Gdy on próbował opanować na ranem pożar sadzy w kominie, ulicą przejechały dwa samochody. Kierowca pierwszego nawet nie zwolnił, nie zainteresował się, pojechał dalej. Drugiego zwolnił, ale po to, by pokazać wyciągnięty środkowy palec.
- Gdyby nie mój pies, bardzo możliwe, że bym się nie obudził. Chciałem powiedzieć ludziom, że czujka dymu za kilkadziesiąt złotych może uratować życie. Ale teraz się zastanawiam, czy warto...
To była noc z poniedziałku 7 na wtorek 8 kwietnia. Ulica Partyzancka. O trzeciej w nocy to raczej bardzo spokojna okolica, choć od czasu do czasu jakiś samochód przejedzie. No i co jakiś czas słychać z któregoś podwórka szczekanie psa.
Dom naszego Czytelnika (prosi, żeby nie opisywać go w szczegółach) stoi mniej więcej w połowie ulicy. Nie wyróżnia się.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Straż powinna mu wlepić mandat za nieprzestrzeganie PPOŹ. Jak można mieć taki syf przy piecu.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Straż powinna mu wlepić mandat za nieprzestrzeganie PPOŹ. Jak można mieć taki syf przy piecu.