Reklama

Kulturysta Karol Rogaczewski: Moim marzeniem jest start w Mister Olimpia w USA. Tam, gdzie wygrywał Arnold Schwarzenegger

Karol Rogaczewski ma 29 lat, pochodzi z gminy Kamieńsk i właśnie zdobył licencję profesjonalnego kulturysty. Jesienią 2023 roku chciałby powalczyć o tytuł najlepszego na świecie.

Sport na poważnie uprawia od czternastu lat, najpierw była to piłka nożna, a potem, kiedy zobaczył na YouTube filmy z zawodów kulturystów. I pomyślał, że on też tak może. A nawet, jak przyznaje, że tym, którzy się tam prezentują, dałby radę. Bo czemu nie? I w 2015 pojechał na swoje pierwsze zawody.

- To oczywiście był zły pomysł, porażka po prostu - wspomina tamten start. - Głupi nawet. Na około 40 zawodników byłem chyba 25. I od 2016 roku zacząłem trenować pod okiem trenera, co przyniosło efekty.

Reklama

Pan Karol śmieje się, że jeśli porównać zdjęcia z 2016 i te z dzisiaj, progres widać bardzo dobrze. Bo inaczej trenuje się, kiedy gra się w piłkę nożna, a inaczej, kiedy rzeźbi się ciało.

- Po tych pierwszych zawodach w Sopocie powiedziałem sobie, że za rok tam wygram. I dałem radę - sportowa ambicja pana Karola okazała bardzo silna.

Karol Rogaczewski jest zwolennikiem klasycznej, greckiej sylwetki. - Są zawodnicy, którzy przesadzają, a nie chodzi o to, żeby stać się karykaturą. Zawsze starałem się, żeby moja sylwetka wyglądała atletycznie i klasycznie, chodzi właśnie o właściwie proporcje, estetycznie. Nie chodziło mi nigdy o Pudziana w jego najlepszych czasach. Startuję w klasyku, więc chodzi o symetrię i proporcje, na co jurorzy zwracają największą uwagę

Reklama

To godziny potu wylane na treningach.

- Są zawodnicy, którzy mają genetyczne predyspozycje. I tacy, którzy, żeby osiągnąć coś na zawodach, muszą trenować nawet 10, 15 lat. Ja na szczęście należę do tych pierwszych, moje ciało szybko odpowiada. Za geny pozostaje mi podziękować rodzicom - żartuje. I dodaje, że pot wylany na sali to jedno, a drugie wydatki, które trzeba ponieść. Wszystko kosztuje, zaczynając choćby od suplementów na wpisowym kończąc, a to potrafi być wysokie.

Kebaby omija szerokim łukiem, na co dzień, bo po startach może sobie na jednego czy dwa pozwolić. - Fast foody w ogóle omijam, nie jem takich rzeczy. Poza sezonem, jak skończę starty, mogę sobie pozwolić, bo wszystko jest dla ludzi. Jak zje się raz, nic strasznego się nie wydarzy. Jeśli je się codziennie, to urośnie tylko brzuch, a nie o to chodzi. Tu ważna jest konsekwencja i samodyscyplina. I mogę dzisiaj powiedzieć, że na każdy sukces zapracowałem sam.

Reklama

W sobotę 28 maja pan Karol wystartował w Pucharze Polski. Zwyciężył w kategorii classic i w kategorii open. Dzień później sięgnął po kolejny sukces - licencję profesjonalnego kulturysty. Ten dokument otwiera mu drogę do zawodów, na które przyjeżdżają najlepsi z całego świata.

- Teraz mogę startować z najlepszymi. Zanim jednak to się stanie, muszę zrobić przerwę od startów, bo nie chcę robić niczego na pół gwizdka. A muszę przybrać jeszcze 8 kilogramów masy mięśniowej, żeby zmieścić się kategorii. Nie zamierzam tylko wyjść i się pokazać. Zawsze chcę walczyć o zwycięstwo.

Reklama

Najbliższy start wypadnie więc jesienią przyszłego roku. A marzeniem pana Karola są najważniejsze zawody na świecie - Mister Olimpia w USA. - Tam, gdzie zwyciężał m.in. Arnold Schwarzenegger.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości