Będę bronił księdza ze Śląska, tego co omawiał menu na kolędzie. Śmiechu co nie miara, szydera wystrzeliła wyżej niż wieża kościelna, a rechot z plebana roznosił się niczym dzwon kościelny. Tylko śmiech powinien być nie z księdza, ale z naszej mentalności.
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Był już ksiądz? - to pytanie często pada w rozmowach, bo w końcu to czas kolędy. Był albo nie był, bo na przykład zawiesił kolędę na czas ferii. To jakaś nowość dla mnie, raczej księża szybko do sprawy podchodzili. Dzień po świętach już zaczynali. Nie wiem o co chodzi, proboszcz sądzi, że parafianie gremialnie wyjadą na narty? Raczej nie wyjechali.
- Ile w kopertę? - to pytanie zaraz po tym pierwszym. Pieniądze budzą emocje, nie ma co ukrywać. Przy kolędzie zwłaszcza. Ksiądz sobie chodzi i kasę zbiera. Czysty zysk - mówi wielu z zazdrością.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 84% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze