W czwartek 19 października podczas posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji w sali obrad w urzędzie miasta nie brakowało emocji. Prezydent toczył dyskusję z mieszkanką ulicy Dalekiej. O spalarni odpadów, która ma powstać w miejskiej ciepłowni.
Kiedy tylko poinformowaliśmy o tym, że Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej zamierza wybudować w ciepłowni przy ulicy Prymasa Wyszyńskiego kocioł na odpady RDF i pre-RDF, mieszkańcy ulicy Dalekiej, którzy mają do niej najbliżej, a także Stodolnej i Wilsona, zaprotestowali.
Ich przedstawicielką stała się Anna Mirowska-Kaczmarek. To ona wyrażała obawy swoje i swoich sąsiadów podczas pierwszego spotkania na ten temat w urzędzie. To ona pisze pisma i to ona skierowała petycję w tej sprawie - ci, którzy się podpisali, nie chcą spalarni odpadów. I nie przekonują ich wystąpienia specjalistów w Miejskim Domu Kultury.
Podczas czwartkowego posiedzenia komisji z obu stron, bo dyskutowali przede wszystkim pani Anna i prezydent Jarosław Ferenc, widać było, że temat wywołuje wielkie emocje.
Pani Anna na początek zaznaczyła, że jest dalek od polityki i lubiła prezydenta, ale ma żal, że mieszkańcy nie zostali wcześniej poinformowani.
- Ciężko było powiedzieć, że mamy plany tam zrobić spalarnię? - radomszczanka wspomniała, że jej dzisiaj chorujący mąż liczył, że będzie mógł w spokoju korzystać ze swojej działki. - A dzisiaj mówi do mnie, jak Jarek mógł mi coś takiego zrobić.
Dodała, że nie wierzy w zapewnienia specjalistów, jej zięć znalazł publikacje w języku angielskim, o szkodliwości takich inwestycji, a w Polsce ich wpływu na ludzi nikt jeszcze nie badał.
- Jeśli pan zrobi spalarnię, niech się pan nie ubiega o reelekcję, bo nic z tego nie wyjdzie - przestrzegała.
Prezydent Ferenc odpierał jej zarzuty wyjaśniając, że publikacje dotyczą lat 80., a dzisiaj spalarnie muszą być wykonane tak, żeby spełniały wyśrubowane normy i są bezpieczniejsze i bardziej ekologiczne, niż jeden piec węglowy w domu, z którego jest więcej zanieczyszczeń niż z takiej inwestycji.
- Dom budowała pani, kiedy ciepłownia już istniała, w latach 80., a wtedy jakie ona powodowała zanieczyszczenia - przekonywał. - To był zakład szkodliwy dla środowiska. Teraz środowisko będzie czystsze, a pani mówi, że spadnie wartość nieruchomości.
Mówił też o tym, że takie inwestycje powstają w centrach europejskich miast i nie ma protestów.
Ferenc starł się również z radnym Koalicji Obywatelskiej Łukaszem Więckiem, który stwierdził, prezydent obiecał, że nie podejmie żadnych działań, dopóki nie przekona mieszkańców, a tymczasem dalej w tym temacie działa.
- Największym kłamcą jest pan, co już kilka razy na sesji udowodniłem - odpowiadał radnemu prezydent.
Ostatecznie po raz kolejny pojawił się pomysł zorganizowania wyjazdu do Bydgoszczy, żeby nieprzekonani mogli zobaczyć taką już działającą spalarnię odpadów. Prezydent podkreślił, że w tym mieście ciepło i odbiór odpadów są tańsze niż gdzie indziej.
Radni petycję uznali za bezzasadną trzema głosami za i dwoma wstrzymującymi się.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze