Reklama

Spór miasta i wykonawcy o nowy basen. Są dwie wersje wydarzeń. Przeczytaj punkt po punkcie

Finał budowy nowego basenu jest bardzo burzliwy. Dwie konferencje prasowe, dwie różniące się wersje wydarzeń. Na horyzoncie nie widać kompromisu. Przedstawiamy, punkt po punkcie, najważniejsze informacje przekazane podczas piątkowych konferencji prasowych wykonawcy nowego basenu, firmy Inkomet, oraz urzędu miasta. W wielu częściach są sprzeczne.

Konferencja wykonawcy, firmy Inkomet, odbyła się w południe w piątek, 5 marca, w hotelu Porto. Pierwotnie miała zostać zorganizowana na nowym basenie, ale nie zgodził się na to urząd miasta. W konferencji uczestniczyli Jan Skubisz, Marcin Skubisz oraz Krzysztof Hamczyk, kierownik budowy. Opowiedzieli o inwestycji i o relacjach z urzędem miasta, czyli inwestorem.

Wersja wykonawcy, czyli firmy Inkomet

O ruchomym dnie, które umożliwiałoby korzystanie z basenu także dzieciom

Marcin Skubisz: - Zwracałem się wielokrotnie pisemnie do inwestora o wykonanie konstrukcji dna ruchomego. Takie dna stosuje się praktycznie na wszystkich basenach. My mamy główny basen o głębokości 2,20 m. Dla profesjonalistów. Niestety, inni użytkownicy nie będą mogli z niego korzystać. Inwestor, czyli urząd miasta, nie wyraził zgody na proponowane rozwiązania. Efekt? Dziś basen będzie dostępny tylko dla grupy użytkowników. A przecież miał być dla wszystkich radomszczan.

Reklama

O dodatkowych pracach

Marcin Skubisz: - Widząc, jakie zapisy są w programie funkcjonalno-użytkowym, w wielu miejscach błędne i sprzeczne z sobą, firma Inkomet przyjęła rozwiązanie lepsze i zawsze wychodziła naprzeciw oczekiwaniom urzędu miasta, bez dodatkowego wynagrodzenia. Z naszej inicjatywy powstało wiele rozwiązań technicznych, za które zapłaciliśmy sami. Na przykład jest dach drewniany a w projekcie była blacha stalowa. Basen wykonany jest bez podparcia, a w programie funkcjonalno-użytkowym było inaczej. Z naszej inicjatywy została dokonana ta zmiana. Tak zwana ściana 3D to kolejny od nas prezent dla miasta, dla radomszczan. Powstała z naszej inicjatywy i za nasze pieniądze. Także instalacja do ozonowania jest lepsza, niż zapisano w programie funkcjonalno-użytkowym. Zamontowaliśmy także lepszą nawierzchnię w zewnętrznym brodziku. W sumie kosztowało do 1 mln zł. Tyle Inkomet włożył dodatkowo i nie wystąpił o pieniądze do urzędu miasta.

Reklama

ZOBACZ RELACJĘ WIDEO Z KONFERENCJI PRASOWEJ FIRMY INKOMET: https://youtu.be/tzLf6luLpu8

O współpracy z miastem

Jan Skubisz:- Zakończyłem roboty budowlane, zgłosiłem obiekt do odbioru, jak robiłem to wcześniej dziesiątki razy na innych inwestycjach. Najpierw inwestor do odbioru w ogóle nie przystąpił. Po przystąpieniu do odbioru przerwał go, z uwagi na rzekome wady istotne i niewykonanie całości przedmiotu umowy. W moim przekonaniu brak jest jakichkolwiek podstaw do takich zarzutów.

O certyfikacjach i atestach

Reklama

Krzysztof Hamczyk: - Urząd miasta nie odbiera inwestycji ze względu na rzekome wady istotne zjeżdżalni zagrażające bezpieczeństwu i zarzuca wykonanie jej niezgodne z warunkami technicznymi. Wszystkie urządzenia posiadają wymagane prawem dokumenty:

Certyfikat poprawności i zgodności zjeżdżalni wewnętrzno-zewnętrznej z normą PN-EN 1069-1-2, wydany przez firmę LamSerwis. Potwierdza, że prace zostały wykonane zgodne z umową i warunkami technicznymi oraz nie zagrażają bezpieczeństwu uczestników. Certyfikat poprawności i zgodności zjeżdżalni zewnętrznej z normą PN-EN 1069-1-2, wydany przez firmę LamSerwis, Protokół przeglądu technicznego, w którym stwierdzono, zjeżdżalnie są wykonane prawidłowo i nie zagrażają użytkownikom. Certyfikat wystawiony przez firmę LamSerwis, że zjeżdżalnia zewnętrzna otwarta jest zgodna z normą i jest dopuszczona do ruchu.

ZOBACZ DOKUMNETY: 

Podczas odbioru technicznego inwestor nie wskazał na wady istotne, wskazał na wady drobne. Po raz pierwszy spotkałem się z taką szczegółowością podczas odbioru. Mamy też certyfikat Urzęd Dozoru Technicznego z kontroli urządzeń na placu zabaw. Napisano tu wprost, że wszystkie zamontowane urządzenia, według komisji UDT, są bezpieczne.

Reklama

Marcin Skubisz: - Posiadamy także protokoły z odbiorów technicznych wszystkich instalacji. Każda instalacja została uruchomiona i przez inspektorów sprawdzona. Protokoły potwierdzają, że wszystkie prace zostały wykonane prawidłowo, zgodnie z projektem budowalnym. Komisja stwierdza, że instalacja wentylacyjna, przyłącza, instalacje wody zimnej, sanitarna - tego jest bardzo dużo - wszystko nadaje się do użytkowania. Tych protokołów odbioru jest 30. Te dokumenty są w naszym posiadaniu, urząd miasta również je posiada.

O niezależnych ekspertyzach

Reklama

Marcin Skubisz: - Wykonaliśmy wszystkie prace, uzyskaliśmy wszystkie atesty przewidziane prawem budowlanym. Te dokumenty są również w posiadaniu miasta. Obowiązkiem inwestora było odebrać inwestycję, czego nie uczynił. Widząc, jaka jest sytuacja podczas odbiorów, zwróciłem się do niezależnych rzeczoznawców budowlanych, mających olbrzymie doświadczenie zawodowe i wymagane kwalifikacje, o ocenę wykonanych przez nas zadań. Opinia ich potwierdza, że kompleks basenów został wykonany prawidłowo, zgodnie z warunkami technicznymi.


Reklama

O płatnościach

Marcin Skubisz: - Jak poinformowano w mediach i na sesji rady miasta, urząd miasta przerwał odbiory. Wobec tego nie mogłem, jako Inkomet, wystawić faktury końcowej, pomimo realizacji inwestycji. Jest to kwota 2,5 mln zł. Co więcej, miasto wystąpiło do banku o wypłatę gwarancji w kwocie 2 mln zł.

O projektach

Marcin Skubisz: - Na ostatniej sesji rady miasta pojawiło się wiele pytań i wątpliwości, które chce wyjaśnić. Pan prezydent poinformował radnych, że nigdy nie przedstawiliśmy urzędowi miasta projektu wykonawczego w całości. Zgodnie z umową przekazywaliśmy wszystkie projekty wykonawcze, wszystkie są w rękach urzędu miasta.
Zgodnie z łączącą nas umową, projekt budowlany miał być wykonany jednorazowo. I tak został przekazany. Natomiast projekty wykonawcze miały być przedstawiane przed rozpoczęciem zadań. I tak było to robione.

Reklama

O zapisach w dzienniku budowy:

Marcin Skubisz: - Było też pytanie od jednego z radnych, kiedy konkretnie pojawiły się wpisy w dzienniku budowy, które świadczą, że na bieżąco była monitorowana ta sytuacja przez inspektorów nadzoru i urząd miasta.

Wiceprezydent Monika Andrysiak stwierdziła, że dziennik budowy to nie pamiętnik i takich rzeczy się nie umieszcza. Chcę tu stanowczo zaprotestować i wskazać, że dziennik budowy to właśnie pamiętnik. Dziennik budowy jest odzwierciedleniem procesu budowlanego. To książka całego życia budowy, zapis wszystkich działań i elementów na budowie, dzień po dniu. Rejestracja każdego etapu budowy, najmniejszego elementu, najmniejszego detalu. W dzienniku budowy nie ma żadnych informacji na temat usterek czy wad zgłoszonych kiedykolwiek, przez kogokolwiek. Takie rzeczy się tam nie znajdują.
Przez ponad rok prowadzenia tej inwestycji dopiero w grudniu i w styczniu pojawiły się pierwsze informacje podczas odbiorów, że komisja zgłasza wady i usterki.

Reklama

O działaniu władz

Jan Skubisz: - W dobie covidu, pandemii, ja, radomszczański i polski przedsiębiorca, wykonałem zadanie w całości, za konkurencyjną cenę. Wykonałem to w ekspresowym terminie. W dobie covidu firmy otrzymują pomoc od władz, aby przetrwać. Miasto Radomsko nie tylko nie pomaga, ale czyni w mojej ocenie wszystko, bym pandemii nie przetrwał. Bo tym jest brak odbioru końcowego a w konsekwencji brak zapłaty za wykonane już roboty. Czy też wystąpienie do banku o zabranie mi ponad dwóch milionów złotych. Zjeżdżalnie, baseny, cztery niecki działają. Jacuzzi działa, sauny działają.

Reklama

Pytania od dziennikarzy

- Czy mają Panowie nadzieję na rozwiązanie w jakikolwiek sposób tego sporu?

Marcin Skubisz: - Najważniejsza jest dobra wola i chęć współdziałania. Mam nadzieję, że taka wola jest. Spotkamy się w najbliższy poniedziałek i chcemy rozmawiać z miastem jak rozwiązać ten problem. Zupełnie niezrozumiałym jest dla nas, dlaczego lokalne władze niszczą lokalnego przedsiębiorcę. To jest niespotykane. Myśmy włożyli w to całe życie, nasze umiejętności. I to jest, działa. Dobra wola z naszej strony zawsze jest, chcemy rozmawiać i chcemy dojść do porozumienia, żeby za chwilę otworzyć ten basen i żeby cieszyli się z tego mieszkańcy.

Reklama

- Użył pan sformułowania: „władze niszczą lokalnego przedsiębiorcę”. Uważa pan, że to działanie specjalne?

Marcin Skubisz: - Nie mam takiej wiedzy i mam nadzieję, że tak nie jest. Ale to jest bardzo dziwne i niezrozumiałe dla nas działanie, że zabrać  nam dwa miliony złotych z kaucji gwarancyjnej. Jest to w mojej ocenia takim właśnie działaniem. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, że władze miasta przemyślą to działanie i nie będą tego czyniły.

Wersja inwestora, czyli miasta

Konferencja prasowa urzędu miasta odbyła się trzy godziny później w urzędzie miasta. Uczestniczyli w niej prezydent Jarosław Ferenc, wiceprezydent Monika Andrysiak oraz radca prawny. Miasto odniosło się do zarzutów i wersji wykonawcy:

O współpracy z wykonawcą

Jarosław Ferenc: - Wykonawca miał dziś konferencję prasową. Ja, powiem szczerze, jestem bardzo zasmucony tym, że sprawy mają się właśnie tak. Planując budowę tego basenu zakładaliśmy, że wybierzemy firmę w zamówieniu publicznym. Inwestycja jest współfinansowana ze środków zarówno regionalnego programu operacyjnego, jak i ministerstwa sportu. Dlatego wszelkie prace na tym obiekcie muszą być zgodne z prawem i normami. No i muszą służyć bezpieczeństwu.

Najważniejsze jest dla nas, żeby ten obiekt był bezpieczny i żeby służył mieszkańcom. Jeśli tylko wykonawca przekaże nam ten obiekt i odda do użytkowania zgodnie z normami, zarówno MOSiR jak i urząd miasta są przygotowane do jego przejęcia. Pracownicy są przeszkoleni. Możemy spokojnie tę inwestycję zagospodarować, prowadzić, udostępnić.
Zależy nam na tym, żeby tę inwestycję udostępnić jak najszybciej. Nie jest prawdą, że urząd miasta źle traktuje wykonawcę, ponieważ traktuje go tak, jak wszystkich innych wykonawców. Wszystko jest zapisane w umowie, normach, certyfikatach. Pracownicy urzędu miasta, jak również inspektorzy nadzoru, na bieżąco śledzili wszystkie prace. Mamy to w protokołach, one są dostępne.

O odbiorach

Monika Andrysiak: - Bardzo zasmuciło nas stanowisko wykonawcy, który na swojej konferencji zarzucił wiele rzeczy, które nie są prawdziwe. Odbiór grudniowy, na który wykonawca zgłosił gotowość, nie mógł dojść do skutku, gdyż jeszcze w grudniu prace budowlane - i nie mówię tu o pracach wykończeniowych - wciąż trwały. Nasi inspektorzy nie potwierdzili zakończenia budowy i możliwości rozpoczęcia odbioru.
Wykonawca przez kolejne trzy tygodnie pracował intensywnie na tym obiekcie i 21 stycznia zgłosił nam gotowość. Oczywiście niezwłocznie do tego odbioru przystąpiliśmy. Między 28 stycznia a 10 lutego takie odbiory miały miejsce.

ZOBACZ RELACJĘ WIDEO Z KONFERNECJI PRASOWEJ URZĘDU MIASTA: https://youtu.be/gARpGXY4dIo

W protokołach zostało zawartych szereg uwag, które zauważyliśmy. Zarówno drobnych, jak i istotnych, które naszym zdaniem zagrażają bezpieczeństwu. I uniemożliwiają dokonanie odbioru.

O usterkach

Monika Andrysiak: - Z tych dużych elementów, które podważyliśmy i w protokole odbioru zaznaczyliśmy konieczność wymiany, to przede wszystkim elementy zjeżdżalni zewnętrznej, wewnętrznej oraz wymiana zabawek na edukacyjnym placu zabaw. Te elementy były podstawą do przerwania odbioru.

O dokumentacji przedstawionej przez wykonawcę

Monika Andrysiak: - Wykonawca podnosił, że ma szereg dokumentów, które świadczą, że wszystkie elementy są wykonane właściwie i są zgodne z normami. Oczywiście jest to nie do końca prawda. To, co pokazywał państwu wykonawca, czyli protokół firmy LamSerwis na zjeżdżalnie, jest niekompletny. Dotyczy tylko i wyłącznie ślizgu oraz konstrukcji wsporczej zjeżdżalni. Natomiast nie odnosi się w żaden sposób do schodów. A to schody właśnie są największym zagrożeniem. Stwierdziliśmy podczas odbioru, że przerwy, czy też otwory, są tak znaczące, że są niezgodne z normami i zagrażają bezpieczeństwu użytkowników. I to jest główna przeszkoda w tym odbiorze.

O zjeżdżalni

Jeśli chodzi o zjeżdżalnię, to chcemy jej wymiany. Producentem tej zjeżdżalni jest firma Inkomet. Wykonuje ona całość, czyli zarówno konstrukcję wsporczą, jak i schody. Natomiast elementy ślizgu zakupiła u producenta chińskiego. Przedstawiła nam dokument zakupu, jak również deklarację wystawioną przez tego producenta. I deklaracja na ślizg opiewa na normy dotyczące placów zabaw. Nie świadczy o tym, że zostały one wykonane zgodnie z normami dotyczącymi zjeżdżalni.

Gdy wykonawca przystępował we wrześniu to montażu tej zjeżdżalni, wzbudziło to nasz niepokój i podejrzenie, iż elementy są niewłaściwe. Na tę okoliczność w protokole z września 2020 roku wykonawca został o tym fakcie poinformowany. Wystąpiliśmy o przygotowanie ekspertyzy technicznej, która wykazała, że ślizg jest niezgodny z normami. Ekspertyzę przekazaliśmy wykonawcy, wzywając go do wymiany zjeżdżalni na element nowy. My chcemy mieć na obiekcie elementy nowe, nie chcemy mieć elementów naprawianych. Na tę naszą informację wykonawca przystąpił do naprawiania tego, co zostało wskazane. Oczywiście nie uzyskując zgody miasta.

Nie możemy tego odebrać, bo tego nie chcemy. To jest niezgodne z naszym oczekiwaniem. Zgodnie z zapisami umowy wykonawca przystępując do montowania czegokolwiek, był zobowiązany uzyskać naszą akceptację. Tak się nie stało.

O placu zabaw

Jeśli chodzi o plac zabaw, który również budzi nasze wątpliwości, wykonawca przedstawił państwu deklarację UDT, że zabawki są zgodne z normami. Wszystko ładnie, pięknie, tylko że są one wykonane niezgodnie z dokumentacją i niezgodnie z naszym oczekiwaniem.

Największe nasze wątpliwości i brak zgody budzi zabawka, która się nazywa rzeka edukacyjna oraz zabawka zwana armatą. Rzeka edukacyjna ma służyć poznawaniu przez dzieci zjawisk, które towarzyszą wodzie płynącej. Niestety wykonawca wykonał to po swojemu, niezgodnie z dokumentacją przez nas zatwierdzoną, następnie uzyskując akredytację Urzędu Dozoru Technicznego. W wyniku programu naprawczego, który narzucił UDT, ogrodził tę zabawkę ze wszystkich stron, aby dziecko nie mogło sobie nic zrobić. Nie o to w tym chodzi. Każdy element tej zabawki dziecko powinno móc dotknąć, a nie oglądać przez siatkę.

Również armata nie spełnia swoich funkcji. Została zamontowana w niej pompka do piłek plażowych, na pewno nie do takiego urządzenia, które ma pokazać, jak rozchodzi się fala uderzeniowa. Tego nie możemy zaakceptować. Oczekujemy wymiany na elementy nowe.

O dodatkowych pracach

Monika Andrysiak: - Ważnym elementem, który poruszył wykonawca, jest to, że włożył wiele serca i własnych środków w budowę basenu. Proszę mi wierzyć, my również włożyliśmy w tę budowę wiele serca, wiele swojego czasu, niejednokrotnie wolnego.

Miasto nigdy nie oczekiwało żadnych prac, które nie były objęte programem funkcjonalno-użytkowym i zapisami specyfikacji. Za wszystkie elementy, które wykraczały poza tę część, wykonawca dostał dodatkowe wynagrodzenie. Za wykonanie dekoracyjnej ściany na hali, za zwiększenie parametrów elektrolizera oraz za wykonanie oświetlenia zjeżdżalni. Za wszystkie te prace wykonawca dostał dodatkowe wynagrodzenie w kwocie blisko 280 tys. zł.

O przerwaniu odbiorów

Radca prawny: - Fakt, iż odbiór końcowy został przerwany, wynika wprost z umowy, czyli paragrafu 6 ustęp 3 punkt 21. W tym zapisie mamy wprost wskazane prawo zamawiającego do przerwania odbioru technicznego, jeśli w trakcie tych czynności ujawnią się wady istotne. A za takie uznajemy wady, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo obiektu.

O instalacji uzdatniania wody

Monika Andrysiak: - Wykonawca wielokrotnie podkreślał, że obiekt jest gotowy i można z niego korzystać w każdej chwili, choćby jutro. Na dzień odbioru technologia uzdatniania wody była niegotowa. Oczywiście elementy sieci jak najbardziej były zamontowane, natomiast nie był uruchomiony elektrolizer czy ozonator. Dopiero 15 lutego datowany jest protokół uruchomienia tych urządzeń. Które nota bene nie pracują teraz w systemie, więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy cały system spełnia swoją funkcję.

Pytania dziennikarzy

- Co dalej? Jesteście Państwo z wykonawcą na etapie rozmawiania przez konferencje prasowe. Czy jest jakiś plan osiągnięcia kompromisu? Mediacji?

Jarosław Ferenc: - Nie jest prawdą, że rozmawiamy przez konferencje prasowe. Wczoraj (w czwartek, 4 marca -przyp. red.) rozmawialiśmy z panem Marcinem Skubiszem przez ponad dwie godziny. Wykonawca wie, co ma zrobić, nie kwestionował tego, co jest zapisane w protokole. Od tego czasu minęły trzy tygodnie. Dziś wykonawca mówi, że wszystko zrobił. A niczego nie uzgodnił z naszymi służbami. Elementy mają być nowe, my to mówimy wyraźnie.

Jeśli chodzi o schody, to nadal nie spełniają parametrów bezpieczeństwa. Wykonawca rozmawiał z nami, jak mają wyglądać nowe schody, miał przestawić nam koncepcję przebudowy, do tej pory tego nie zrobił. Mam nadzieję, że wykonawca weźmie się do roboty i wykona te prace, które są zapisane w protokołach. Jeśli to zrobi, my to odbierzemy. Chcę podkreślić, że basen jest naprawdę piękny. Szkoda, że na ostatnim etapie w taki sposób to przebiega. Nam zależy na tym, żeby inwestycja została zakończona.

Czy wykonawca ma wyznaczony termin usunięcia usterek?

Monika Andrysiak: - Wczoraj wyznaczyliśmy mu termin 7 tygodni od momentu przerwania odbiorów. Czyli do 31 marca. Oczywiście jest do negocjacji.

Czy urząd nalicza wykonawcy kary umowne?

Radca prawny: - Kary umowne są naliczane na podstawie umowy. Za każdy dzień zwłoki ok. 66 tys.zł. Do tej pory wyszło 1,4 mln zł. Wcześniej zgłaszane przez wykonawcę gotowości do odbioru de facto były pozorne, bo ten obiekt nie był gotowy do odbioru. Kary są liczone od 1 stycznia do momentu zgłoszenia do odbioru.

Czy ta kara może zostać anulowana?

Radna prawny: - Nie. Jeśli prace zostaną wykonane do 31 marca, to ta kwota nie zrośnie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości