Mareczek jest jak coś tak oczywistego, jak słońce. W każdy czwartek rano wstawało słońce, potem wstawałem ja i wchodziłem do redakcji, a niedługo po mnie wchodził on i szeroko uśmiechnięty od drzwi mówił: - Cześć Jasiu.
Najpierw przestał przychodzić w czwartki. To przez dializy. Przenieśli mu je na ten dzień. Spędza na nich po kilka godzin. Skoro nie mógł w czwartki, przychodził w piątki rano. Nie sam, od jakiegoś czasu zawsze towarzyszyła mu jego siostrzenica Ilonka. Bardzo się o niego troszczyła.
To był czas na to, żeby z nimi porozmawiać. Pochwalić Marka, że znów był u swojej zaprzyjaźnionej fryzjerki i wygląda doskonale. Takich zaprzyjaźnionych osób w mieście Marek ma wiele. Powiedzieć, że Mareczka, dla niektórych Wróbla, czyli Marka Wróbla, znają wszyscy, to może delikatne nadużycie. Jednak powiedzieć, że Marek zna chyba wszystkich, to już szczera prawda. On wszędzie ma swoich ludzi.
- Co teraz piszesz? - to pytanie padało co tydzień. A zaraz potem: - Jasiu? Napiszesz mi coś?
Od czasu do czasu pojawiała się okazja. Marek co roku brał udział w Jasełkach w kolegiacie św. Lamberta. Mówił o tym już kilka tygodni przed wydarzeniem i pytał, czy przyjdę. Z dumą oznajmiał, że będzie tym razem jednym z Trzech Króli.
Kilka tygodni temu Marek i Ilona się nie pojawili. Zadzwoniłem. - Marka bolą nogi, lekarz mu zabrania tyle chodzić - wyjaśniła Ilona.
Kiedy czuł się lepiej, przychodzili. Aż niedawno Marek został zabrany do szpitala. Jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa. To chyba najgorsze, co mogło go spotkać. I jest konsekwencją chorób, z którymi walczy od lat. Dializy mają swoje określone skutki.
Kiedy odwiedzałem go w szpitalu w sali go nie było. - Jest na dializie - rzuciła pielęgniarka. No tak, to był czwartek.
- Cześć Jasiu - roześmiał się. Leżał podłączony tymi wszystkimi rurkami do potężnej maszyny. To była cała sala ludzi podłączonych do takich maszyn.
Śmiał się. Pokazywał na nogi, że go bolą. Bo poza tym jest w porządku. Dobrze mu tam, dobrze się nim zajmują. Ale chciałby już wrócić do domu. W domu przecież najlepiej i jest tam Ilonka.
No będzie mógł pójść do swoich ludzi. Ma tyle do opowiedzenia każdemu z nich. Trzeba pójść w tyle miejsc, jest tyle do załatwienia…
Niestety, bardzo prawdopodobne, że może już tego nie zrobić. Że jego choroby i stan mu na to nie pozwolą. Marek jest podopiecznym Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Już zadbano o specjalne łóżko, żeby nie miał odleżyn. I wózek, na który będzie musiał usiąść. Ten wózek, to może być jego jedyna przepustka do świata.
Marek potrzebuje kontaktu z ludźmi, dla których stał się bardzo ważny tak jak dla mnie, co tam dla mnie, dla całej naszej redakcji, jak tlenu. Wierzę, że będziemy mu go dostarczać jak najczęściej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie znam go osobiście,ale wiem,że gość jest w porządku.
Nie znam go osobiście,ale wiem,że gość jest w porządku.