W zeszłym tygodniu radomszczanka wyszła załatwić kilka spraw. Jak zawsze w maseczce, które są przecież na ulicach obowiązkowe. W sklepie stanęła w kolejce, tam wszyscy stosowali się do tego wymogu. Poszła dalej, w następnym sklepie też stanęła w kolejce. Czekała, rozglądała się, wtedy ich zobaczyła.
- Mężczyznę i kobietę w wieku 30, może 40 lat. Ona stala na końcu, w kolejce było może 10 osób. Tylko oni nie mieli maseczek. Zwróciłam im uwagę i poprosiłam, żeby je jednak założyli. Zaśmiali się i odmówili. Śmiali się też, kiedy powiedziałam im, że w takim razie zadzwonię na policję. I zadzwoniłam, a potem zrobiłam tej parze zdjęcie.
Kiedy trzymała w ręku telefon mężczyzna podszedł do niej. - Oczywiście bez maseczki. Zażądał usunięcia zdjęcia. Powiedziałam, że może wezwać policję, ale zdjęcia nie usunę. Pomyślał chwilę i chciał odejść. Zanim jednak sobie poszli, podeszła do mnie ta kobieta. Też bez maseczki. Specjalnie zaczęła kasłać i kichać. Z premedytacją i satysfakcją. Potem poszli.
Pani Małgorzata sfotografowała też samochód pary. Pokazała zdjęcia policjantom, którzy przyjechali na miejsce. Pary już tam nie było.

- To było straszne. Z premedytacją na mnie pluła. Mam dwoje niepełnosprawnych dzieci, którymi opiekuję się od lat 24 godziny na dobę. Jeśli by się zakaziły i chorowały na covid, mogłoby się skończyć tragicznie, bo już teraz mają poważne problemy z oddychaniem. A mój mąż poważnie choruje na serce. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie się tak zachowują.
Sprawą zajmuje się radomszczańska policja. Za niezasłanianie ust i nosa w przestrzeni publicznej grozi mandat, a jeśli sprawca go nie przyjmie, sprawa trafia do sądu. Radomszczański sąd wydał już 15 wyroków nakazowych w takich sprawach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze