- Człowiek, którego chciałem zatrudnić, nie ma już paszportu, policja mu go zabrała. I teraz ja mam kłopot, bo go tu ściągnąłem do pracy. Ale nikt ze mną nikt nie chce rozmawiać - mówi Gazecie Mołdawianin, który od kilu lat prowadzi firmę w Radomsku. - Przedsiębiorca miał czas, żeby pracownika zarejestrować - słyszymy w radomszczańskiej policji
- Chciałem wam opowiedzieć, jak to jest z polskimi przepisami. Jedna decyzja może spowodować, że człowiek zawiśnie w próżni i nic nie będzie można zrobić - zaczyna swoją opowieść. Woli pozostać anonimowy, ale zaznacza, że w branży budowlanej działa już kilkanaście lat, najpierw w jednym z dużych miast w Polsce, od kilku jest w Radomsku. Dlaczego właśnie tutaj? - Bo to miłe i spokojne miasteczko - odpowiada.
Zatrudnia przede wszystkim ludzi zza wschodniej granicy. Kilka miesięcy temu przyjechało do niego kolejnych pięciu Mołdawian. Jako pracodawca zapewnił im mieszkanie i wikt, muszą się przecież jakoś urządzić w nowym miejscu.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 90% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze