Za wyznacznik wagi obrała zielone spodnie, które w pasie miały 52 cm. To było silniejsze od niej. Jej mózg był zakodowany na utratę wagi. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może w ten sposób doprowadzić do śmierci
Edyta Rybaczek, er@radomszczanska.pl
Wygląda na dość szczupłą, trochę zdystansowaną pięćdziesięciolatkę. Farbowane brązowe, nieco podniszczone włosy, specyficzne rumieńce, kilka złocistych piegów. Lata zdradzać może rozciągnięta, akurat odsłonięta skóra ramion, twarzy i szyi. Szczupłe dłonie są nienaturalnie pofalowane, jakby od nadmiaru zmarszczek. Do tego nienaganna figura z mocno zarysowaną talią podkreśloną wystającymi kośćmi biodrowymi. Przecież kobiety w tym wieku raczej nie miewają sylwetki nastolatki. Pewnie jest to kwestia doskonałej przemiany materii...
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 93% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze