Reklama

Pani Monika, mama 16-latka potraconego w Pukarzowie, który zmarł w szpitalu: Nikt i nic mi go nie zwróci

04/05/2022 12:58

W poniedziałek 2 maja około godziny 23 w miejscowości Pukarzów w gminie Żytno doszło do tragicznego wypadku. Potrącony przez samochód 16-letni Kuba zmarł w wyniku odniesionych obrażeń w szpitalu. Sprawca odjechał, nie zatrzymał się, żeby mu pomóc. Szuka go policja.

Poniedziałek 2 maja: ten dzień zapamiętają wszyscy mieszkańcy wsi Pukarzów. Doszło w niej do tragedii, w której zginął 16-letni Kuba, mieszkaniec tej miejscowości położonej w gminie Żytno. 

Tego dnia chłopak przez cały dzień, który miał wolny od zajęć w szkole, pomagał rodzicom. Kuba był uczniem pierwszej klasy techniku w Włoszczowie. Uczył się informatyki.

Jednak, gdy tylko miał wolne, zajmował się swoją malutką siostrą, Blanka ma 3 latka.

- On jej pieluchy zmieniał, bawił się z nią. Teraz mała cały czas płacze, marudzi. Tęskni za nim. Myśli, że Kuba jest w szkole - łkając mówi mama Kuby, pani Monika

Reklama

Kubę lubili wszyscy mieszkańcy. Za jego wesołość, uczynny charakter, dobroć.

- To był, wie pani, taki wesoły, uśmiechnięty chłopiec. Przystojny, wysoki, z ciemnymi włosami. Bardzo spokojny. Nikt nie mógłby mu niczego zarzucić - mówi jedna z sąsiadek, spokrewniona z chłopcem. Jest siostrą jego babci. 

W tragiczny poniedziałek Kuba, podczas gdy jego tata pracował na dachu na oborze wraz z pomocnikami, a jego mama przygotowywała posiłki dla pracujących, pomagał jak zwykle: zajął się siostrzyczką. Bardzo ją kochał i lubił z nią spędzać czas.

Reklama

Wieczorem 16-letni Kuba poszedł odwiedzić ciocię, która mieszka nieopodal jego domu. Lubił tu przychodzić, bo rodzina jest zżyta. Zawsze miał o czym rozmawiać z ciocią, wujkiem i kuzynkami. Zwłaszcza, że najstarsza to rówieśnica Kuby. 

Gdy ciocia postanowiła dołączyć do grillującej na posesji jej rodziców, a dziadków Kuby, rodziny, chłopiec zapytał, czy mógłby trochę z nimi posiedzieć. Mama, przez telefon, się zgodziła, ciocia nie miała nic przeciwko. Mieli do przejścia kilkadziesiąt metrów. Dom dziadków stał za zakrętem.

Reklama

Kobieta założyła błękitny polar, wzięła rower i wyszła wraz z chłopcem przed dom.

- Zauważyłam dwa jadące od Koniecpola samochody. I powiedziałam do Kuby: poczekaj, niech przejadą. Dopiero wtedy wyszliśmy na drogę. Od strony Maluszyna nie było widać ani słychać żadnego samochodu. A przecież nieraz w nocy potrafię się obudzić, jak mocniej hamują przed zakrętem. Tym razem nic nie jechało - mówi kobieta, która w wypadku doznała poważnych potłuczeń ciała i ma złamane żebro. 

Ciocia i Kuba szli w kierunku  jego rodzinnego domu lewą stroną drogi. Pierwsza ona, ze swojej prawej strony prowadziła rower. Za nią chłopiec.

Reklama

Rozmawiali, śmiali się. Nie przeczuwali, że za chwilę dojdzie do tragedii.

- Z Kubą nie dało się nie śmiać, on zawsze miał coś wesołego do opowiedzenia - gdy oboje byli na wysokości latarni, nagle coś w nich uderzyło. - Nie widziałam, nawet nic nie słyszałam. To było mgnienie oka, gdy poczułam ból. Krzyczałam, próbowałam reanimować Kubę, który przewrócił się do rowu. Cały był zalany krwią - wstrząsana łkaniem opowiada kobieta. 

Na miejsce przyjechały karetki pogotowia, wezwano też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. 

Reklama

- Helikopter czekał, gdy Kubę reanimowano. W końcu go zabrał do szpitala - mówi jedna z mieszkających vis'a'vis miejsca wypadku starsza kobieta. - Na koniec to mu taka maskę na twarz założyli i go zabrali - dodaje. 

Potrącona ciocia nie widziała samochodu sprawcy, może przez ułamek sekundy.

- Był ciemny, na pewno nie srebrny, nie biały. Nie wiem, czy miał zapalone światła, ale jechał lewą stroną. Nie słyszałam, żeby coś za nami jechało. Pojawił się nagle. I nagle zniknął. Ktoś mówił, że widziano samochód z tyłu, na polach - mówi kobieta.

Reklama

Mama Kuby się denerwuje: - Ale jeśli ktoś go tam widział, to powinien go widzieć też tu, we wsi! 

I łamiącym się głosem dodaje: - Chciałabym, żeby został złapany, żeby spojrzał mi w twarz. Żeby spotkała go kara, jako przestroga dla innych, żeby więcej do tragedii nie doszło. On zniszczył mi rodzinę - chowa twarz w dłoniach. - Już nic mi nie wróci Kuby. 

Pytani o wydarzenia z poniedziałku sąsiedzi mówią, że widzieli tylko pogotowie, straż i policję, już po wszystkim, po wypadku. 

Miejsce potrącenia znajduje się tuż za zakrętem, jest oświetlone przez latarnię. Siostrzeniec wraz ze swoją ciocią szli właściwą stroną drogi. To samochód zjechał na lewy pas ruchu. Nikt na razie nie wie dlaczego i kto nim kierował.

Reklama

- We wsi mówią, że jakieś chłopaki siedzieli nad stawami. Ale nikt ponoć nie wie, kto tam był - mówi mama Kuby.

- Już tam dobrze wiedzą kto. Przecież ja nie widziałam samochodu jadącego od lasu. On  mógł wyjechać tu we wsi, od stawów - dodaje potrącona w wypadku ciocia. 

Policjanci, jak mówi potrącona kobieta, znaleźli ledwie kilka kawałków plastiku.

- Może to był jakiś jeep, terenowy, wysoki, że nie zostawił żadnych śladów? - próbuje szukać odpowiedzi mama ofiary.

- Nie, ponoć to kawałki z fotelika dziecięcego, który miałam przy rowerze - dodaje siostra mamy Kuby.  

Reklama

Policja cały czas gromadzi materiały. Teraz zbiera nagrania z kamer działających w okolicy. I wyznacza kierunki, z których mógł nadjechać i odjechać kierowca.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dawid - niezalogowany 2022-05-04 18:41:35

    Proszę rodzinę dziecka o kontakt, przekażę istotne informacje w sprawie. Dawid tel.579925890

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości