Reklama

Szczucie zabija, prawda wyzwala. Andrysiak o samorządowej pracy dla swoich [Komentarz]

Niewiele tematów tak rozsierdza mieszkańców, jak praca dla swoich w samorządzie. Przebiega to zwykle według utartego schematu: ktoś tam dostaje robotę, zwykle bez konkursu, potem, gdy temat wypływa - samorząd międli słowa o atakach, szukaniu haków i innych spiskach.

Z setek rozmów wiem, że samorządowcy kompletnie nie rozumieją, o co chodzi. No to jak, dziecku nie pomóc? Żonie? Mężowi? To gdzie mają pracować? Gdy próbuję wyłożyć, że to problem etyczny, że miejsca pracy w jednostkach samorządowych są pożądane, więc przejrzystość wymaga, by dać ogłoszenia, poczekać, aż zgłoszą się chętni i wybrać najlepszego, słyszę - przecież wszędzie tak to działa.

Odpowiadam: i co z tego? Od lat piszę, że samorządność lokalna nam się zdegenerowała i wymaga naprawy. Jednym z najważniejszych jej wynaturzeń są spółdzielnie pracy, czyli towarzystwa/stowarzyszenia/partie, które dzielą się robotą na samorządowym. To dlatego, że samorząd jest pełen ludzi, którzy nie przetrwaliby miesiąca na prywatnym rynku, bo nigdy nie mieli z nim styczności.

Reklama

I obojętne, jak bardzo to w Radomsku nie będzie normalne, obojętne, ile pomyj samorządowi hejterzy nie wyleją na dziennikarzy - temat nie zniknie. Gdy ktoś ma usta pełne frazesów o etyce, zasadach, niezależności i uczciwości, to dziennikarze są od tego, by mówić: sprawdzam.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości