Przeczytałem w sobotę życzenie: Może szczęśliwie się złoży, że w drzewo przyłoży i się na nim rozwali ktoś z rodziny Gazety Radomszczańskiej? Napisał to człowiek, który został już skazany za hejtowanie w Internecie. Pod nazwiskiem.
Biję się z myślami od kilku dni. Szukam odpowiedzi na pytanie - dlaczego? Są jeszcze jakieś granice? Czy zdawał sobie sprawę czy nie? Czy to jakaś chora satysfakcja czy zwyczajna głupota? W głowie rodzi się za to pytanie: człowieku, co z tobą nie tak? A zaczęło się od drzewa. Jednego drzewa.
W sobotę 8 lutego na nasz Facebookowy profil wrzucamy zdjęcie wyremontowanej drogi na Wygodzie w gminie Gidle. Konkretnego fragmentu. Dość blisko jezdni rośnie drzewo. W Radomsku pewnie od razu poszłoby pod piłę. W końcu......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Te sądy coraz bardziej mnie przerażają. Cytowana wypowiedź nie odnosiła się bezpośrednio do Dagmary Rydlik, więc nie ma podstaw, by uznawać ją za znieważenie jej osoby. Mówił do niej ale nie o niej, nieprawdaż? W jaki zatem sposób wypowiedź, która nie dotyczyła wspomnianej, mogła ją poniżyć? Poniżenie poprzez coś, co jej nie dotyczy?!? Trudno mi to zrozumieć. Skoro wyraźnie nie zamierzał zrobić czegoś z Dagmarą Rydlik, bo to zakomunikował, to w jaki sposób ją znieważył? Bo nie chciał? Nawet jeśli coś wyjątkowo poniżającego wrzucimy w znaczenie inkryminowanych słów, nadal pozostanie ten sam dorozumiany sens: ""Ciebie bym tak nie potraktował"" i/lub ""Ciebie to nie dotyczy""". Gdzie tu zniewaga Dagmary R.? Może mi to ktoś wyjaśnić? Ale mamy ""filologów"" po prawie i tak przedstawioną przez nich rzeczywistość, by podpadała pod jego rozstrzygnięcia.
Te sądy coraz bardziej mnie przerażają. Cytowana wypowiedź nie odnosiła się bezpośrednio do Dagmary Rydlik, więc nie ma podstaw, by uznawać ją za znieważenie jej osoby. Mówił do niej ale nie o niej, nieprawdaż? W jaki zatem sposób wypowiedź, która nie dotyczyła wspomnianej, mogła ją poniżyć? Poniżenie poprzez coś, co jej nie dotyczy?!? Trudno mi to zrozumieć. Skoro wyraźnie nie zamierzał zrobić czegoś z Dagmarą Rydlik, bo to zakomunikował, to w jaki sposób ją znieważył? Bo nie chciał? Nawet jeśli coś wyjątkowo poniżającego wrzucimy w znaczenie inkryminowanych słów, nadal pozostanie ten sam dorozumiany sens: ""Ciebie bym tak nie potraktował"" i/lub ""Ciebie to nie dotyczy""". Gdzie tu zniewaga Dagmary R.? Może mi to ktoś wyjaśnić? Ale mamy ""filologów"" po prawie i tak przedstawioną przez nich rzeczywistość, by podpadała pod jego rozstrzygnięcia.