Reklama

„Mija chwila, zanim dociera do mnie, że jej już nie ma". Żona zmarła, został z trójką dzieci

Kilka tygodni temu stracił żonę. Zmarła nagle w Szkocji. Został z trójką dzieci: 4-letnią Bianką, 8-letnią Gabrielą i 11-letnim Kubą. Rafał Karasiewicz ma 41 lat i musi poukładać swój świat na nowo. Możemy mu w tym pomóc.
Janusz Kucharski, jk@radomszczanska.pl

- Emilka, bo tak do niej mówiłem, była organizacyjną głową naszej rodziny. Wciąż jeszcze zwracam się tak do siostry mojej żony albo teściowej. Emilka... Mija chwila, zanim dociera do mnie, że jej już nie ma - mówi pan Rafał.

Ubrany na czarno, niedawno wrócił z Urzędu Stanu Cywilnego. Jest poniedziałek, 21 grudnia, trzy dni do Wigilii. Pogrzeb żony, z którą spędził 11 lat, zaplanowano na środę na godz. 11. On siedzi na kanapie i opowiada. Cała ta biurokracja, pozwolenia, zaświadczenia, dokumenty zajmują mu ostatnie tygodnie. Na przykład szkocki akt zgonu. Powinien być przetłumaczony, żeby USC wydało polski. Z tym polskim powinien pójść do firmy pogrzebowej i księdza, ale nie wiadomo kiedy go otrzyma. - I tak ze wszystkim - wzdycha cicho.

Reklama

Ciało żony dotarło do Radomska w niedzielę. 36-letnia Emilia zmarła w Cambelltown w Szkocji 14 listopada.

Emilia Karasiewicz

Najpierw pojawił się wpis na Facebooku Magdaleny Spólnickiej. „Prośba ‼️ Bardzo proszę Pana, który wczoraj (czwartek, 17 grudnia) ok. godziny 12.00, był wraz z dwiema dziewczynkami, w wieku ok. 4-6 lat w aptece na ul. Piastowskiej 20 d w Radomsku o kontakt. (...) Proszę o kontakt na PRIV. Z góry serdecznie dziękuję”.

W ciągu kilku godzin post udostępniono kilkaset razy. Szybko udało się ustalić, o kogo chodzi. Bo że pomoc jest potrzeba, nie ma wątpliwości.

Reklama

Pojechali w sierpniu

Do Szkocji pojechali całą rodziną 19 sierpnia. Wyjechali, żeby zarobić na budowę domu. Na razie mają działkę, a na niej holenderski domek. Już dzień później pani Emilia pracowała jako opiekunka osób starszych.

- 9 listopada sprzątała służbowy samochód - wspomina pan Rafał. - Nagle poczuła się źle. Usiadła w tym aucie i siedziała jakieś 20 minut. Miała piekący ból w klatce piersiowej. Wróciła do domu, powiedziała, że musi się położyć, bo źle się czuje. Miała problemy z oddychaniem.

Reklama

Myślała, że to przemęczenie. Zamiast do szpitala, poszła do pracy. Następnego dnia także. Ale wtedy czuła się tak źle, że szybko wróciła. Pan Rafał zawiózł ją na pogotowie. - Tam zrobili jej prześwietlenie klatki piersiowej, badanie krwi i EKG. Nic nie wyszło. Może tomograf by pomógł, ale takiego badania jej nie zrobiono. Dostała leki, wróciliśmy do domu.

Po południu był telefon, żeby następnego dnia rano trzeba powtórzyć badanie krwi. Emilia pojechał z sąsiadką, która zabrała ją w drodze do pracy, pan Rafał został z dziećmi. - Zrobili drugie badanie i znów ją odesłali. Wciąż czuła się bardzo źle. Mieli zadzwonić po południu z wynikami, ale nikt nie zadzwonił. Na drugi dzień żona poszła jeszcze raz na pogotowie. Znów skończyło się na lekach przeciwbólowych.

Reklama

Kolejne dwa dni 36-latka spędziła w łóżku. Jak mówi pan Rafał, praktycznie bez kontaktu. - Potem był czwartek. Wstała z łóżka, bo lepiej się poczuła. W piątek się poprawiło. A w sobotę rano usiadła na łóżku i już nie mogła nic powiedzieć. Pytałem, co się dzieje, nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Po chwili przewróciła się na poduszkę.

Pan Rafał rozpoczął reanimację. Opowiada, że na miękkim materacu masaż serca był trudny. Wezwał pogotowie. Poprosił syna, żeby pobiegł do sąsiadów po pomoc. Sąsiadów nie było, ale na ulicy syn spotkał kobietę, przybiegła z pomocą. Ściągnęli panią Emilię na podłogę i kontynuowali akcję reanimacyjną. Reanimowali, dopóki nie przyjechała karetka. Potem akcję przez godzinę prowadzili ratownicy. Nie udało się.

Reklama

Rodzinie potrzeba jest pomoc psychologa, dla dzieci i dla osoby dorosłej. Pan Rafał zaraz po pogrzebie zacznie szukać pracy (wykonywał różne zawody, interesuje go każda propozycja). Potrzeba ubrań, zabawek, butów. Ofiarodawcy mogą się zgłaszać do nas do redakcji Gazety Radomszczańśkiej, ul. Przedborska 2, we wtorek w godz. 8-16, w środę 8-15 oraz kontaktować się z nami na Facebooku Gazet. Można też zgłaszać się do Apteki Magdaleny Spólnickiej, ul. Piastowska 20d, w godz. 8-21

Pan Rafał z Bianką i Kubą

Po śmierci żony w Cambelltown byli jeszcze dwa tygodnie. Pan Rafał czekał na specjalny dokument potwierdzający, że pani Emilia pracowała. Nie ma go do dzisiaj. Został wysłany, ale wciąż nie dotarł. - Pewnie będzie kłopot w naszym ZUS-ie z rentą po mamie dla dzieci - wzdycha.

Reklama

Dzisiaj pan Rafał jest samotnym ojcem trójki dzieci. Jego sytuacja jest bardzo trudna. Mieszkają na razie u ojca w bloku. Nie myśli o zbliżających się świętach. Dzień przed Wigilią pochowa swoją żonę, matkę dzieci. Stara się ogarnąć rzeczywistość, bo przecież musi to zrobić dla dzieci. To pani Emilia załatwiała sprawy związane z bankiem, kredytami, urzędami. Pan Rafał po pogrzebie, a właściwie po świętach, zacznie szukać pracy. To dla niego priorytet.

Bardzo potrzebna jest pomoc psychologa. I nie tylko dzieciom, ale jemu także. Na pytanie co jest im teraz potrzebne, po chwili odpowiada, że mają wsparcie rodziny. Zastanawia się dłuższą chwilę: - Chyba wszystko...

Reklama

Przyda się pomoc materialna. Żywność, ale także ubrania. - Kuba ma 11 lat, 152 cm wzrostu i 39 numer stopy. Rosną w oczach. Gabriela ma rozmiar 128 i 29 cm stopa, najmłodsza, Bianka potrzebuje butów w rozmiarze 24 i ubrań na wzrost 104-110.

W przedpokoju leży jasny labrador, suczka o imieniu Egry. - To mama wymyśliła jej to imię - mówi Kuba

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości