- Już pomijam, że na tym rachunku samo zużycie prądu ginie wśród chyba prawie dziesięciu kosztów stałych i zmiennych, z których nikt nic nie rozumie. Pomijam też, że wysoki jak diabli, bo prąd drogi. Tylko dlaczego dostaję go osiem dni po terminie płatności?!
Pan Tadeusz mówi głośno, momentami prawie krzyczy, bo trudno mu powstrzymać się od emocji.
- To wyglądało tak, że we wtorek 18 lutego o godzinie 13.40, specjalnie zapisałem godzinę - podkreśla Radomszczanin - pani podjechał i wrzuciła kopertę do skrzynki. Poszedłem ją wyciągnąć.
To był rachunek za prąd z PGE.
- Otwieram i czytam. Długa lista opłat za posiadanie licznika, za to, że wisi na ścianie, za to, że działa, że w nocy działa wolniej, że jest z plastiku i trochę za to, że z metalu, no i za to, że elektrownia łaskawie pozwoliła się p......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze