Pamiętam, że gdy byłem młodszy, nauczycielka biła nas półmetrową linijką po rękach albo kazała stać lub klęczeć w kącie z podniesionymi rękami do góry.
Wywiad przeprowadziłam z moim tatą, który urodził się w 1976r., a więc cały okres dzieciństwa przeżył jeszcze w czasach PRL-u. Mieszkał wtedy na wsi, a więc większość opowieści będzie dotyczyła tych realiów.
ZOSIA DUDEK: Jak wyglądały codzienne zakupy, dostęp do sklepów i asortyment?
TATA: - Praktycznie wszystkie sklepy były takie same, a na prowincji handlem kierował GS, czyli Gminna Spółdzielnia. Więc wszystkie sklepy były prowadzone przez ten sam podmiot. Zdarzały się oczywiście jakieś wyjątki, np. prywatne piekarnie, ale całe ich zaopatrzenie musiało przejść przez kontrole GS-......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze