpisała jego firmę Factor na listę ostrzeżeń publicznych, zaczął pozbywać się majątku.
W. do czasu apelacji przebywa na wolności. Wpłaca milion złotych kaucji.
W środę, w apelacji, wyrok został utrzymany. W. pójdzie do więzienia. Sąd zakazuje podawanie jego imienia i nazwiska, dlatego piszemy tylko W.
2.
Mężczyzna wygląda na mocno znerwicowanego. Nie chce, by podawać jego nazwisko. Nerwowo ściska w ręku gruby plik dokumentów. To umowy pożyczek. Jest ich 34. Kilka na większe kwoty, nawet powyżej 100 tysięcy zł, pozostałe opiewają na 5-6.
- Zaćmiło mnie. Zanosiłem mu te pieniądze, chociaż mogłem podejrzewać, że to się źle skończy - mówi.
W sumie pożyczył W. 569 tys. zł.
Zobaczył reklamę. - Było tam, że ci, którzy wpłacą wystarczająco dużo, otrzymają w nagrodę telewizor. Taki pewnie wart 1000 zł, ale płaski, nowoczesny. Jak poszedłem tam pierwszy raz, to rzeczywiście te pudełka z telewizorami tam stały. Wcześniej straciłem spore pieniądze na akcjach. Zobaczyłem reklamę, potem rozmawiałem ze znajomym, który pożyczył mu pieniądze. On powiedział, że to radny sejmiku wojewódzkiego z PiS, że co niedzielę chodzi do kościoła.
Mężczyzna zaczyna szlochać. Opanowuje się. Po kilku minutach opowieści na płacz zbierze mu się ponownie, a potem znów i znów.
Ta wizyta rozpoczęła cykl naszych publikacji o działalności W., lokalnego biznesmena, polityka z sejmowymi aspiracjami, radnego sejmiku wojewódzkiego, związanego z Prawem i Sprawiedliwością. Wcześniej ujawniliśmy, że KNF go wpisał na listę ostrzeżeń publicznych.
3.
Przełom lat dwutysięcznych. W. prowadzi biznes. Wchodzi w pożyczki samochodowe. Firma się rozwija, ludzie potrzebują takich usług, jest z tego zysk. Otwiera biuro w Łodzi. W pewnym momencie w Radomsku modne staje się kupowanie aut właśnie u W. Na plac koło jego biura trafiają samochody, które komornicy odbierają dłużnikom. Ceny są bardzo atrakcyjne, klientów nie brakuje.
Ale to za mało, ma ambicje. Na początku wieku W. przejmuje od Michała Ziembińskiego gazetę „Komu i Czemu”. Razem z redakcją. Któregoś dnia Ziembiński po prostu oznajmia zespołowi, że nie jest już właścicielem.
- Teraz piszecie dla W. - słyszą pracownicy.
W. ma jeszcze jeden tytuł, „Po Prostu informacje”. Tu pracownicy słyszą wprost: w tym tygodniu piszemy tak. Za tydzień negatywny bohater sprzed tygodnia jest chwalony i głaskany. A w kolejnym znów się trzeba do niego dobrać. Nie buduje to wiarygodności. Ale daje promocję.
4.
Karierę polityczną W. zaczyna w PSL. Wtedy szefem ludowców jest Janusz Wojciechowski. Po rozłamie u ludowców Wojciechowski i jego ludzie tworzyli PSL-Piast, ale nie jest to licząca się partia. PiS godzi się, żeby jego członkowie startowali z jego list. Tak W. zbliża się do PiS. W mieście jest już znany. Nie tylko w kręgach, które interesują się polityką. Coraz częściej można go zobaczyć na zdjęciach z konferencji i briefingów prasowych. Czasem w towarzystwie znanych polityków, którzy przyjeżdżają do Radomska.
Zdobywa mandat radnego sejmiku województwa łódzkiego. Zasiada w nim od 2006 do 2016 roku. Dwa razy zostaje wybrany, raz wchodzi na miejsce radnego, który został posłem.
Ma sen. Poselski. Startuje w wyborach do sejmu. Jest przekonany, że ma duże szanse na mandat. Ale nasi rozmówcy mówią: tylko on wtedy w to wierzył. Inni oceniają sytuację realnie. Politycznie ważne było wtedy, żeby „wyciąć” Krzysztofa Maciejewskiego. Podział w PiS w mieście był już wtedy bardzo mocny. I udało się. W. odebrał głosy Maciejewskiemu, do sejmu nie wszedł żaden z nich.
Na początku 2017 r. W. jest radnym wojewódzkim. Nagle rezygnuje. Nie podaje powodów. Gdy Gazeta dzwoni do niego z prośbą o rozmowę, informuje, że teraz jest już osobą prywatną i nie musi się wypowiadać.
I w tym momencie objawia się publicznie druga twarz W. Bo prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim prowadzi już dochodzenie w sprawie należącej do W. firmy Factor. Komisja Nadzoru Finansowego, która kontroluje rynek finansowy w Polsce, wpisała Factora na listę ostrzeżeń publicznych. To zestawienie firm, w sprawie których KNF złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Komisja zarzuca Factorowi, że przyjmuje wkłady bankowe, czyli prowadzi działalność bankową bez zezwolenia. Factor pożycza od ludzi pieniądze na wysoki procent.
Bankowe wkłady oprocentowane były wtedy na maksymalnie 3,5 procent, Factor dawał 12,3. W. wykazuje te pożyczki w swoim oświadczeniu majątkowym. W tym za 2015 rok było ich 44.
Zaczynają się kłopoty.
5.
W drugiej połowie 2017 r. do Gazety Radomszczańskiej zgłaszają się klienci W. Skarżą się, że zostali oszukani. Wpłacili W. pieniądze, nie otrzymali ich z powrotem. Później, gdy dziennikarze Gazety zdobędą imienną listę 102 poszkodowanych, okaże się, że kwoty były olbrzymie: 677 tys. zł, 569 tys., 450 tys., 382 tys., 300 tys., 234 tys. Najwyższa jednorazowa wpłata to 107 tys., najniższa - 300 zł. Niektórzy wpłacali W. pieniądze przez pięć lat.
Na liście nie ma nazwisk osób publicznych z Radomska. Liczy ona 104 pozycje, przy każdym nazwisku są kwoty, terminy wpłat i adnotacja, czy pożyczki zostały spłacone. Lista obejmuje poszkodowanych ustalonych przez prokuraturę na kwiecień 2018.
To właśnie w 2017 r. W. żąda od nas zaniechania publikacji na temat jego firmy. Gdy podczas pracy nad pierwszym teksem dzwonimy do W. z prośbą o wyjaśnienia, informuje nas, że nie jest już osobą publiczną. Kilka godzin później do redakcji ktoś przynosi dokument zatytułowany „Wezwanie do zaniechania naruszenia dóbr osobistych”. Chce pokwitowania. Prosimy o przesłanie go drogą oficjalną. Przychodzi pocztą następnego dnia, podpisany przez W. Właściciel Faktora żąda zaprzestania publikacji na temat jego firmy, jego samego, oraz wpłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia. Inaczej skieruje sprawę do sądu.
Nie ulegliśmy żądaniom. Opisywane przez nas działalność dotyczyła czasów, gdy W. był osobą publiczną. W sumie w Gazecie i internecie opublikowaliśmy kilkadziesiąt tekstów na jego temat. Pożyczał od ludzi pieniądze w czasach, gdy był radnym sejmiku.
6.
Choć W. wtedy ma już na głowie KNF, prokuraturę i media, swojej działalności nie przerywa. Wciąż próbuje ściągnąć pieniądze od naiwnych.
Opisujemy taki obrazek: „Końcówka 2017 roku, biuro jednego z radomszczańskich przedsiębiorców. W. siedzi w fotelu, pije kawę. Jest wyluzowany. Składa biznesmenowi propozycję: - Znajdź kogoś ze stoma tysiącami, żeby u mnie ulokował. Odpalę ci od ręki 10 procent.”
Później prokuratura ustali, że już wtedy W. wyprzedaje majątek. Pozbył się między innymi nieruchomości w Szczyrku i Wrocławiu.
Został mu dom. Udało mu się pozbyć majątku za 2 mln 305 tys. zł. Pomagała mu w tym żona.

(W. prowadzi spotkanie wyborcze kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy w Radomsku, 2015 r.)
7.
Wszystko kończy się w poniedziałek, 16 kwietnia 2018 r. o godz. 7.30 rano. Policjanci z komendy powiatowej policji jadą do jego domu. W. wsiada do policyjnego samochodu. Ten rusza w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego, do Prokuratury Okręgowej.
Zostaje zatrzymany. Dostaje zarzuty oszustwa 102 osób na co najmniej 6,6 mln zł. Sąd decyduje, że wyjdzie z aresztu, jeśli wpłaci 200 tys. zł kaucji. Rodzina zbiera pieniądze, 23 kwietnia próbuje wpłacić. Sąd jej nie przyjmuje do czasu rozpatrzenia zażalenia prokuratury na decyzję o kaucji. A posiedzenie w sprawie zażalenia odbędzie się nie wcześniej niż 4 maja, ponieważ obrońca W. prosił, by nie wyznaczać go wcześniej, ze względu na urlop.
8.
W. siedzi w areszcie do procesu. Ten rozpoczyna się w lutym. Tak relacjonowaliśmy jego początek:
„Środa 27 lutego 2019 r., kilka minut po 9. Korytarz na pierwszym piętrze Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. Na drzwiach sali nr XVI wokanda, a na niej tylko jedna sprawa - piramida finansowa Factor. Oskarżony - W.
Pojawiają się pierwsi świadkowie. Ci wezwani na 9.30. Podchodzą do drzwi, sprawdzają nazwiska. W sumie jest ich 18. To pierwsi ze 102 poszkodowanych. Rozpoczyna się rozprawa. W. między dwoma eskortującymi go policjantami. Skupiony, poważny. Ma długie włosy, zapuścił niewielką bródkę i wąsy. Tylko niebieski sweter wciąż ten sam. Występował w nim wiele razy przed kamerami. A może taki sam, tylko nowy? W oczy rzuca się duży zegarek na nadgarstku. W. często gładzi się po brodzie, opiera twarz na dłoni, a łokieć na ławie. Przed nim zeszyt i długopis.
W ciągu kilku najbliższych godzin co jakiś czas będzie w nim notował, sprawdzał i prezentował notatki adwokatom. Ci siedli według wieku. Najbliżej sędziego najmłodszy, za nim ten, który będzie zadawał świadkom najwięcej pytań, na końcu najstarszy.
Zna wszystkie liczby, nazwiska, daty. Gdy świadek czegoś zapomni, podpowiada. Każdego zeznającego przeprasza i obiecuje spłatę długów. Tylko musi wyjść na wolność. Ale gdy jeden ze świadków pyta, czy może to złożyć na piśmie, odpowiada: - Nie, nie bardzo.
Zeznaje świadek:
- Zaczęło się od ulotek. Były w skrzynkach pocztowych, całe Radomsko zostało nimi obrzucone. Ja też znalazłem w skrzynce. W grudniu 2017 miało być wesele córki i mieliśmy remontować mieszkanie. To były dwa wyzwania w moim życiu. Procent mnie zainteresował. Przelałem dwa razy po 100 tysięcy z kasy Stefczyka. Tam był marny procent. Potem wpłacałem już gotówkę.”
9.
Gdy W. siedział już w areszcie, pytaliśmy radomszczańskich samorządowców, jak to możliwe, że przez lata prowadził taką działalność i nikt nie zareagował.
Polityk radomszczański wyjaśnił to tak: - To nie tak, że wszyscy wiedzieli. On w partii jakoś mocno nie działał, prowadził działalność i tyle. To nie tak, że ktoś go krył. Przecież do pewnego momentu ten system działał, ludzie dostawali pieniądze. Nie można teraz mówić, że wszyscy wiedzieli, co się dzieje. Dopiero teraz, jak już został zatrzymany, to się zrobił wielki hałas. I nie udawajcie, że o tym nie wiedzieliście, bo to znaczy, że słabo pracujecie jako dziennikarze.
Akurat my wiedzieliśmy, dlatego o Faktorze i jego klientach pisaliśmy. Od początku 2017 roku.
10.
W akcie oskarżenia prokuratora napisała, że brak spłat pożyczek przez firmy W. nie był spowodowany niezależnymi czynnikami, sytuacją gospodarczą, nieudolnym zarządzaniem. Według prokuratury W. działał z premedytacją od 18 sierpnia 2011 do 31 stycznia 2017 r. „z góry powziętym zamiarem popełnienia przestępstwa”, jako prezes spółki Kredyty.pl oraz „prowadząc od 18.07.2012 jednoosobową działalność gospodarczą pod nazwą W. Firma Factor z siedzibą w Radomsku”.
Według niej to było „zaplanowane oszustwo”.
(tekst oparty fragmentach publikacji Gazety Radomszczańskiej z lat 2017-2019, dotyczących działalności W. i jego firmy)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze