Reklama

[Mieszkańcy kontra operatorzy] Nadajniki telekomunikacyjne, Grzybek i państwo teoretyczne

To nie będzie tylko opowieść o konflikcie między zwykłymi ludźmi a inwestorem. Ta historia każe postawić fundamentalne pytanie: czy w sporze między silniejszym biznesem a słabszymi mieszkańcami urzędy i instytucje powinny stać po stronie tego pierwszego? Jeśli tak, kto ma bronić słabszych? [Przypominamy historię sporu mieszkańców o nadajniki  na Grzybku]

Promieniowanie z zainstalowanych na Grzybku przy ul. Leszka Czarnego nadajników telekomunikacyjnych może negatywnie wpływać na zdrowie mieszkańców bloków przy ul. Leszka Czarnego 11, 13, Piastowskiej 27, 29, 35 i 37. Tak napisał biegły w opinii zleconej przez prokuraturę. Batalia mieszkańców trwała jedenaście lat. Naczelny Sąd Administracyjny, który w lutym 2017 r. rozpatrywał jeden z wątków sprawy, napisał w uzasadnieniu o działaniu urzędów i instytucji, że „tak prowadzone postępowanie narusza wszelkie standardy i zasady obowiązujące w demokratycznym państwie prawnym”.

W tej sprawie nie ma barw politycznych. Czy to urząd miasta rządzony przez jednych czy przez drugich, czy starostwo, wojewoda, inspektoraty nadzoru budowlanego - wszyscy patrzyli tylko na swój wycinek. Kilka lat temu furorę zrobiły nagrania z rozmowy ówczesnego ministra Bartłomieja Sienkiewicza z ówczesnym prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką. To wtedy padł cytat, że „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje - dlatego, że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością.”

Reklama

Radomszczańska historia doskonale to obrazuje.

Bardzo blisko bloków

Grzybek to stara wieża ciśnień. Znajduje się na działce przy ul. Leszka Czarnego. Od 2004 roku należy ona do prywatnego inwestora. W 2007 roku do urzędu miasta zgłasza się firma Polska Telefonia Cyfrowa Era (dziś T-Mobile), która chce tam zbudować stację bazową telefonii komórkowej. Czyli zainstalować anteny wraz z infrastrukturą.

Z jej punktu widzenia miejsce nadaje się idealnie: Grzybek znajduje się w centrum osiedla i otoczony jest niższymi blokami.

Kłopot ze stacjami bazowymi jest jeden, ale duży: emitują promieniowanie elektromagnetyczne (PEM). Negatywne skutki dla człowieka wywołane przez promieniowanie są uzależnione od częstotliwości, natężenia i czasu oddziaływania na organizm. Czyli: jak silne jest promieniowanie, jak blisko źródła znajduje się człowiek i jak długo tam przebywa.

Reklama

Najbliżej położone bloki znajdują się 15 i 34 metry w linii prostej od Grzybka.

Stacje bazowe telefonii komórkowej powstają od dawna w całej Polsce, ale - jak napisała w swoim raporcie w 2016 roku Najwyższa Izba Kontroli - często bez pozwoleń na budowę i z większą mocą, niż inwestorzy zakładają w projektach. Według Światowej Organizacji Zdrowia, PEM to jeden z najbardziej powszechnych i najszybciej rozwijających się czynników wpływających na środowisko. Naukowcy wciąż badają efekty promieniowania na człowieka, nie mają jeszcze ostatecznych wniosków, dlatego wiele instytucji zaleca ostrożność. Parlament Europejski w rezolucji z 2011 roku namawia, aby wyznaczać miejsca budowy nowych anten telefonii komórkowej nie tylko zgodnie z interesem operatorów, ale w konsultacji z samorządem lokalnym, władzami miasta oraz mieszkańcami i stowarzyszeniami.
Co jednak, gdy samorząd lokalny i władze przyjmują punkt widzenia inwestora, nie mieszkańców?

Reklama

Prześledźmy radomszczańską sprawę. Nie będziemy referować wszystkich pism i decyzji, które wydano, omówimy mechanizm. Najważniejsze dla mieszkańców są konkluzje, które przedstawił w wyroku z lutego 2017 roku NSA oraz opinia biegłego na temat stacji bazowych. Te omówimy w drugiej części tekstu.

Karuzela się kręci

W przypadku inwestycji, które mogą negatywnie wpływać na środowisko, inwestor powinien wystąpić o „decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach” (dalej będziemy ją nazywać decyzją środowiskową). W przypadku Radomska wydaje ją urząd miasta. Poprzedza ją zwykle postępowanie dotyczące oceny oddziaływania inwestycji na środowisko. Era takiej decyzji nie otrzymała. Nie otrzymała, bo w październiku 2007 roku przedstawiła urzędowi miasta oświadczenie, w którym napisała, że „projektowana stacja bazowa nie kwalifikuje się do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko”.

Reklama

Tu pierwsza zagadka. Jak to możliwe? Nadajniki sieci komórkowej nie wpływają? To co wpływa? Czy urząd to zbadał? Nie. Nie przeprowadził postępowania (co później wytknie mu sąd), ale przyjął oświadczenie inwestora do wiadomości.

Dlaczego decyzja środowiskowa jest taka ważna? Aby ją uzyskać, inwestor musi przedstawić raport o oddziaływaniu na środowisko. W tym raporcie musiałaby się znaleźć opinia na temat wpływu promieniowania PEM na ludzi. A gdyby autor raportu napisał, że takiego wpływu nie ma, strony mogłyby wnieść do niego zastrzeżenia. A tak - nie ma raportu, nie ma sprawy.

Reklama

Najpierw o inwestycji dowiaduje się spółdzielnia mieszkaniowa. Ona reprezentuje mieszkańców. Zaskarża decyzję lokalizacyjną (czyli zgodę na powstanie inwestycji) do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Piotrkowie Trybunalskim. Dwukrotnie skarży i dwukrotnie wygrywa. Urząd podtrzymuje swoje. Mieszkańcy sami nie mogą występować jako strona, bo nie mają jeszcze aktów własności mieszkań. Gdy je uzyskują, w 2009 roku zawiązują Stowarzyszenie w obronie mieszkańców przed promieniowaniem PEM. Najaktywniejsi są ci z bloków przy ul. Leszka Czarnego 11 i 13. Pierwszy od Grzybka dzieli 34 metry, drugi - 15. To dwadzieścia osób, które posiadają akty notarialne mieszkań i działek, które bezpośrednio sąsiadują z inwestycją.

W 2008 roku anteny zostają zamontowane. Dwa lata później na Grzybku swoje anteny instaluje także Orange. W sumie jest ich już sześć. Nadajniki działają, a mieszkańcy odbijają się od kolejnych urzędów.

Rozpoczyna się gra. Z jednej strony dwóch inwestorów (Era i Orange), z drugiej mieszkańcy. Pośrodku urzędy i instytucje, które wydają decyzje. Często niezrozumiałe. Oto na przykład nagle okazuje się, że stacja bazowa to nie jest stacja bazowa, tylko dwie odrębne inwestycje: anteny na Grzybku to jedna, a urządzenia nadawczo-odbiorcze na dole - druga. Jak to możliwe, skoro jedno nie może działać bez drugiego? To zagadka druga. Rozdzielnie zaczynają je traktować Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego, Główny Inspektor, wojewoda, nawet Wojewódzkie Sądy Administracyjne. Urzędy zaczynają prowadzić postępowanie w sprawie „legalności wybudowania ław fundamentowych”. Na jakiej podstawie? Nikt nie wie. Pół roku sprawdzają czy urządzenia nadawczo-odbiorcze zainstalowane są na fundamencie, czy na płycie betonowej. Bo jeśli w gruncie, to musi być pozwolenie na budowę, a jeśli na płycie, to nie. Kolejne pół roku sprawdzają czy szafy (urządzenia na dole) mają 1,90 m czy 2 m. Później - jaką wysokość mają anteny. Wszystko po to, by po pięciu latach postępowanie w tej sprawie… umorzyć.

Reklama

Mieszkańcy piszą odwołania, wyższe instancje ich odwołania uwzględniają (albo nie), nadajniki wciąż działają. Rośnie stos dokumentów.

W 2013 roku jedna ze spraw, dotycząca nadajników Orange, trafia do Naczelnego Sądu Administracyjnego. To ostatnia instancja. Ten przyznaje rację mieszkańcom. W uzasadnieniu pisze, że urząd miasta błędnie przyjął, iż decyzji środowiskowej nie potrzeba. „Ustalenie to jednakże nie opierało się na samodzielnej analizie (…) lecz wynikało z powtórzenia wniosków przygotowanego przez inwestora opracowania pod tytułem Kwalifikacja przedsięwzięcia. (…) Żaden przepis prawa nie pozwala na przyjęcie, że tego rodzaju dokument ma szczególną moc dowodową.”

Reklama

Innymi słowy: miasto przepisało swoją decyzję z wniosku inwestora.

Czy to oznacza koniec sprawy? W żadnym wypadku. Teraz pałeczkę przejmuje inwestor. Przedstawia raport o oddziaływaniu na środowisko, do którego i mieszkańcy, i urzędy wnoszą zastrzeżenia. On te raporty poprawia, znów pojawiają się zastrzeżenia, nie ma decyzji. Nadajniki działają.

Karuzela kręci się dalej. W międzyczasie inwestorzy przebudowują stację, zwiększając jej moc. Bez żadnych zgód. Powiatowy nadzór budowlany wydaje decyzję o rozbiórce, wojewódzki ją uchyla. Główny uchyla uchylenie wojewódzkiego, więc powiatowy znów wydaje decyzję o rozbiórce. Nikt się od niej nie odwołuje, jest prawomocna. Ale tu trzecia zagadka: Orange ni z tego, ni z owego występuje do urzędu miasta o decyzję lokalizacyjną. Dla inwestycji, która już istnieje! W urzędzie nikt się nie orientuje, że nadajniki od lat działają, więc decyzja zostaje wydana. SKO ją uchyla. Inwestor składa wniosek o wydanie kolejnej decyzji - środowiskowej. Choć już jest ostateczna decyzja o rozbiórce. Urząd zawiesza postępowanie i powołuje się na przepisy, zgodnie z którymi inwestor może dostarczyć ten dokument po trzech latach. Przypomnijmy: wciąż mowa o istniejącej, nielegalnej stacji, z nakazem rozbiórki.

Reklama

Dodatkowo sprawą zajmuje się prokuratura. Na wniosek mieszkańców. Od 2012 r. prowadzi postępowanie w sprawie nielegalnego wybudowania stacji. W 2012 r. zamawia u biegłego sądowego z Kielc, dr inż. Jerzego Gremby, ekspertyzy. Są druzgocące (omówimy je potem). Postępowanie wciąż trwa. Drugie doniesienie dotyczy zachorowalności mieszkańców. Złożyło je 20 osób. Skarżą się, że promieniowanie PEM wywołuje u nich chroniczny katar, wysypkę, bezsenność. Wszyscy mają takie same objawy. Wszyscy zostają przesłuchani przez policję w 2016 roku, wszyscy dostają informację o umorzeniu. Nie byli badani przez lekarzy, więc odwołują się twierdząc, że policja i prokuratura nie ma uprawnień do orzekania o chorobach. Sąd przyznaje im rację. Nakazuje prokuraturze powołanie biegłych, którzy się w sprawie szkodliwości promieniowania wypowiedzą, zwrócenie się do ośrodków uniwersyteckich i fachowych zakładów medycznych z zapytaniem, czy podejmą się wydania opinii w tej sprawie. Sugeruje także uzupełnienie akt sprawy o opinię Jerzego Gremby (którą prokuratura sama zleciła i ją ma od 2012 roku!). Sprawa w toku.

Jest zagrożenie

Reklama

Zniknęło państwu sedno tej historii? Każdemu by zniknęło, w sumie to jest właśnie największy mankament naszego państwa. Wszyscy krótkowzroczni i zainteresowani tylko własnym wycinkiem. Nadzór budowlany - legalnością budowy. Sądy wojewódzkie - przestrzeganiem procedur. Samorząd - wydaniem decyzji, obojętne jakie skutki ona dla mieszkańców niesie. A przecież pytanie w tej sprawie jest proste: czy emitujące PEM nadajniki powinny stanąć w środku osiedla?

Na szczęście ktoś spojrzał na tę sprawę obiektywnie. Są dwie opinie biegłego i jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Biegłemu, dr inż. Jerzemu Grembie, prokuratura zadała pytania: jakie są skutki skumulowanego oddziaływania obu stacji oraz czy poprawne są obliczenia promieniowania. Bo można traktować inwestycje Orange i Ery oddzielnie, ale można też spojrzeć na nie racjonalnie: skoro nadajniki działają w tym samym miejscu i czasie, trzeba pytać o skutki obu, a nie każdego z osobna.

Reklama

Jakie wnioski zawierają opinie? Oto najważniejsze z pierwszej:

1. Działania obu stacji i wpływu promieniowania na środowisko i człowieka nie można rozpatrywać osobno. Dwie stacje działają w tym samym miejscu, więc jest większa gęstość promieniowania PEM.

2. Ta sytuacja może prowadzić do ponadnormatywnego promieniowania miejsc dostępnych dla ludności.

3. Stacja jest bardzo blisko bloków. Taka odległość jest jednoznacznie niekorzystna w odniesieniu do oddziaływania środowiskowego obydwu stacji bazowych na budynek Leszka Czarnego 11, w szczególności w odniesieniu do mieszkań położonych w pierwszej i czwartej klatce.

4. W zasięgu oddziaływania o potencjalnie wysokiej gęstości mocy znajdują się również dwa budynki mieszkalne położone przy ul. Piastowskiej 27 i 29. Analogiczna sytuacja jest w przypadku budynków położonych przy Piastowskiej 35 i 37.

5. Wieża ciśnień to dogodny obiekt dla inwestora, znacznie zmniejszający koszty inwestycji, i dogodny do rozbudowy stacji o system np. LTE. Ale:
* wykorzystano obiekt, którego pierwotne przeznaczenie było zupełnie inne, również w aspekcie oddziaływania środowiskowego;
* wieża usytuowana jest w bezpośrednim sąsiedztwie bloków osiedla Tysiąclecia, stanowiącego typową miejską sypialnię licząca ok. 3 tys. mieszkańców;
* Nzainstalowanie dwóch stacji bazowych GSM900/1800 i UMTS2100 z możliwością rozbudowy o system LTE2600 diametralnie zmienia warunki środowiskowe na tym osiedlu, przede wszystkim dla ludności i może się przyczynić do pogorszenia stanu ich zdrowia;
* wzrastający ruch telekomunikacyjny będzie powodował wzrost natężenia promieniowania w rejonie osiedla, również wewnątrz pomieszczeń mieszkalnych.

6. Kryterium ekonomiczne (niskie koszty) nie powinno dominować w sposób tak bezwzględny nad zagrożeniami dla środowiska miejskiego i mieszkańców osiedla.

7. Aspekt oddziaływania obydwu inwestycji na środowisko oraz ludność stanowi zasadniczy powód do rozważenia zmiany lokalizacji obydwu stacji. Powód? Zbyt bliskie położenie stacji od bloków. Minimalna odległość powinna wynosić 300-500 metrów.

8. Z dokumentacji przedstawionej przez Stowarzyszenie mieszkańców wynika, że dokonano wymiany anten. Stan faktyczny nie odpowiada projektowi.

9. Parametry anten podane w projekcie nie odpowiadają żadnym dostępnym na rynkach światowych (również w Polsce) antenom przeznaczonym do systemów telefonii komórkowej.

10. Projekty stacji bazowych cechuje wiele niedociągnięć, uproszczeń i braków, które w znacznym stopniu pozbawiają ich wiarygodności, w szczególności w aspekcie oddziaływania na środowisko. Obydwa analizowane projekty nie spełniają zaleceń określonych w rezolucji Parlamentu Europejskiego.

W drugiej opinii biegły napisał, że inwestor arbitralnie podał parametry nadajników i nie zostały one w żaden sposób uzasadnione oraz udokumentowane, w dokumentacji technicznej nie ma danych technicznych dotyczących urządzeń sterujących, nie ma nawet typu i nazwy producenta tych urządzeń, co może być podstawą do dyskwalifikacji projektu.

Na koniec napisano: z analizowanej dokumentacji wynika, że stacja została uruchomiona bez kompletu stosownych zezwoleń.

I jest jeszcze wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten dosłownie zmasakrował działania administracji. Zacytujmy najważniejsze fragmenty:

„Od początku było wiadomo, że inwestycja nie dotyczy tylko dwu płyt betonowych, na których miały być ustawione jakieś konkretne konstrukcje (szafy), ale dotyczy budowy stacji bazowej telefonii cyfrowej, czego dowodem mogą być trzykrotnie wydawane i następnie uchylane przez organ odwoławczy decyzje nakazujące rozbiórkę stacji bazowej telefonii cyfrowej.
Tajemnicą organów nadzoru budowlanego pozostanie, jak to się stało, że prowadzone od 2009 roku postępowanie w sprawie nielegalnej budowy stacji, przeistoczyło się w postępowanie dotyczące legalności wykonania ław fundamentowych. Na co w ogóle nie zwrócił uwagi sąd pierwszej instancji”.
Przyjęcie przez organy nadzoru budowlanego, że należy prowadzić dwa odrębne postępowania, było bardzo wygodne dla organów, gdyż sprowadzało całą sprawę badania legalności budowy stacji bazowej do badania legalności położenia dwu płyt betonowych, które to postępowania i tak w końcu umorzono.”
„Naruszenie prawa jest ewidentne.
Tak prowadzone postępowanie narusza wszelkie standardy i zasady obowiązujące w demokratycznym państwie prawnym, a w szczególności podważa zaufanie obywateli do organów administracji publicznej.

Podsumowanie

Co wiemy? Na Grzybku zainstalowano sześć anten dwóch firm. Emitują skumulowane promieniowanie elektromagnetyczne. 20 mieszkańców skarży się na te same dolegliwości. Urzędy i instytucje podejmowały w tej sprawie niezrozumiałe decyzje, naruszając prawo, co potwierdził NSA.

Powinna być jakaś puenta, niech będzie taka: jeśli samorządowcy nie są w stanie pomóc mieszkańcom osiedla, jak mamy ich bronić przed zmianami, które szykuje dla nich rząd?

[W  2019 i 2020 wszystkie nadajniki z Grzybka zostały zdemontowane. Sądy ostatecznie  przyznały rację mieszkańcom]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości