W Ładzicach wyremontowany ośrodek ma zostać przekazany podmiotowi prywatnemu praktycznie za darmo. Jeżeli NZOZ chce prowadzić na terenie naszej gminy działalność leczniczą, niech zakupi działkę, postawi budynek, wyposaży go, a następnie zawrze umowę z NFZ zbierając od podstaw deklaracje. W Ładzicach ma być po prostu wrogie przejęcie - o likwidacji ośrodka zdrowia w Ładzicach oraz referendum w sprawie odwołania wójta Gazeta rozmawia z Katarzyną Sikorską, pełnomocnikiem inicjatorów referendum
GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Czy to jest konflikt osobisty?
KATARZYNA SIKORSKA: - Referendum?
Tak.
- Absolutnie. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Nie mam urazy do ludzi, których spotykam na swojej drodze.
Ale wie pani, że niektórzy tak właśnie to widzą? Była pani kierowniczką Gminnego Ośrodka Zdrowia w Ładzicach, wójt i rada postanowili GOZ zlikwidować, pani została bez pracy. Jak nic - zemsta.
- Ludzie różnie mówią i różnie rzeczywistość postrzegają. Ja tak tego nie odczuwam, proszę mi wierzyć. Poza tym nie zostałam bez pracy, dostałam dwie propozycje, z czego jedna to objęcie funkcji kierownika w innym Gminnym Ośrodku Zdrowia. Wydaje mi się, że wójt od samego początku miał zamysł, by zrobić w gminie niepubliczny ośrodek zdrowia. Zauważyłam to już wtedy, gdy zaczęły się nasze - jakby to dobrze ująć - sprzeczki o wgląd wójta w wynagrodzenia pracowników ośrodka…
Co to znaczy?
- ...Chciał poznać zarobki pracowników, bo uważał, że za dużo zarabiamy.
Skąd wiedział, że za dużo, jak ich nie znał?
- Nie mam pojęcia.
Przez radę społeczną GOZ nie mógł poznać zarobków?
- Nie mógł. To byli pracownicy zatrudniani przez kierownika, czyli przeze mnie. I tylko ja mogę mieć wgląd w wynagrodzenia. Rada społeczna ma informacje na temat mojego wynagrodzenia.
W sumie to dlaczego pani nie chciała wójtowi pokazać tych wynagrodzeń?
- Bo nie mogę. Wysokość wynagrodzenia pracownika stanowi jego dobro osobiste i jest objęte tajemnicą, której pracodawca nie może naruszyć.
Hm… Wie pani jak to wygląda w naszym samorządzie? Wójt, burmistrz, prezydent ma nie tylko wgląd, ile kto zarabia, ale czasami sam ustala wysokość zarobków. Oczywiście wszystko nieoficjalnie.
- Żeby wybrnąć z tej sytuacji, przekazałam wójtowi pisemnie informację, ile wynosi najwyższe i najniższe wynagrodzenie lekarzy, pielęgniarek, personelu. Czyli określiłam widełki.
Proszę sobie przypomnieć pierwsze spotkanie z wójtem Krzysztofem Ciupińskim. Kiedy miało miejsce?
- Chyba na radzie społecznej Gminnego Ośrodka Zdrowia w Ładzicach. Marzec, kwiecień 2019.
Czyli kilka miesięcy po objęciu przez niego stanowiska?
- Proszę zauważyć, że wójt nigdy nie przyszedł do ośrodka zdrowia i nigdy nie widział go od środka.
Może był incognito?
- Nie sądzę. Powinno być tak: obejmuje stanowisko, przychodzi, rozmawia z personelem. Przecież to jednostka podległa gminie. Nigdy takiej sytuacji nie było.
Wtedy, na radzie społecznej, rozmawialiście osobiście?
- Nie.
To kiedy pierwszy raz wójt rozmawiał z panią?
- To był sierpień 2019 roku.
Czyli prawie dwa lata po objęciu przez wójta stanowiska?
- Wójt zaprosił mnie do siebie. Spotkaliśmy się w gabinecie. Chodziło o wynagrodzenia. To nie była sympatyczna rozmowa. Wójt stwierdził, że za dużo zarabiamy, że powinnam mu przedstawić informację o wynagrodzeniach. Ale, co najciekawsze, gdy wychodziłam z gabinetu, wójt rzucił takie zdanie: ciekawe, co by pani powiedziała, gdyby tu był niepubliczny zakład opieki zdrowotnej. Wróciłam do ośrodka, rozważałyśmy to z panią księgową. W ustawie o działalności leczniczej jest zapis, że rada społeczna może podjąć decyzję o likwidacji ośrodka zdrowia, jeśli ten źle prosperuje finansowo. Natomiast my sobie świetnie radziliśmy finansowo. Gdy odchodziłam na koniec stycznia, na koncie GOZ było znacznie ponad 300 tys. zł. Wcześniej ośrodek został przeze mnie całkowicie wyremontowany.
Jak wyglądały pani relacje z radą społeczną?
- Ten pierwszy atak wójta na ośrodek w ogóle nie został przez radę zrozumiany. Pamiętam, że wstała jedna pani i stwierdziła, że nie rozumie zasadności tego spotkania. Oraz żądania wójta, by okazać mu zarobki pracowników. Radni byli zadziwieni tym spotkaniem. Wtedy wójt Ciupiński się wycofał.
Jak się pani współpracowało z poprzednią wójt Wiolettą Pichit?
- Bardzo dobrze. I z wójt, i z radą społeczną. Im zależało na ośrodku zdrowia, na poprawie jakości usług. Gdy obejmowałam ten ośrodek, miał problemy lokalowe. Nie było pomieszczenia na szatnię, nie było pomieszczenia socjalno-biurowego. Z pomocą gminy udało się to jakoś rozwiązać. Nigdy nie zwracałam się do gminy o pomoc finansową, bo takiej potrzeby nie było. Od samego początku byłam zainteresowana termomodernizacją budynku. Ponieważ właścicielem była gmina, to ona wystąpiła o dofinansowanie. Udało się ją zrealizować.
Dlaczego ośrodek był zamknięty w 2020 roku? To jest główny zarzut wójta.
- Nie był zamknięty. Działaliśmy według wytycznych ministra zdrowia na czas pandemii. Udzielaliśmy teleporad, bo tę formę preferowało ministerstwo i sanepid. W pandemii przyjmowaliśmy tyle samo pacjentów, co wcześniej. Wójt Ciupiński zarzuca mi, że zamknęłam ośrodek zdrowia i że to był mój wymysł. To nie był mój wymysł, tylko wytyczne, których musieliśmy przestrzegać. Wytyczne pojawiły się w połowie marca. Wtedy też zamknął się urząd gminy. Ale tego wójt nie chce likwidować.
Mieszkańcy się nie skarżyli?
- Do mnie nie. W sierpniu 2020 roku dostałam pismo od sekretarz gminy, że są liczne skargi od mieszkańców. Co dziwne, do nas nikt ze skargami nie przychodził, wszyscy podobno biegali do urzędu, do wójta.
Widziała pani kiedykolwiek taką skargę na własne oczy?
- Nie.
Pytała pani wójta?
- Procedowanie skarg wygląda tak: jeśli dotyczy ona działalności ośrodka zdrowia, rozpatruje ją kierownik, czyli ja. Jeśli skarga jest na kierownika, rozpatrują ją wójt i rada społeczna. W piśmie, które otrzymałam od sekretarz gminy, napisane było, że są, tu cytat: „liczne skargi pisemne na działanie ośrodka zdrowia”. Następnego dnia poszłam do urzędu, by zapoznać się z tymi skargami. Żeby choćby sprawdzić, czy były pisane przez naszych pacjentów. Wtedy usłyszałam, że tak naprawdę nie ma skarg pisemnych, jest tylko jedna, której sekretarz nie może mi pokazać, bo jest RODO. To jak miałam się ustosunkować do skarg, jeśli nie wiedziałam, czego dotyczą?
Pewnie pani nie raz się nad tym zastanawiała: dlaczego wójt Ciupiński tak prze do likwidacji Gminnego Ośrodka Zdrowia? O ile pierwszą próbę można jeszcze zrozumieć, może miał taki pomysł na zarządzanie gminą, próbował go zrealizować, to drugie podejście, przy tak wielkim oporze społecznym, jest kompletnie niezrozumiałe. Nic na tym nie zyskuje, bardzo wiele traci.
- Myślę, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ośrodek ma przejąć rodzina pana wójta.
Pani jest tego pewna? Sprawdziła to?
- Tak. Medyk, którego nazwa pojawia się w kontekście przejęcia - zresztą mówi o tym wójt, są nawet pisma, gdzie ten ośrodek wymienia - jest prowadzony przez bliską rodzinę. Proszę zwrócić uwagę, że od samego początku wójt mówi o konkretnym podmiocie. Nie informował, że zrobi rozeznanie rynku, ogłosi jakiś konkurs, zrobi ranking, tylko zawsze wymieniał konkretny ośrodek. Nawet w piśmie do wojewody umieścił nazwę tego podmiotu. Pamięta pan pikietę w maju?
Byliśmy na miejscu, robiliśmy bezpośrednią relację na żywo.
- Pamięta pan, że wójt nie chciał rozmawiać z mieszkańcami? Wezwał policję, a gdy wychodził, odwrócił się tyłem i poszedł. Żadnego dialogu. Żadnego wyjaśnienia, dlaczego ten podmiot, a nie inny. Ludzie to widzieli.
Pani mieszka w Ładzicach?
- Od 23 lat.
Jak się zbierało podpisy pod referendum? Trudno?
- Wręcz przeciwnie.
Mieszkańcy się nie bali?
- Na szczęście zaczęliśmy zbierać podpisy przed ukazaniem się w Gazecie odpowiedzi wójta na wasze pytania. Tam napisał, że „podpisy będą weryfikowane”. Wielu zrozumiało, że wójt będzie je weryfikował, zresztą taki był chyba zamysł wójta Ciupińskiego. My już mieliśmy na szczęście zebranych większość podpisów. Mieszkańcy naprawdę są za odwołaniem. Pamiętam taką rozmowę z 80-latkiem, który powiedział nam: dziewczyny, trzymam za was kciuki, bo tak być nie może. W komitecie jest siedem osób, więc podzieliliśmy się miejscowościami i chodziliśmy od domu do domu.
Kto jest w komitecie?
- Na przykład trzy osoby, które brały czynny udział w kampanii Krzysztofa Ciupińskiego. I którzy są bardzo zawiedzeni tym, co się teraz w gminie dzieje. Wtedy myślały, że młody wójt zmieni gminę. Wyszło jak wyszło.
W ubiegły poniedziałek komitet wydał oświadczenie, w którym napisał między innymi, że „wójt zastrasza mieszkańców”. O jakie zastraszanie chodzi?
- Mieszkańcy tak odebrali wypowiedzi wójta w Gazecie. Że będzie miał wgląd w listy, że będzie je weryfikował. Co jest całkowitą nieprawdą.
Mieszkańcy gminy pójdą do referendum?
- Wierzę, że tak. Rozmawiam z nimi, chodziłam od domu do domu zbierając podpisy. W Ładzicach 95 procent nas mocno popiera. Mają dość polityki wójta, szczególnie arogancji.
Poprzednia wójt przegrała wybory po bardzo podobnych zarzutach.
- Ale wójt Pichit rozmawiała z mieszkańcami. Był kontakt, można było porozmawiać. Teraz jest ciężko. Jedna mieszkanka żaliła się, że zadzwoniła do urzędu, bo po ulewnych deszczach miała przepełniony rów. Rozmawiała z wójtem, prosiła o interwencję. Usłyszała, żeby wzięła sobie łopatę i pogłębiła rów.
Po pojawieniu się inicjatywy referendalnej kontaktowali się z panią oficjalnie bądź nieoficjalnie jacyś politycy? PiS, Platforma, Lewica, stowarzyszenia lokalne?
- Nie. Nikt nie próbuje ingerować.
Startowała pani kiedyś w wyborach?
- Do powiatu, w 2018 roku.
Z jakiej listy?
- Razem dla Radomska.
Czy jeśli referendum się uda i Ciupiński zostanie odwołany, będzie pani startować w wyborach na wójta?
- Ja? Absolutnie nie! Nie mam takich aspiracji.
Słyszała pani, kto ma?
- Nikt się nie ujawnia. Nie ma tego tematu. Skupiamy się na referendum, bo to ciężka praca. Będziemy chcieli dotrzeć do wszystkich mieszkańców i z nimi porozmawiać. Oni tego potrzebują. Gdy w sobotę cały dzień chodziłyśmy po gminie zbierając podpisy, mimo zmęczenia wróciłam do domu bardzo szczęśliwa. Tym, jak ludzie potrafią się zjednoczyć i jak chcą działać dla lokalnej społeczności.
Pani uważa, że niepubliczne ośrodki zdrowia w gminach z zasady są niepotrzebne?
- Skąd taki wniosek?
Pytanie.
- Są gminy, gdzie NZOZ-y działają i nic w tym dziwnego. Ale nie znam w powiecie Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej, który przejąłby gminny ośrodek. Wszystkie NZOZ-y na terenie naszego powiatu powstały w latach 90. kiedy to umożliwiła ustawa. Nasz GOZ jest pierwszym ośrodkiem, który ma być przekazany w ręce prywatne. W Ładzicach wyremontowany ośrodek ma zostać przekazany podmiotowi prywatnemu praktycznie za darmo. Jeżeli NZOZ chce prowadzić na terenie naszej gminy działalność leczniczą, niech zakupi działkę, postawi budynek, wyposaży go, a następnie zawrze umowę z NFZ zbierając od podstaw deklaracje. W Ładzicach ma być po prostu wrogie przejęcie. Niech pan zwróci uwagę, że ośrodek zdrowia ma zebrane deklaracje pacjentów. Nowy podmiot chciałby je przejąć automatycznie. W ten sposób od razu miałby zapewnione płatności z NFZ. Gdyby musiał je zbierać od zera, to by wcale w ten biznes w Ładzicach nie wszedł. Pytanie: czy prywatny podmiot może tak po prostu przejąć deklaracje pacjentów innego podmiotu? NFZ twierdzi, że tak. Ale Główny Inspektor Danych Osobowych, z którym się kontaktowałam, że absolutnie nie. Musi zebrać deklaracje od pacjentów samodzielnie.
GOZ ma zostać zlikwidowany z dniem 31 sierpnia 2022 roku. Załóżmy, że wójt Ciupiński przegra referendum, pojawi się nowy. To byłby początek nowego roku. Czy on tę likwidację może odwrócić?
- Nie sądzę. GOZ 31 sierpnia 2021 roku przestanie udzielać świadczeń. Nie będzie miał umowy z NFZ. Do czasu powtórnego zebrania deklaracji i podpisania nowej umowy gmina musiałaby działalność ośrodka finansować w całości. To bardzo drogie.
Rozmawiał Andrzej Andrysiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze