* Gazeta Radomszczańska ustaliła: osobą, której pobicie miał zlecić częstochowski prokurator Cezary F. jest były dyrektor radomszczańskiego szpitala. Ma status pokrzywdzonego w sprawie. Prosi o nieużywanie nazwiska.
* Cezary F. miał zlecić „spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego trwałą niezdolnością do pracy w zawodzie”. Akt oskarżenia trafił już do Sądu Rejonowego w Częstochowie.
* W tle sprawy jest konkurs na ordynatora oddziału neurologii w szpitalu powiatowym w Radomsku, w którym startowała żona prokuratora.
* Dyrektor zrezygnował z funkcji, gdy ktoś podpalił mu samochód. Sprawców do tej pory nie wykryto.
Janusz Kucharski, Andrzej Andrysiak

O oskarżeniu prokuratora Cezarego F. poinformowała we wtorek 23 kwietnia Prokuratura Krajowa. W komunikacie podano, że „Cezary F. wszedł w porozumienie ze swoim znajomym Tomaszem B., którego celem było znalezienie osób skłonnych podjęcia się pobicia osoby, z którą prokurator był skonfliktowany. Zgodnie z założeniami, wskutek działań wykonawców zlecenia, osoba miała wylądować na wózku inwalidzkim.” Tomasz B. znalazł wykonawców zlecenia.
W ramach zapłaty prokurator Cezary F. miał opracować dla wykonawców pobicia pisma procesowe dotyczące udzielenia przerwy w wykonaniu kary oraz „zamiany orzeczonej kary pozbawienia wolności”.
Do wykonania zlecenia nie doszło, bo jego wykonawcy zostali zatrzymani przez policję w celu odbycia kary więzienia.
Z kim był skonfliktowany prokurator? Jakie jest tło sprawy? Oto ustalenia Gazety:
W czerwcu 2014 roku na sesji rady powiatu radomszczańskiego zjawia się, zaproszony przez radnego Mieczysława Zyskowskiego, prokurator Cezary F. Przedstawia się jako prawnik, prokurator Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, kurator Wydziału Śledczego oraz prokurator, który prowadzi postępowania tzw. zagraniczne. (Wszystkie cytaty z protokołu nr XLVII/2014, sporządzonego na sesji Rady Powiatu Radomszczańskiego).
Występuje w imieniu jego żony, która startowała w grudniu 2013 roku w konkursie na stanowisko Ordynatora Oddziału Neurologii i Pododdziału Udarowego radomszczańskiego szpitala. Przegrała. Prokurator zarzuca szpitalowi, że konkurs został przeprowadzony niezgodnie z prawem.
Żona prokuratora pracowała w radomszczańskim szpitalu od 2011 roku. Została ściągnięta z Częstochowy przez dyrektora. Planował utworzenie oddziału i zaproponował jej stanowisko pełniącej obowiązki ordynatora oddziału neurologii.
Jak relacjonował Cezary F., dyrektor miał powiedzieć wtedy żonie, że „w Radomsku nie widzi specjalisty, który mógłby się tym zająć”.
Lekarka przyjęła propozycję. Zbudowała oddział od zera, ściągnęła lekarzy. Według prokuratora, „przez 2 lata i 3 miesiące do jego żony nie było żadnych uwag”.
W 2013 roku dyrektor miał powiedzieć lekarce, że „nie będzie przecież przez całe życie pełniącym obowiązki ordynatora i organizowany jest konkurs na to stanowisko”. Żona prokuratora wystartowała.
Cezary F. na sesji zarzucił szpitalowi, że konkurs był przeprowadzony niepoprawnie, miał błędy formalne i proceduralne. Powiedział, że „jego zamiarem nie było przywrócenie żony do pracy na stanowisku ordynatora, ponieważ żona pożegnała się z jakąkolwiek pracą w szpitalu powiatowym w Radomsku. Jego zamiarem był wskazanie radnym uchybień w postępowanie konkursowym, które skutkują z mocy prawa orzeczeniem o nieważności konkursu oraz przedstawienie, jak faktycznie ten konkurs przebiega.”
Obecny na sesji dyrektor odrzucił zarzuty. Poinformował, że za przebieg konkursu odpowiada przewodniczący komisji konkursowej i to on dokonuje oceny.
Po sesji przewodniczący rady powiatu Krzysztof Zygma poinformował prokuraturę, że są takie zastrzeżenia wobec konkursu. Ta podjęła czynności sprawdzające, ale nie potwierdziła zarzutów. Jak ustaliliśmy, Cezary F. kontaktował się potem jeszcze z kilkoma radomszczańskimi samorządowcami, próbując przedstawić sprawę i szukając pomocy, ale bez efektów.
Dyrektor szpitala zrezygnował z funkcji w listopadzie 2015 roku. Złożył rezygnację. Bezpośrednią przyczyną było podpalenie jego samochodu. Tak opowiadał o wydarzeniach z 14 października 2015 w rozmowie z Gazetą:
„Zaatakowali mnie. Ktoś wtargnął na moją posesję i spalił mi samochód. Łącznie z garażem. Nie podpalił, a spalił. Byliśmy wtedy z żoną w domu. Gdyby nie to, że zareagowaliśmy bardzo szybko, spaliłby się drugi samochód. Udało mi się wyprowadzić go z płonącego już garażu (…) Żona coś usłyszała. Dlatego tak szybko podjęliśmy akcję. Straż pożarna przyjechała dosłownie w ciągu kilku minut, trzy jednostki straży gasiły pożar przez trzy godziny. Z ekspertyz wynika, że było to profesjonalne podpalenie. (…) Koło samochodu podłożono wysokoenergetyczny ładunek. Dwa dni wcześniej odcięto dopływ zasilania do bramy wjazdowej, więc można było jej otworzyć z zewnątrz. (…) W czasie pełnienia funkcji dyrektora byłem przedmiotem ataku różnych ugrupowań i środowisk, do momentu gdy dotyczyły tylko mnie, brałem to na klatę. Ale gdy zaatakowano moją rodzinę, sytuacja się zmieniła. Nie mogę narażać rodziny na niebezpieczeństwo.

(na zdjęciu: samochod dyrektora spalony 14 październiak 2015)
(…) Po skończonej akcji strażaków wypiliśmy z żona herbatę i poszliśmy spać. Pamiętam, że następnego dnia rano odruchowo wziąłem kluczyki do samochodu, dopiero po chwili przypomniałem sobie, co się stało. A potem nic się nie wydarzyło. Funkcjonowałem sobie tak w miarę normalnie przez kilka tygodni, policja prowadziła dochodzenie, załatwialiśmy sprawy z ubezpieczalnią… Aż nadszedł moment, gdy trzeba było wywieźć wrak samochodu. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co naprawdę się stało. Podjąłem decyzję o rezygnacji.”
Na początku 2016 roku śledztwo umorzono. Powołany do zbadania śladów biegły nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, jakie były przyczyny pożaru. Czy to było podpalenie czy może zapłon uszkodzonej wiązki elektrycznej. Dyrektor nie odwołał się od decyzji, choć w rozmowie z Gazetą przyznał, że go ona dziwi. Zwłaszcza że w uzasadnieniu o umorzeniu napisano, że samochód „nie stanowił większej wartości”.
Były dyrektor szpitala potwierdził w rozmowie z Gazetą, że ma status pokrzywdzonego w sprawie zlecenia pobicia. Nie chce opowiadać o szczegółach, ma nadzieję, że sprawa się jak najszybciej skończy.
Nie udało się nam potwiedzić, czy śledczy łączą wątki zlecenia pobicia i podpalenia samochodu.
Prokurator Cezary F. będzie odpowiadał z wolnej stopy. Zastosowano wobec niego dozór i poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł. Prokuratorowi grozi do 10 lat więzienia. MAK, JK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze