- Wokół mnie są ludzie, którzy doceniają moje starania i wspierają mnie, dają mi siłę do ciągłej pracy i doskonalenia się. Przy nich odradzam się na nowo, niczym feniks z popiołu - mówi Agnieszka Biś, liderka z Koloni Myśliwczów
Agnieszka Biś jest niezwykle temperamentną osobą, lubiącą ludzi, a przy odrobinie szczęścia i jej analitycznym umyśle po prostu skazana jest na sukces. Nie marnuje ani chwili. Nawet przy usypianiu syna jej telefon leży pod jego łóżkiem w pogotowiu. Zdarza się, że właśnie w takich momentach z niego korzysta. Zdradza, że tak powstają jej ambitne projekty, które rozpisuje na telefonie. Inspiracje czerpie z innych ludzi. W tym roku skończy 40 lat. Choć urodziła się i wychowała w Sosnowcu, to osiedlając się w Koloni Myśliczów w szybkim tempie zrewolucjonizowała całą wieś. W jej życie zaangażowała nie tylko znajomych, ale i całą s......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 93% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Faktem jest, że niestety w trakcie tej działalności trzeba mieć bardzo twardy kręgosłup lub inną część ciała. Czasem za swoje zaangażowanie i ciężką pracę w czynie społecznym można dostać po głowie. Okazuje się, że nawet nie wiesz a ktoś Twoja pracę odbiera jako atak na swoją osobę, zestawia swoje dokonania z twoimi i jak wychodzi w tym zestawieniu niekorzystnie to zaczyna społecznika nienawidzieć i szuka sposobu by się odegrać. Nie potrafi zrozumieć, że można poświęcać swój czas "za darmo" i ciągle szuka przyczyny zaangażowania tj. co społecznik osiąga dzięki swojej działalności, bo nie może uwierzyć że można coś robić bezinteresownie. A ja oczywiście osiągam z tej działalności coś unikatowego - satysfakcję i zadowolenie z siebie. I nikt nie jest w stanie tego mi odebrać. Mimo, że czasem probowano, nawet krzywdząc przy okazji moje dziecko - na to nigdy nie pozwolę.
Faktem jest, że niestety w trakcie tej działalności trzeba mieć bardzo twardy kręgosłup lub inną część ciała. Czasem za swoje zaangażowanie i ciężką pracę w czynie społecznym można dostać po głowie. Okazuje się, że nawet nie wiesz a ktoś Twoja pracę odbiera jako atak na swoją osobę, zestawia swoje dokonania z twoimi i jak wychodzi w tym zestawieniu niekorzystnie to zaczyna społecznika nienawidzieć i szuka sposobu by się odegrać. Nie potrafi zrozumieć, że można poświęcać swój czas "za darmo" i ciągle szuka przyczyny zaangażowania tj. co społecznik osiąga dzięki swojej działalności, bo nie może uwierzyć że można coś robić bezinteresownie. A ja oczywiście osiągam z tej działalności coś unikatowego - satysfakcję i zadowolenie z siebie. I nikt nie jest w stanie tego mi odebrać. Mimo, że czasem probowano, nawet krzywdząc przy okazji moje dziecko - na to nigdy nie pozwolę.