Reklama

Oskarżenie pod adresem pisarki na spotkaniu w muzeum. Chodzi o książkę o Radomsku, Polakach i Żydach

Przeprosin i zadośćuczynienia zażądała rodzina Kozakiewiczów z Radomska od amerykańskiej pisarki Louise Steinman, autorki książki „Krzywe lustro. Dziennik polsko-żydowskiego pojednania". Pisarka opisuje w niej między innymi Radomsko i jej mieszkańców. Dziś spotkała się z radomszczanami w muzeum. „Sprawy wymknęły się spod kontroli i jutro będę miał problem z wytłumaczeniem uczniom, co się tutaj zadziało" - komentował sytuację na spotkaniu nauczyciel Paweł Dudek.

Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl

Louise Steinman mieszka w Los Angeles, jest pisarką i animatorką życia kulturalnego, pracowała w Bibliotece Publicznej w Los Angeles, współpracowała z Uniwersytetem Południowej Karoliny. Nie ma bezpośrednich związków z Radomskiem. Tu mieszkali jej dziadkowie, ale do Stanów Zjednoczonych wyjechali na początku XX wieku. Ale nie wszyscy wyjechali, część rodziny zginęła w czasie wojny. Holocaust nie był więc obcy w jej rodzinie. Polskę, a właściwie opinie o Polakach, wyrabiała sobie na podstawie tego, co słyszała od najbliższych.

Reklama

We wprowadzeniu do książki możemy przeczytać, że pierwszy przyjazd do naszego kraju był dla niej aktem odwagi.

Nie ma co owijać w bawełnę, obraz Polaków był zły. Brał się z opinii, że wielu Polaków nienawidzi Żydów. A ci, którzy pomagali im w czasie wojny muszą się tego wstydzić, a czasami wręcz ukrywać ten fakt przed sąsiadami. Bo i im mogłaby się stać krzywda. Taką opinię wyrażał pochodzący z Radomska Berek Ofman, uratowany przez rodzinę Beresków. Długo po wojnie, po przełomie 1989 r. nadal miał takie przeświadczenie. Uważał, że coś może grozić nieżyjącemu już Marianowi Beresce za to, że jego matka ukrywała Żydów. Pewnie sam też nigdy nie chciał tu przyjechać.

Reklama

Louis Steinman miała swoje obawy, ale postanowiła się z nimi skonfrontować. Zaczęła przejeżdżać do Polski, do Radomska. Tu nawiązała kontakt z Maciejem Ziembińskim. On pisał o niej w swojej gazecie „Komu i Czemu”. Książka „Krzywe lustro”. Dziennik polsko-żydowskiego pojednania” pierwsze wydanie miał w Stanach Zjednoczonych w 2013 r. Po 12 latach pracy nad tekstem. Po polsku książka wyszła kilka tygodni temu nakładem Ośrodka Karta. Opowiada o stereotypach, jakie o nas krążą wśród amerykańskich Żydów. Dokładnie te, z którymi spotykała się autorka i na podstawie których wyrobiła sobie opinię. Książka jest o tym obrazie, przyjazdach do Polski, ale także na dawne polskie Kresy. No i oczywiście o wizytach w Radomsku. To reportaż, są w nim własne odczucia autorki, ale także opisy samego miasta. Są tam też opisy ludzi, z którymi spotkała się tutaj.

To nie wszystkim się spodobało. Dali temu wyraz dzisiaj podczas spotkania autorskiego w muzeum. Ale też wcześniej pisząc maile czy telefonując. Głos zabrał Jacek Kozakiewicz, pochodzący z Radomska. Reprezentował całą rodzinę Kozakiewiczów, jak zaznaczał. Mówił:

Reklama

„Niektóre fragmenty książki „Krzywe lustro” zniesławiły imię rodziny Kozakiewiczów, od blisko 100 lat zamieszkujących dom przy ul. Rolnej 27 w Radomsku, pokazany na jednej z fotografii książkowej. Pokazywanie przeszłości i obecnych czasów w sposób, jaki pani to zrobiła wobec mojej rodziny jest przyczyną budzenia nieistniejących demonów nikomu niepotrzebnych. I pokazuje historię rzeczywiście w krzywym zwierciadle, a tym czasem w podtytule książki czytamy: Dziennik polsko żydowskiego-pojednania. W imieniu mojej zacnej rodziny żądam umieszczenia przeprosin w Gazecie Radomszczańskiej oraz w Gazecie Polskiej poprzez tekst umieszczony w ramce o wielkości 15x10 cm pisany pogrubioną czcionką, wielkości co najmniej 18, najdalej na 3 stronie. Jako zadośćuczynienie zobowiązujemy panią do wpłaty 5 tys. dolarów amerykańskich na rzecz radomszczańskiej fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Tekst przeprosin, który proponujemy: Przepraszam rodzinę Kozakiewiczów, mieszkającą blisko 100 lat w domu przy ul. Rolnej w Radomsku, wspomagającą zawsze lokalną diasporę żydowską, niejednokrotnie z narażeniem własnego życia, za użycie w mojej książce „Krzywe lustro” oceny, opinie i refleksje, które są bardzo krzywdzące dla całej rodziny Kozakiewiczów”.

O co chodziło, tego nikt na sali się nie dowiedział. Żadne konkretne zarzuty nie zostały wypowiedziane.

Reklama

Nie był to jedyny głos, wypowiadali się też inni członkowie rodziny, podkreślając przymioty opisanej w książce babci. Bartłomiej Jędrzejczyk mówił, że nigdy nie słyszeli od babci żadnych antysemickich wypowiedzi. A w swoim domu gościł młodzież z wymiany polsko-izarelskiej. Z kolei Andrzej Kopiec, który też często jest w książce wspominany, tylko zasugerował, że ma wiele uwag, których jednak publicznie nie chce wypowiadać.

Przeciwko formie rozmowy z autorką, a właściwie należałby powiedzieć, że nie była to rozmowa a odczytanie pisma przedsądowego zaprotestował Paweł Dudek, radomszczański nauczyciel, który na spotkanie przyszedł ze swoimi uczniami. Mówił:

Reklama

„Jestem nauczycielem, poprosiłem swoich uczniów żeby już sobie poszli, musiałem to zrobić, ponieważ sprawy wymknęły się spod kontroli i jutro będę miał problem z wytłumaczeniem dlaczego pan nie mógł przekazać swojego listu, tylko czytał go. Myślę że takie sprawy należy załatwić indywidualnie a nie przy młodzieży, nie wiem czy to było potrzebne. Jutro będę się zmagał z problemem, jak im to wytłumaczyć to co tu się zadziało”.

Usłyszał od Jacka Kozakiewicza, że nie ma szacunku dla starszych i nie powonień być wychowawcą młodzieży.

Reklama

Pełna emocji Wioletta Pal mówiła:

„Cokolwiek zadziało się na tej sali, to proszę wiedzieć i być przekonaną, że pani jest naszym gościem, mile widzianym. W takiej sytuacji, w której dzisiaj pani została postawiona niejednokrotnie ja byłam stawiana przy okazji wizyt młodzieży z Izraela tutaj w Polsce, tutaj w Radomsku. Ale wcale to nie znaczy, że staliśmy się wrogami, nie, my nadal jesteśmy przyjaciółmi. I tak też, myślę że mogę to powiedzieć także w państwa imieniu, traktujemy tutaj panią. To wynika tylko i wyłącznie z tego, że my urodziliśmy się i wychowaliśmy w trochę innej kulturze. Inaczej byliśmy uczeni historii, pani inaczej poznawała historię Polski. To jest nasza przeszłości, ale w tej naszej przeszłości i naszej teraźniejszości jest zawsze miejsce dla was. Ale będziemy starać się żeby historia nie była zakłamywana, była dobrze rozumiana. A myślę, że tej dobrej woli ani w nas, ani w pani nie brakuje. I jeszcze raz to powiem, że jest pani zawsze mile widzianym gościem w naszym domu, Radomsku”.

Reklama

Nikt się nie spodziewał, że spotkanie przyjmie taki obrót. Autorka tłumaczyła, że jej opinie, które wzbudziły taki sprzeciw, są wynikiem rozmów z Maciejem Ziembińskim. Przedstawiła Radomsko w ciemnych barwach, bo takie było jej wyobrażenie o mieście przed pierwszym przyjazdem. Tłumaczyła, że czasami trzeba więcej czasu, by zobaczyć coś w innym świetle.

Gdy na koniec przyszedł czas na autografy, z książką podszedł też Jacek Kozakiewicz. Luise zapytała, po co mu ten autograf, dlaczego chce go mieć. Jeśli dobrze zrozumiałem jego odpowiedź, to wyjaśnił że będzie to pierwszy krok do nawiązania dobrych kontaktów.

Reklama

Książka kończy się sceną pożegnania na dworcu. Autorka weszła do pociągu, na peronie został Polak, którego rodzina ratowała Żydów i potomek ocalonych. „Ten obraz staje się teraz części naszej zbiorowej pamięci, łącznikiem z czasami, gdy - jak mówi nam Księga pamięci - polski katolik namalował zodiak na suficie Wielkiej Synagogi w Radomsku, a blacharz będący polskim Żydem zaprojektował wieże miejskiego kościoła”.

Każda z osób wspomnianych w książce ma prawo do subiektywnej oceny słów, jakimi została opisana. Ma prawo nie zgadzać się z opiniami na swój temat. Ma nawet prawo iść z tym do sądu. Czy tak zrobi, czy ma szansę na wygraną, to inna sprawa. Tak jak to, czy powinna to robić w takiej formie jak dzisiaj w Radomsku. Można uważać, że książka jest tendencyjna, że obraża jakąś rodzinę, może nawet Radomsko jako miasto.

Reklama

Można też być przekonanym, jak Adam Zagajewski (jego słowa można przeczytać na okładce), że autorka jest bardzo rzetelna. To wszystko są indywidualne opinie. Książkę warto przeczytać, by przekonać się jaką mamy jako naród opinię po drugiej stronie oceanu, jak się tworzą stereotypy na nasz temat. Możemy nie robić nic, niech sobie wyrabiają o nas zadnie tak dalej. Możemy jednak wyciągać rękę, ale jednocześnie tłumaczyć meandry naszej historii i postaw. Możemy też zamknąć się w oblężonej twierdzy i zamiast argumentów wysyłać prawników. Wszystko właściwie możemy. Tylko czy wszystko się nam opłaca? To takie refleksje po przeczytaniu książki, której fragmenty (a właściwie osoby) potwornie mnie irytowały oraz dzisiejszym dniu. Książkę można kupić w muzeum. a jutro, 28 października na Facebooku Ośrodka Karta o godz. 19 można obejrzeć spotkanie z autorką w Warszawie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości