- Bo w takich miasteczkach jak Radomsko nie jest tak prosto - mówi jedna z doświadczonych położnych. - Najpierw trzeba skalkulować, czy to nie za duże ryzyko. Pracodawca nie patrzy na takie akcje przychylnym okiem. Co prawda pielęgniarek i położnych brakuje, ale utrata pracy do przyjemnych nie należy.
Jak mówi radomszczanka, pikieta to wyraz oburzenia tym, w jakich warunkach muszą pracować.
- Wszystko wygląda ładnie, jak się popatrzy z boku, ale od środka widać, że pielęgniarki, żeby zarobić godziwe pieniądze, muszą pracować na kilku etatach. I jadą ze szpitala do przychodni, z tej przychodni do kolejnej. Pytanie, czy to bezpieczne, jeśli pracuje się cały czas bez odpoczynku, jest retoryczne. Dotyczy to zresztą także pielęgniarek.
Nasza rozmówczyni dodaje, że mimo iż na rynku brakuje pielęgniarek, to wciąż nie są właściwie doceniane. - Wymaga się od nas, żebyśmy pracowały jak maszyny, ale do tej pracy potrzebny jest empatyczny człowiek, a nie maszyna. To tak nie działa. Chyba każda z nas wolałaby jeden etat za przyzwoite pieniądze, a nie pięć za grosze. Jeśli planowane zmiany w wynagrodzeniach wejdą w życie, to te doświadczone, te, na których wiele placówek się opiera, zaczną odchodzić. To kwestia szacunku do siebie, nawet honoru.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych na 12 maja zapowiedział pikietę w Warszawie. Na razie ustalane są szczegóły, pielęgniarki pewnie pójdą pod Sejm, żeby wyrazić swój sprzeciw wobec „warunków pracy” – jak mówią nam w regionalnym zarządzie związku w Łodzi. W szpitalu w Radomsku również pojawiły się związkowe ogłoszenia, kto chce jechać do Warszawy znajdzie się dla niego miejsce w autokarze. Na razie nikt się otwarcie nie zadeklarował.
- Bo w takich miasteczkach jak Radomsko nie jest tak prosto - mówi jedna z doświadczonych położnych. - Najpierw trzeba skalkulować, czy to nie za duże ryzyko. Pracodawca nie patrzy na takie akcje przychylnym okiem. Co prawda pielęgniarek i położnych brakuje, ale utrata pracy do przyjemnych nie należy.
Jak mówi radomszczanka, pikieta to wyraz oburzenia tym, w jakich warunkach muszą pracować.
- Wszystko wygląda ładnie, jak się popatrzy z boku, ale od środka widać, że pielęgniarki, żeby zarobić godziwe pieniądze, muszą pracować na kilku etatach. I jadą ze szpitala do przychodni, z tej przychodni do kolejnej. Pytanie, czy to bezpieczne, jeśli pracuje się cały czas bez odpoczynku, jest retoryczne. Dotyczy to zresztą także pielęgniarek.
Nasza rozmówczyni dodaje, że mimo iż na rynku brakuje pielęgniarek, to wciąż nie są właściwie doceniane. - Wymaga się od nas, żebyśmy pracowały jak maszyny, ale do tej pracy potrzebny jest empatyczny człowiek, a nie maszyna. To tak nie działa. Chyba każda z nas wolałaby jeden etat za przyzwoite pieniądze, a nie pięć za grosze. Jeśli planowane zmiany w wynagrodzeniach wejdą w życie, to te doświadczone, te, na których wiele placówek się opiera, zaczną odchodzić. To kwestia szacunku do siebie, nawet honoru.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze