Do przesłuchania jeszcze około 70 osób, potem trzeba jeszcze raz przejrzeć wszystkie zeznania, poszukać nieścisłości, możliwe, że kogoś wezwać ponownie i „dosłuchać”, jak mówią policjanci. Śledztwo w sprawie pracownic sieci żłobków i przedszkoli firmy New Look, które oskarżają właścicieli, że musiały oddawać część swoich pensji, że płaciły im haracz, potrwa jeszcze kilka miesięcy
Przypominamy, co ustaliśmy w trakcie naszego dziennikarskiego śledztwa i co opublikowaliśmy w kilku materiałach w 2019 roku.
Pracownice sieci żłobków i przedszkoli należących do firmy New Look oskarżyłu ich kierownictwo o łamanie przepisów kodeksu pracy. Musiały zwracać część swojej pensji „pod stołem” w zamian za zachowanie pracy. Kwota zapisana w umowach trafiała na ich konta, z niej oddawały co miesiąc ponad 600 złotych. Żłobek, w którym pracowały, działał w ramach unijnego projektu, dzięki czemu rodzice nie płacą za pobyt dzieci. New Look dostał na niego 1 mln 133 tys. 907 zł dotacji.
Pracownice opowiedziały o tym procederze Gazecie. Rozmawialiśmy z nimi osobno, relacje były spójne w szczegółach i zostały nagrane, a kobiety złożyły oświadczenia, że są gotowe powtórzyć je przed organami wymiaru sprawiedliwości i wszelkimi instytucjami kontrolnymi, co się właśnie teraz dzieje. Tak też się stało, bo zostały przesłuchane. Pracodawca zaprzeczył oskarżeniom i sugerował zmowę, zemstę i działania konkurencji. Firma New Look prowadzi 27 żłobków i przedszkoli w województwie, w tym trzy w Radomsku. Większość w ramach unijnych projektów. Dostała na nie co najmniej 11,5 mln zł dotacji, a opisany przez nas proceder dotyczył jednej placówki.
Jak ustaliliśmy policjanci zajmujący się sprawą „Haraczu za pracę” przesłuchali już dużą część obecnych i byłych pracownic sieci znanej pod nazwą Myszka Miki. Wciąż do przesłuchania pozostaje ok. 70, także tych, które zgłosiły się na policję po artykułach, które opublikowaliśmy. I tych, o których mówiły zeznające już kobiety. Większość z nich już w firmie nie pracuje. Trzeba do nich dotrzeć, wezwać na przesłuchani, spisać protokół. Jak słyszymy, przy tej liczbie świadków i ewentualnych pokrzywdzonych, potrzeba dużo czasu. A policjanci, którzy prowadzą to śledztwo, mają na swoich biurkach akta innych spraw. Muszą dzielić na nie swój czas.
Do tego dojdą jeszcze ewentualne dodatkowe przesłuchania, a także konfrontacje, jeśli takie okażą się konieczne. Robi się to w sytuacji, kiedy policjanci dostrzegają sprzeczności w złożonych zeznaniach i chcą je wyjaśnić. Na ewentualne decyzje procesowe trzeba będzie więc jeszcze poczekać

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze