Kiedy pytamy policjantów w Radomsku, co myślą o pomyśle miejskich radnych, którzy dzisiaj na sesji zamierzają oficjalnie podziękować wszystkim zaangażowanym w zabezpieczenie polsko-białoruskiej granicy najpierw pukają się w czoła, a potem proponują: - Niektórzy z tych radnych na pewno mają kategorię A. Może pojadą tam za nas?
Niektórzy z radomszczańskich policjantów byli na granicy już kilka razy. Jeżdżą tam na dwa tygodnie, w tym czasie zajmują się kontrolowaniem samochodów, stoją też, jak mówią, w pierwszej linii. Bo to ich służba. Od początku są w stanie alarmowym, komendant wojewódzki wyznacza liczbę funkcjonariuszy z każdej jednostki. Jadą, robią swoje i wracają po dwóch tygodniach.
- Moja koleżanka spędzi tam święta i będzie na granicy obchodzić urodziny - mówi jeden z policjantów. - Nie sądzę, żeby to podziękowani radnych cokolwiek zmieniło. Co ma jej to dać? Ma się lepiej poczuć? Ma podziękować za to, że ktoś jej dziękuje?
- Niech staną z nami albo za nas na granicy i zobaczą jak to smakuje - mówi inny.
- Jakby to nasz komendant zobaczył, to spadły z krzesła - wtrąca inny. I dodaje, że radni zrobili lepiej, gdyby dali pieniądze na parking, bo przed komendą mało miejsc. - Albo niech nam kupią nowy radiowóz, będziemy mieli pewność, że dojedziemy na granicę i z niej wrócimy,
Wszyscy policjanci, z którymi rozmawialiśmy, mają już za sobą co najmniej jeden wyjazd, inni pojadą na granicę wkrótce. I kiedy słyszą o pomyśle radnych, albo wzdychają, albo pukają się w czoło.
- Komu ma to pomóc? Co to ma dać? - pytają. I dodają, że radni powinno zająć się wreszcie czymś sensownym. I co to za podziękowanie, skoro na tej sesji nie będzie nawet komendanta, który mógłby tych podziękowań wysłuchać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze