Reklama

Nigdy nie mów nigdy, czyli jak pierwszy raz wszedłem do lodowatej wody

Kiedyś mówiłem, że nie będę biegał bez sensu, czyli przed siebie bez piłki. Teraz biegam i mi się podoba. Do dzisiaj twierdziłem, że nie wejdę do zimnej wody. Wszedłem, byłem cztery minuty, i pewnie wejdę jeszcze raz. Jakoś tak mimochodem zostałem morsem. Początkującym, ale jednak.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą doskonale, że nie trawię zimy, mrozu nie znoszę, najlepiej się czuję, kiedy na dworze jest plus 30 stopni. W Bałtyku zanurzam tylko stopy i szczękam zębami, a woda, którą uwielbiam, powinna mieć co najmniej 25 stopni. Takie skromne wymagania. Jak to się stało, że dzisiaj sam wszedłem do takiej, która ma zaledwie kilka......

Płatny dostęp do treści

Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji

Pozostało 89% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości