Reklama

Prof. Grzegorz Wielgosiński: Taki mamy klimat. Spalarnia jest potrzebna [Patalan pyta]

Dziwię się, że mieszkańcom nie przeszkadza ciepłownia opalana węglem kamiennym, która emituje znacznie więcej zanieczyszczeń niż jakakolwiek spalarnia - Gazeta rozmawia z prof. Grzegorzem Wielgosińskim o spalarni w Radomsku.

 

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Wypisałem sobie kilka najważniejszych argumentów przeciwników spalarni. Chciałbym, żeby się pan do nich odniósł.

GRZEGORZ WIELGOSIŃSKI: - W porządku, spróbujmy.

Argument pierwszy: na Zachodzie od spalarni odpadów już się odchodzi, a Unia Europejska nie wspiera tej technologii.

- Jest to nieprawda. Niemcy, Szwajcarzy i Szwedzi w różnych publikacjach zapowiedzieli utrzymanie obecnej wydajności swoich instalacji przynajmniej do 2040 bądź 2050 roku. Nowe spalarnie powstają też cały czas, najwięcej w Wielkiej Brytanii, która ma spore zapóźnienia jeśli chodzi o system gospodarki komunalnej. Dotychczas dużą część swoich odpadów Brytyjczycy musieli wysyłać do spalenia w Danii i Szwecji. Dziś starają się odbudować swoje możliwości przerobowe. Ta teza jest zatem zupełnie nieprawdziwa.

Reklama

[paywall]

Argument drugi: instalacje są przeskalowane, a spółki komunalne będą wyrywać sobie śmieci z rąk. Tutaj przytoczę słowa z wywiadu Pawła Głuszyńskiego z Towarzystwa na Rzecz Ziemi dla Gazety: „U was w województwie planowanych jest 6 nowych spalarni o wydajności ponad 600 tysięcy ton. Trzy lata temu, gdy wpisywano je do planu gospodarki komunalnego województwa, w łódzkiem wytwarzano około 800 tysięcy ton odpadów rocznie. Założono więc, że będziemy spalać ponad 70 procent wszystkich śmieci, czego w oczywisty sposób nie da się pogodzić z obowiązkowymi poziomami recyklingu”.

Reklama

- Po kolei. Przede wszystkim jest to pomieszanie rzeczywistości z czystym chciejstwem. W województwie łódzkim do spalenia nadaje się około 230 tysięcy ton odpadów rocznie. W tej chwili na poważnie rozpatruje się tylko dwa projekty takich instalacji: w Łodzi, na 200 tysięcy ton, i w Radomsku, na mniej więcej 30 tysięcy. Jak nietrudno policzyć, pokrywa to w pełni zapotrzebowanie województwa łódzkiego. Pozostałe spalarnie to mrzonka. PGE chciało zbudować gigantyczną instalację na 180 tysięcy ton w Bełchatowie - już się z tego wycofało. Podobnie sprawa ma się w Zduńskiej Woli, gdzie w mojej ocenie spalarnia nie ma prawa powstać. Tylko te dwie lokalizacje można uznać za pewne: Łódź i Radomsko. W Łodzi niedługo rozpocznie się budowa, natomiast u was wydano już decyzję środowiskową, a PGK zaczyna szukać wykonawcy. Bo pamiętajmy, że samorządy nie finansują takich inwestycji ze swojej kieszeni, potrzebują dofinansowania.  A na razie otrzymały je tylko Radomsko i Łódź.

Reklama

Czyli z sześciu spalarni zrobiły się dwie?

- Nie ma najmniejszych szans, żeby w łódzkiem powstało sześć nowych spalarni. Gdy ukazała się pierwotna lista inwestycji ubiegających się o dofinansowanie, licząca ponad sto pozycji, pan Głuszyński grzmiał, że chcemy spalać wszystkie odpady produkowane w Polsce. To zupełnie nie o to chodzi, bo ostatecznie powstanie tylko część z nich - te, które są nam rzeczywiście potrzebne. Najważniejsze jest to, żeby taka instalacja mogła oddać do sieci ciepłowniczej całe produkowane przez siebie ciepło. Wielkość spalarni w Łodzi i Radomsku została dostosowana do liczby odbiorców. 

Reklama

Kolejny argument: w roku 2035 będziemy musieli ponownie przetworzyć 65 procent odpadów. Jak to się ma do planowanych spalarni odpadów?

- Rzeczywiście jest taki wymóg, ustalony przez Unię Europejską, będący częścią tzw. gospodarki obiegu zamkniętego. Najpewniej jednak nie uda nam się go osiągnąć. I nie wynika to wcale z naszej złej woli, ale ze struktury odpadów produkowanych w Polsce. Bardzo duża część z nich zwyczajnie nie nadaje się do recyklingu. W naszym kraju realne jest osiągnięcie poziomu być może 55-57 procent. Nawet jeśli jednak morfologia odpadów się zmieni, nadal będziemy mieli około 30 procent śmieci, z którymi nie da się nic zrobić. Możemy je albo spalić, albo składować. W Niemczech na przykład recyklingowi poddawane jest blisko 70 procent odpadów, reszta idzie do spalarni - składowanie praktycznie nie istnieje. Zakładając, że w Polsce proporcje będą podobne, daje to 4,5 mln ton śmieci każdego roku. Musimy rozwijać zdolności do recyklingu odpadów, ale nie kosztem spalarni, tylko ich składowania.

Reklama

Argument trzeci: spalarni nie powinno się budować tak blisko zabudowań mieszkalnych. 

- W Wiedniu, Paryżu czy Kopenhadze takie instalacje stoją właściwie w centrum miasta. Nie jest to żaden problem. Dziwię się zresztą, że mieszkańcom nie przeszkadza ciepłownia opalana węglem kamiennym, która emituje znacznie więcej zanieczyszczeń niż jakakolwiek spalarnia. Wystarczy spojrzeć na liczby. Regulacje dotyczące filtrów w instalacjach termicznego przetwarzania odpadów są wielokrotnie bardziej restrykcyjne. Zanieczyszczenia są porównywalne do spalania gazu ziemnego. Nie rozumiem więc dlaczego mieszkańcy nie protestowali wcześniej, mając tuż za oknem niezwykle szkodliwą dla ludzi i środowiska ciepłownię. 

Reklama

Znowu przytoczę słowa Pawła Głuszyńskiego: „według danych z ostatnio przeprowadzonego przez ToxicoWatch biomonitoringu wokół sześciu czynnych spalarni w Belgii, Czechach, Hiszpanii, Francji oraz na Litwie, poziom skażenia związkami organicznymi w odległości do 6,5 km przekracza najwyższy dopuszczalny poziom dla płodów rolnych w dawkach przyjmowanych przez człowieka. Inne negatywne skutki to m.in. większa ilość metali ciężkich w środowisku czy stwierdzone oddziaływanie na układ endokrynny oraz przypadki raka”.

- Zanieczyszczenia z ciepłowni opalanych węglem są dużo większe i nikt tego nie kontroluje. Jak już mówiłem, spalarnie odpadów muszą spełniać bardzo rygorystyczne wymagania dotyczące środowiska. Poza tym Toxico Watch jest organizacją przeprowadzającą swoje badania w sposób tendencyjny, która nie uwzględnia żadnych innych źródeł zanieczyszczeń. Dzisiejsze spalarnie przyczyniają się do emisji dioksyn w marginalnym stopniu - poniżej jednego procenta. Za zanieczyszczenia powietrza w większości państw europejskich odpowiedzialne jest przede wszystkim spalanie paliw kopalnych, w tym przede wszystkim węgla w domowych piecach. Szersze ustosunkowanie się do raportów ToxicoWatch wymagałoby osobnego artykułu.

Reklama

A jak to będzie z cenami ciepła? Spadną? Bo miasto na początku wcale nie przedstawiało tego jako pewnik.

- Spójrzmy na liczby. PGK płaci za węgiel około tysiąca złotych za tonę, biomasa kosztuje sześćset złotych. W przypadku odpadów natomiast to spalarni płaci się za ich przyjęcie, około 200-300 złotych za tonę. Oczywiście taka instalacja nie jest w stanie zapewnić całego potrzebnego ciepła, więc całkowita cena zależy od innych źródeł energii. Przewiduję jednak, że cena albo spadnie, albo przynajmniej pozostanie bez zmian.

Reklama

Nie brzmi to jak wielki sukces. 

- Ale nim jest, bo gdyby PGK nie przeprowadził żadnej modernizacji swojej ciepłowni, dalej opalając ją węglem, ceny dla mieszkańców wzrosłyby ze względu na coraz wyższe opłaty za emisję CO2. 

Spalarnie nie są częścią europejskiego systemu handlu emisjami?

- Nie, choć pojawiają się głosy, że może się to niedługo stać. Moim zdaniem mija się to jednak celem, gdyż w Polsce spalarnie odpowiadają za 0,15 procenta emisji CO2, gdzie w całej Europie jest to około 1 procent. Pytanie brzmi zatem, czy obłożenie ich opłatami cokolwiek zmieni w bilansie emisji dwutlenku węgla.

Reklama

I znowu cytat, tym razem z Piotra Kleinschmidta z Forum Energii: „to może całkowicie podważyć ich (spalarni - dop.red.) ekonomiczną opłacalność”.

- Wątpię. Cena za przyjęcie odpadów wzrośnie co najwyżej o 40 procent, a to i tak przy założeniu, że do ETS włączone zostaną wszystkie spalarnie. Dziś mówi się o objęciu systemem handlu emisjami tylko instalacji o mocy większej niż 20 megawatów - ta radomszczańska by się zatem nie kwalifikowała. Nadal będzie to jednak tańsze i bezpieczniejsze dla ludzi i środowiska niż składowanie odpadów na wysypiskach. 

Reklama

To jeszcze jeden argument, który usłyszałem w kontekście tej dyskusji: najwięcej ciepła potrzebujemy w zimę, a odpady trzeba spalać cały rok. Co zatem zrobimy z tym całym ciepłem w lato?

- Instalacje termicznego przetwarzania odpadów buduje się w taki sposób, żeby ich możliwości przerobowe były zbliżone do tzw. minimum letniego, czyli ilości ciepłej wody, którą potrzebujemy latem. Tak zaprojektowano spalarnie w Radomsku i w Łodzi. Jak już mówiłem wcześniej, takie instalacje nigdy nie są w stanie zapewnić całego ciepła. To nieopłacalne, bo zimą potrzeba go około 5-6 razy więcej. Resztę trzeba uzupełnić innymi źródłami: węglem, biomasą, gazem itd. 

Czyli nadal potrzebujemy paliw kopalnych.

- Cóż, cytując pewną panią minister, „taki mamy klimat”. Niestety nie mieszkamy w Hiszpanii i musimy ogrzewać mieszkania zimą. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych w ciepłownictwie. Możliwe jest jednak zniwelowanie ich zużycia dzięki wykorzystaniu magazynów ciepła, czyli ogromnych kotłów na gorącą wodę. Działają trochę jak gigantyczne termosy. Pozwalają na przechowywanie nadwyżek gorącej wody, podgrzanej na przykład dzięki spalaniu odpadów, przez ponad pół roku.

Pół roku?

- Tak, nie stanowi to dziś żadnego problemu. Takie zbiorniki są obecnie budowane w Łodzi, funkcjonują też w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Jedyną alternatywą wobec paliw kopalnych zdaje się być geotermia, ale oczywiście nie jest to rozwiązanie, które można zastosować w większości miast. Zazwyczaj wody okazują się po prostu zbyt zimne.  

Rozmawiał Mateusz Patalan

Materiał powstał w ramach programu grantowego SERAPH, finansowanego przez Departament Stanu USA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/02/2025 10:32
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości