- Nigdy nie rozpatrywałam tego w kategorii, że przyjadą do nas obce dzieci. Po prostu wiedziałam, że pojawią się dzieci, którym trzeba pomóc - o życiu rodziny zastępczej opowiada Lidia Wrońska-Bęben
Ma 59 lat. Dwadzieścia lat przepracowała jako opiekun osób starszych. Od grudnia 2008 roku funkcjonuje jako rodzina zastępcza. Wtedy jako pierwsze pod jej opiekę trafiły wnuczki. Od tamtego czasu jej około dwustumetrowy dom stał się azylem dla kilkorga dzieci. Aktualnie w pieczy jej i jej męża znajduje się piątka podopiecznych. Dwie wnuczki i trójka rodzeństwa, z którym żadne z opiekunów nie jest spokrewnione. Mają od 8 do 20 lat.
- Gdy do mnie, jako rodziny zastępczej spokrewnionej, trafiły wnuczki, nie wiedziałam czym jest rodzicielstwo zastępcze - wyjaśnia Lidia Wrońska-Bęben. - Po prostu musiałam się zaopiekować dziećmi, które i ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 94% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze