Skoro przychodnia niepotrzebna, bo zamknięta była, to urząd też niepotrzebny, bo wójt ciągle za zamkniętymi drzwiami. To urząd też zlikwidować, a my do Lgoty będziemy jeździć! - likwidacja ośrodka zdrowia w Ładzicach wywołała burzę w gminie
Janusz Kucharski, jk@radomszczanska.pl
Wtorek, 23 lutego, w Ładzicach sesja rady gminy. Los Gminnego Ośrodka Zdrowia jest przesądzony, ludzie umieją liczyć głosy. Wójt Krzysztof Ciupiński ma większość. To jego pomysł. GOZ zostanie zlikwidowany, w jego miejsce powstanie prywatna przychodnia.
Są radni, mieszkańcy. Są dyskusje i protesty. Protestuje pierwszy kierownik ośrodka, doktor Andrzej Telecki. Protestuje była wójt Wioletta Pichit. Dwa i pół roku temu przegrała z Ciupińskim, teraz znów się pojawiła.
Dziesięcioro radnych głosuje za likwidacją, trzech jest przeciw. Ośrodek zostanie zlikwidowany.
***
Dwa dni później, czwartek. Jadę do Ładzic. Ciepło, chyba nadchodzi wiosna. Parkuję przed sklepem obok gminy, zostawiam kurtkę w aucie. Podchodzę do kilku mężczyzn. Dwóch z nich zbiera śmieci i wrzuca je na przyczepkę przypiętą do ciągnika. Silnik pracuje, oni rozmawiają przekrzykując hałas. Żaden nie ma maseczki. Na wsi mało kto je nosi, a jeśli już, to w dłoni albo opuszczoną na brodę.
Pytam o decyzję radnych. Mężczyzna, który przygląda się ich pracy, najwyższy, prawie krzyczy:

Były Gminny Ośrodek Zdrowia w Ładzicach
- Bardzo dobrze, że wójt zlikwidował to całe tałatajstwo. Ze czterdzieści razy dzwoniłem i się nie dodzwoniłem, to po co one tam są?
Śmieci zapakowane, ciągnik jedzie dalej. Do rozmowy włącza się niższy, który też stoi na schodach.
- Jak się ta cała pandemia zaczęła, to się zamknęły i nikogo nie wpuszczały. Tak się bały. Nie wiem czego. Lekarze w przychodni się bali przyjmować, a w domach przyjmowali. Pielęgniarki bały się ludzi w ośrodku, ale jak tu przychodziły do sklepu, to stały, gadały i plotkowały. Wtedy koronawirusa nie było? A w przychodni to zakładały na siebie te kombinezony, te maski…
Wyższy dodaje: - Jak przyszedłem, żeby mi zastrzyk zrobiła, to nie chciała wpuścić. To jej pytam: na schodach mam się wypiąć? Tu ten zastrzyk dostanę?!
Odchodzę, oni wciąż komentują. Słyszę z oddali: - Bardzo dobrze, że zlikwidował, wreszcie porządek będzie. I się ludzie skarżyć przestaną.
***
Parkuję za przychodnią, kilkaset metrów dalej. Na schodach trzy osoby. Utrzymują dystans. Ostatnia w kolejce kobieta broni się przed rozmową:
- Ja tu tylko mamie coś załatwiam, ja tu nie należę, my w Radomsku.
- Ale jest pani mieszkanką tej gminy?
- Tak.
- To czemu nie tu, na miejscu, tylko w Radomsku?
- Bo my się tu jakiś czas temu przeprowadziliśmy z Radomska i tak nam z przyzwyczajenia zostało, żeby u swojego lekarza w mieście się leczyć.
- Czy mama jest zadowolona z przychodni w Ładzicach?
- Jej by trzeba było pytać, ja tylko receptę dzisiaj odbieram. Nie chciałabym mówić jakoś bardzo źle, ale ci, którzy krytykują, trochę racji mają…
***
Jest 11, ulice puste. Ludzie albo w pracy, albo w domach. Zresztą nie ma już zwyczaju spędzania czasu z sąsiadami na ławeczce. Właściwie ławeczek już nie ma. Chcę porozmawiać z ludźmi w sklepie. Wyjeżdżam z Ładzic i jadę dalej, na razie sklepu nie ma.
Wjeżdżam do Radzechowic. Myślę: nigdy nie mów nigdy. Widzę czterech mężczyzn przy bramie jednego z domów.
- Świetnie pan trafił, bo właśnie o tym rozmawiamy - mówi gospodarz. Siedzi na ławce. Czyli jedna w powiecie jest na pewno. - Zła decyzja. To nie ludzie w gminie zdecydowali, tylko radni.
- 13 radnych - śmieje się jeden z mężczyzn.
Poprawiam, że 10, bo 3 osoby głosowały przeciw.
Okazuje się, że jeden z mężczyzn to były przewodniczący gminy. - To, że byłem radnym i przewodniczącym nie ma znaczenia. Jestem mieszkańcem gminy i to co się teraz dzieje, wcale mi się nie podoba. Przecież wiadomo, że gminny ośrodek lepiej mieć swój, niż prywatny. Że się ludzie skarżą? A kto się skarży? Bo żadnej pisemnej skargi nikt nie widział.
Mówię, że jeden z radnych na sesji powiedział, że jemu cały czas mieszkańcy się skarżyli. Naliczył ich 150.
Mężczyźni wybuchają śmiechem.
- A może tysiąc? Liczą się fakty. A na razie to jest tak, że wójt coś wymyśla, a radni mu to głosują. Nie pytają, dlaczego, tylko grzecznie ręce podnoszą.
Pozostali się zgadzają. Co jakiś czas wtrącają coś od siebie. Na przykład o tym, że przychodnie wszędzie się pozamykały, że wszyscy się bali.
- A wójt to co? Też się zamyka. Kiedy by się do gminy nie poszło, to zawsze w gabinecie. A na początku swojego urzędowania to sobie drzwi na szklane zmienił, chociaż poprzednia wójt dopiero co remont w urzędzie skończyła.
- Skoro przychodnia niepotrzebna, bo zamknięta była, to urząd też niepotrzebny, bo wójt ciągle za zamkniętymi drzwiami. To urząd też zlikwidować, a my do Lgoty będziemy jeździć!
Słyszę, że wójt jest dopiero dwa i pół roku, ale już wielu ma przeciw sobie. Z różnych powodów. Najbardziej dlatego, że nie słucha ludzi. I zawsze jest najmądrzejszy. A przecież jak właściciel fabryki nie jest zadowolony z dyrektora, to najpierw wzywa go na dywanik i opie…. Jeśli ten się nie poprawia, to go zwalnia. A nie pozbywa całej fabryki, jak wójt ośrodka zdrowia.
- Pewnie, że pójdziemy głosować i to za odwołaniem. Nie tylko wójta, ale i całej rady - mówią. Pytam, czy słyszeli o planach referendum. Bo mówi się o tym coraz głośniej. Słyszeli i popierają, jak najbardziej, bo dłużej tak być nie może.
Pytają, czy będę o nich i gminie pisał. Potwierdzam i słyszę:
- To niech pan wszystko pisze, co tu mówimy, bo taka prawda jest.
***
Jeden z byłych gminnych radnych: - Ja to mu nawet mocno w kampanii pomagałem, bo wszyscy mieli dość poprzedniej wójt. Wydawał się dobrym kandydatem. Była nadzieja na zmianę. Wielu mu pomagało, wykonali wielką pracę. Bez tych ludzi by nie wygrał. A dzisiaj się od nich odwraca. Jakby niczego im nie zawdzięczał. Tu nie chodzi nawet o to, żeby się czymś odpłacał. Chodzi o to, żeby rozmawiał. A on nie chce słuchać. To jest najgorsze. Nikt nie rozumie, dlaczego tak postępuje. Władza go odurzyła? Trudno powiedzieć. Ale politycznego instynktu to on raczej nie ma.
***
Jadę kilka kilometrów dalej, spokój jak wszędzie. Przed sklepem nie ma samochodów. Mam wrażenie, że jest zamknięty, ale nie. W środku dwie ekspedientki. Pytam o ośrodek.
Jedna z kobiet odpowiada, że mogłaby sporo powiedzieć, ale lepiej nie. Czuję, że kipi w niej złość. Nie wiem tylko, czy na mnie? A jeśli na mnie, to dlaczego? Próbuję jeszcze raz i już wiem, że na wójta.
- Przed wyborami opowiadał niestworzone rzeczy, a wszyscy patrzyli w niego jak żaba w grzmot. A ja go doskonale znam i wiem co to za człowiek. Jak tylko wszedł na moje podwórko od razu pokazałam mu furtkę. O czym mam z nim rozmawiać? Nie wierzę mu za grosz - mówi i gestykuluje ze sporym nożem w dłoni. Wymachuje nim nieświadomie. - Wybrali go, a teraz przejrzeli na oczy? Jak byli ślepi, to mają co mają.
Pytam, czy poprzednia wójt była lepszym gospodarzem. - Oni wszyscy są siebie warci, ale ona przynajmniej coś robiła - ocenia.
***
W rozmowach z mieszkańcami, zwłaszcza starszymi, słyszę jedno powtarzające się zdanie: - Przecież ludzie budowali ten ośrodek, a on teraz się go pozbywa.
Opowiadają, że to ich oburza, że nie mogą tak tego zostawić, że trzeba będzie coś z tym zrobić. Wójt miał być dla ludzi, a nie jest.
- Ten budynek obok, ta szopka - doktor Telecki wskazywał mi budynek po wtorkowej sesji. Staliśmy przed schodami prowadzącymi do nowego. - Tam była nasza pierwsza przychodnia. Potem, jak już udało się oddzielić od szpitala, a nie było to łatwe, w tym tak zwanym czynie społecznym zaczęliśmy budować nową przychodnię. Ludzie to pamiętają. Tu się przez lata leczyli, tu mieli swoich lekarzy, którym ufali, którym się zwierzali. Im trudno pogodzić się z tym, że coś się zmienia - mówi. To miejsce także dla niego jest bardzo ważne. I dla jego żony, bo też tu pracowała. Telecki opowiada o początkach, o tym, jak prosił pielęgniarki, żeby się szkoliły. - Wszystkie skończyły studia - zaznacza. I dodaje, że jeśli coś nie działało, trzeba było komuś zwrócić uwagę, robił to. - Oczywiście delikatnie, ale zawsze reagowałem, bo pacjent jest najważniejszy, i moje dziewczyny o tym wiedziały. A obecny wójt nawet raz tu nie był.
***
Jeden z byłych radnych: - Ta przychodnia nie funkcjonowała tak jak powinna. Wójt swój rozum ma, wie co robi. Przecież pacjenci będą dalej mieli lekarzy i opiekę. Likwidacja GOZ-u nie oznacza, że przychodnia zostanie zamknięta na cztery spusty. NFZ podpisze kontrakt z kim innym, a dla mieszkańców nic się nie zmieni. Zmieni się dla gminy, bo teraz prywatna przychodnia będzie płacić czynsz. To się chyba gminie bardziej opłaca niż dokładać, prawda?
***
Doktor Andrzej Telecki: - Przychodnia to nie jest działalność gospodarcza. Tu nie chodzi o zysk, ale o bezpieczeństwo pacjentów. Nam się udawało jakiś zysk wygenerować i dobrze, choć nie jest to obowiązek. Naszym obowiązkiem było leczyć i nie zadłużyć przychodni. W przypadku zdrowia i życia mieszkańców gminy nie można patrzeć przez pryzmat finansów.
***
Wracam. Jeszcze przystanek na stacji benzynowej, ale pracująca tam młoda kobieta mówi, że nie jest z gminy Ładzice, więc o przychodni mówić nie chce.
Jadę w stronę Radomska. Po drodze jeszcze nieduży sklepik, przed nim dwóch miejscowych. Wchodzę do środka i od ekspedientki znów więcej słyszę o wójcie niż przychodni. Przychodnia idealna nigdy nie była, ale wójt do wymiany natychmiast. Co tu się rozwodzić, nie umie rządzić i tyle. To jego pierwsza i pewnie ostatnia kadencja, bo ludzi już mocno wkurzył, a likwidacją przychodni to już najbardziej. - No to się z nim zrobi porządek.
***
Pytam jeszcze mieszkańców o referendum. Słyszę, że jest całkiem realne. O odwołanie wójta i całej rady. Pod wnioskiem do komisarza wyborczego musi się podpisać 10 procent uprawnionych do głosowania.
- W sołectwach jesteśmy w stanie spokojnie te podpisy zebrać, bo ludzie mają dość - słyszę.
W poniedziałek przed południem dzwonię do wójta Ładzic Krzysztofa Ciupińskiego. Pytam, czy czuje, że coraz więcej mieszkańców źle ocenia jego rządy. Odpowiada, że chętnie udzieli wywiadu, nie tylko na temat ośrodka zdrowia, ale odpowie też na inne pytania, zaprasza do siebie. Najwcześniej w środę, bo teraz jest zajęty. Chętnie pojadę, ale w środę zamykamy numer, więc ta rozmowa w tym artykule się już nie znajdzie.
Będzie w następnym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze