Czwartek 22 maja, godzina 9.46. Od samego rana przy zielonych ścianach przy Reymonta prace pielęgnacyjne idą pełną parą.
Na ziemi stoją poustawiane skrzynki z nowymi roślinami. Roślinami, które za chwilę zastąpią, te które, niestety, nie przetrwały tegorocznej zimy. Temat jest o tyle ciekawy, że dopiero co, dokładnie w marcu, pisaliśmy o tym, że w tym roku kończy się trzyletni okres gwarancyjny ogrodów wertykalnych. Do tej pory to wykonawca opiekował się roślinami na swój koszt. To w jego gestii było utrzymanie inwestycji, która kosztowała miasto blisko 600 tys. złotych. Zgodnie z umową od przyszłego roku koszty utrzymania tego przedsięwzięcia poniesie urząd miasta. Dlatego też próbowaliśmy dowiedzieć się, jakie to będą kwoty.
W środę 26 marca pisaliśmy:
„Grzegorz Piwnik, członek zarządu firmy Fiba s.c., zaznaczał, że zielonymi ścianami w Radomsku ludzie tak naprawdę żyją. Czego przejaw widać szczególnie w przestrzeni medialnej. Temat jest bardzo wrażliwy, bo ludzie lubią sensacje i lubią hejt. Piwnik podaje przykład: ktoś w styczniu zrobił zdjęcie zielonej ściany i wrzucił do sieci z podpisem „zielona ściana”. To miała być kpina. A logiczne jest, że w styczniu ściana zielona z pewnością nie jest. To tak, jakby zrobić w styczniu zdjęcie prywatnego zielonego ogrodu i podpisać „zielony ogród”.
Trzy lata temu Fiba s.c. wystartowała w przetargu na realizację inwestycji i wygrała. Kwota obejmowała wykonanie i pielęgnację ścian przez trzy lata. Według wykonawcy inwestycji, założenia kosztowe pielęgnacji sprzed trzech lat są w normie. Dokładnych wyliczeń kosztów gwarancji nie będzie nam przedstawiał, bo ich nie ma. Piwnik podkreśla, że zielona ściana to skomplikowana inwestycja. To pierwszy taki realizowany projekt przez firmę, dlatego on sam też obserwuje, jak to funkcjonuje. Same rośliny rosną i zachowują się różnie na różnej wysokości.
Pan Grzegorz zaznacza, że pierwsza zima dla zielonych ścian była najważniejsza. Po pierwszej zimie wymieniono mniej niż 20 procent roślin. Ale już po drugiej praktycznie nic nie trzeba było wymieniać. Jak będzie w tym roku dowiemy się za dwa miesiące.
Stałym elementem pielęgnacji zielonych ścian jest przycinanie po zimie uschniętych elementów przed okresem wegetacyjnym.”
Przy okazji dzisiejszej wymiany roślin ponownie skontaktowaliśmy się z Grzegorzem Piwnikiem. Z nadzieją, że tym razem być może uda nam się usłyszeć jeśli nie konkretną, to przynajmniej przybliżoną kwotę wymiany roślin. Kalkulacja przecież wydaje się banalnie prosta. Wystarczy ilość świeżo nasadzonych roślin pomnożyć przez ich cenę i dodać koszty robocizny oraz sprzętu. Ale okazuje się, że nie tędy droga.
Pan Grzegorz szacuje, że w tym roku wymienionych zostanie około pięć do siedmiu procent roślin. Co do kosztów takiej wymiany tłumaczy, że na ten temat już się kiedyś wypowiadał i teraz konsekwentnie podtrzymuje swoje stanowisko w tej sprawie. Przypominamy, że wówczas wypowiedź przedsiębiorcy, delikatnie mówiąc również była wymijająca. O czym świadczy cytat artykułu z 26 marca: „Dokładnych wyliczeń kosztów gwarancji nie będzie nam przedstawiał, bo ich nie ma”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Złoty interes... tylko dla kogo? A można było jakiś ładny mural zrobić, byłby bezobsługowy.
Złoty interes... tylko dla kogo? A można było jakiś ładny mural zrobić, byłby bezobsługowy.