O skutkach nocnej prohibicji w Radomsku przekonamy się dopiero za czas jakiś. Na razie, choć co do jej wprowadzenia radomszczańscy decydenci nie mieli wątpliwości (za głosowali radni Prawa i Sprawiedliwości, Razem dla Radomska i Wspólnego Samorzadu), wzbudziła ona kontrowersje wśród mieszkańców. Ma zwalczać alkoholizm i chuligaństwo.
Właściciele i pracownicy sklepów monopolowych są raczej zgodni: nocny zakaz oznacza straty.
- O ile w tygodniu rzeczywiście mniej się sprzedaje alkoholu po północy, czy rano, to w weekend jest zupełnie inaczej, bo ludzie mają wolne. Przychodzą nawet przed drugą w nocy. Bywa, że nad ranem też – mówi sprzedająca alkohol w sklepie na ul. Wyszyńskiego.
- Wiadomo, że w nocy konkurencja jest mniejsza - mówi ekspedientka – I dla na jest to szansa na zwiększenie obrotów, bo w okolicy nie ma drugiego sklepu czynnego 24 h na dobę.

Przedsiębiorcy, którzy całkiem niedawno zainwestowali w całodobowy handel napojami alkoholowymi - a wówczas nie wiedzieli jeszcze, że taki zakaz pojawi się w mieście - odbierają go jako strzał w kolano. - W dzień klienci chętnie korzystają z dyskontów, marketów, a myśmy liczyli na utarg w niedzielę, święta i godziny nocne - tłumaczy ekspedientki z ul. Piastowskiej.
Teraz swoje plany sprzedażowe właściciel małych sklepów nocnych będą musieli zweryfikować.
Są jednak i tacy handlowcy, którzy uważają, że miasto wreszcie wprowadziło zakaz, który od dawna obowiązuje w wielu krajach zachodnich. I nie jest niczym złym dla tamtejszych mieszkańców. - Skończy się picie młodziaków i nocne burdy. Zwłaszcza „erkaesiaki” się uspokoją. Na Zachodzie to jest normalne, tam nikt się przeciw takiemu zakazowi nie dziwi. Tylko, że my ciągle jesteśmy zacofani - mówi sprzedający ze sklepu przy ul. Leszka Czarnego.
O skutkach wprowadzenia prohibicji mieszkańcy będą mogli się przekonać w przyszłości. Właściciele sklepów i stacji benzynowych niebawem mogą odczuć jego skutki finansowe. Zyskać może szara strefa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze