- Bardzo proszę o pomoc w poszukiwaniu mojej córki Mai - mówi pani Anna. - Ma 156 cm wzrostu, włosy farbowane na blond, brązowe oczy, dużo kolczyków w uchu, drobne tatuaże na brzuchu. Do tego blizny na udach i brzuchu, takie cięte. Nie ukrywam, że to tak zwane trudne dziecko, ale cały czas o nią walczę. A policja nie chce jej szukać.
- Czy rozmawiam z redaktorem gazety w Radomiu? - słyszę w środę 3 września po południu kobiecy głos. W głosie zdenerwowanie. Właśnie zamknęliśmy najnowszy numer, można na kilka godzin zamknąć pokrywę laptopa.
Już zamierzam szybko zakończyć rozmowę uprzejmie, ale krótko wyjaśniając, że Radom i Radomsko to dwa zupełnie inne miasta, kilkaset kilometrów od siebie, ale kobieta nie daje mi dojść do słowa. - Chodzi o moją córkę. Niby policja jej szuka, ale komunikatu do mediów nie chce dać, więc może wy…
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 91% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziecko nie jest trudne samo z siebie. Dużo daje wychowanie a raczej jego brak. Dziecko nie opuszcza domu w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Mama powinna pochylić się nad sobą. Widocznie córka wybrała taką drogę. Pozdrawiam
Dziecko nie jest trudne samo z siebie. Dużo daje wychowanie a raczej jego brak. Dziecko nie opuszcza domu w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Mama powinna pochylić się nad sobą. Widocznie córka wybrała taką drogę. Pozdrawiam