Trzeba będzie trochę ustalić, żeby dowiedzieć się wszystkiego o tym, co stało się w piątek 20 stycznia rano w Dziepółci w gminie Radomsko. Bo wszystko wygląda to bardzo tajemniczo.
Pracownik firmy około 8 rano przyjeżdża, jak co dzień, do pracy. I widzi, że w ogrodzeniu "zaparkował" opel astra.
W aucie nikogo nie ma, w pobliżu też nie. Nie ma śladów, które wskazywałyby na to, że ktoś odniósł obrażenia. Można się domyślać, że kierowca uderzył w ogrodzenie, nic mu się nie stało, wysiadł z opla i gdzieś sobie poszedł.
Pracownik o oplu informuje swojego szefa i zapomina o sprawie. A szef o godz. 10.20 dzwoni na policję. Można tylko zgadywać, dlaczego czekał kilka godzin.
W każdym razie, kiedy policjanci przyjechali na miejsce, opla już tam nie było. Bo wcześniej ciągnikiem rolniczym przyjechali tam dwaj mężczyźni w wieku około 50 lat. I zajęli się samochodem tak, że nie zostało po nim śladu. Zostały za to ślady na ogrodzeniu.
Po pewnym czasie okazało się coś jeszcze. Ktoś, możliwe, że właściciel samochodu, zadzwonił do punktu zajmującego się kasacją samochodów, że jest zlecenie - opel stoi niedaleko, w Dziepółci, można po niego jechać, przywieźć do punktu i oczywiście skasować.
Mało? Bardzo możliwe, że astra stała już wcześniej na placu tego punktu. Na pewno samochód nie ma opłaconej polisy OC.
Na pozostałe pytania policjanci szukają odpowiedzi. A jest och sporo: kto prowadził auto? Dlaczego wjechał w płot? Dlaczego go porzucił? I wreszcie, kto go zabrał i dokąd?
To pozwoli ustalić policyjne dochodzenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze