Zmiany klimatyczne odbijają się na produkcji truskawek. Najpierw bezśnieżne zimy, potem szybka i krótka wiosna, przez co rośliny zbyt szybko wypuszczają kwiaty. Potem niestandardowe przymrozki, które je niszczą. Zwykle ciepło robiło się stopniowo. Teraz jest inaczej
Pan Michał ma 51 lat, od 15 trudni się uprawą truskawek. Z rolnictwem związany jest od dziecka, podobnie jak jego przodkowie. Jego truskawkowa plantacja to trzy hektary ziemi obsadzonej 135 tysiącami sadzonek. Ale to zaledwie połowa tego, co mężczyzna miał na starcie. Uprawa kurczy się z roku na rok ze względu na zmianę klimatu. Niekorzystne warunki trzebią owoce, uprawa powoli staje się nieopłacalna.
- Kiedy zaczynałem w tej branży, truskawkowy biznes się opłacał. Od pięciu lat moja ciężka praca to ciągła walka dosłownie o każdy owoc - mówi pan Michał. - Najgorsze są przymrozki. Na pobudzoną do życia truskawkę dwa stopnie na minusie to jest dużo. Tyle wystarczy, żeby kwiat zmarzł, a w konsekwencji nie było owoców. W tym roku przymrozki dochodziły do minus dziewięciu stopni. Wcześniej przykrywałem sadzonki agrowłókniną i to powstrzymywało przemarzanie. Teraz nawet pod włókniną kwiaty marzną.
Uprawa truskawek trwa właściwie cały rok. Najpierw sadzisz, podlewasz, potem praktycznie na okrągło pielisz. Chwasty rosną praktycznie co dwa, trzy tygodnie. Do tej pory młode sadzonki pan Michał sadził w sierpniu. Im wcześniej wsadzisz, tym masz większy zbiór na drugi rok.
Ale najpierw trzeba odpowiednio przygotować ziemię, rozsypać nawozy, obornik. Patelnia tego ostatniego (20 ton) kosztuje 2 tys. zł, starcza na pół hektara. Pan Michał potrzebuje sześciu, na co musi wydać 12 tys. zł. Na hektar upraw potrzeba 600 kg nawozów, co kosztuje kolejne 9 tys. zł. Minimum. Z dbałości o owoce pod truskawki podkłada się słomę. W przypadku trzyhektarowego pola to 10,5 tys. zł. Do tego dochodzi jeszcze agrowłóknina, czyli kolejne 18 tys. zł. Tę wymienia się średnio raz na pięć, sześć lat.
No i jeszcze woda. Pan Michał wykorzystuje deszczownie.
- Podlewanie jest konieczne, żeby sadzonki się przyjęły - mówi. - Jak jest gorąco, trzeba podlewać co dwa dni, jeśli jest chłodniej wystarczy raz na tydzień. Na mojej plantacji ustawiam deszczownie, które są podłączone do studni głębinowej. Na polu mam takie dwie.
Ważnym elementem uprawy jest pielenie. Niestety, zmiana klimatu wpływa na rozwój chwastów. Jeśli wrzesień i październik są ciepłe, a to już norma w ostatnich latach, do zimy truskawki trzeba pielić dwa razy w miesiącu. Gdy jest chłodniej, chwasty już tak nie rosną, wystarczy jedno pielenie.
- W marcu robi się pierwsze opryski przeciwgrzybiczne. Na mączniaka, na szarą pleśń, antraknozy. To drogie rzeczy. Butelka oprysku uśredniając kosztuje 500 zł. Na hektar trzeba wydać sześć, siedem tysięcy. Mnie to kosztuje w sezonie 18 do 21 tys.
Po zimie pierwsze prace polowe ruszają, kiedy rozpoczyna się wegetacja, czyli puszczają pierwsze liście. W zależności od roku, to marzec albo połowa kwietnia. Źle, gdy to marzec, bo jeśli potem przyjdą chłody i rośliny będą już miały kwiaty, przymrozek je zniszczy. W tym roku nie dość, że mrozy były w kwietniu, to jeszcze była poprawka w maju. Pan Michał uważa, że to ma związek ze zmianą klimatu.
- Na sto procent. Wcześniej wiosny nie były takie pokręcone. Zwykle było zimno i stopniowo zaczynało robić się ciepło. Owszem, były przymrozki, ale zwykle pojawiały w maju na zimnych ogrodników (zimni ogrodnicy to zjawisko klimatyczne występujące w środkowej Europie, najczęściej w połowie maja, kiedy nad Środkową i Wschodnią Europę napływa zimne polarne powietrze, z wieloletnich obserwacji wynika, że silne ochłodzenie przypada na okres od 10 do 17 maja - przyp. red.). Teraz nie ma reguły.
Jeszcze kilka lat temu pan Michał średnio z jednego hektara zbierał blisko 20 ton owoców.
- Od kilku już lat nie ma dobrego urodzaju, bo zawsze jest coś - mówi. - Ten sezon był tragiczny. Najpierw w zimę przemarzły korzenie, jakby tego było mało na wiosnę przemarzły kwiaty. W tym roku finansowo jestem mocno w plecy. Nawet nie liczyłem, ile musiałem dołożyć do interesu. A przecież samo pielenie kosztuje 20 złotych na godzinę, to takie minimum. A żeby opielić wszystko, trzeba 250 godzin. Własnymi siłami nie da się rady. W tym roku dziewięć osób pieliło przez dwa tygodnie.
Jest jeszcze jeden czynnik klimatyczny, który wpływa na uprawy - susze. Te są w naszym regionie już normą. Łódzkie jest jednym z terenów najbardziej narażonych na pustynnienie w Europie.
- W trakcie suszy ratuję się podlewaniem - mówi pan Michał. - To oznacza wyższe wydatki na prąd. Deszczownie nie pracują za darmo. W studni jest pompa.
Plantator wyliczył, że przez tegoroczne anomalie pogodowe z trzech hektarów krzaczków truskawek obumarło mu około 1,2 hektara. 40 procent sadzonek poszło na śmietnik.
W tym roku ceny truskawek w skupach osiągnęły rekordowy poziom 8,50 zł za kilogram. U sprzedawców na radomszczańskich ulicach w pierwszym wysypie płaciliśmy nawet 25 zł za kilogram. Portale branżowe relacjonują, że ceny rosną z powodu niższych niż zazwyczaj plonów. W poniedziałek 16 czerwca na rynku hurtowym Bronisze pod Warszawą zabrakło truskawek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze