Jak siąść razem do świątecznego stołu i się nie pozabijać [Felieton świąteczny]

Z jednej strony za stołem głęboko wierząca babcia, co usypia z uchem przytkniętym do Radia Maryja, naprzeciwko siedzi wyautowany wnuczek, co robi sobie bekę z Jana Pawła II. Jak połączyć te dwa światy?

Pewnie wielu z Państwa będzie to miało na żywo. Po jednej stronie stołu wujek narodowiec, co burzy się na samą myśl o LGBT i związkach partnerskich, po drugiej siostrzenica z wielkiego miasta, która na manifestacjach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji robiła sobie zdjęcia z tabliczką „Wyp…”. Po jednej ciocia strzelająca jak z karabinu paskami TVP o fur Deutchland i zdrajcach, z drugiej wujek wyzywający Kaczyńskiego od kurdupli i faszytów.

Dwa nieprzenikające się światy.

Jeszcze kilkanaście lat temu, przy równie ostrym sporze politycznym, dało się wytrzymać. Emocje polityczne już w nas buzowały, ale przecież zawsze wiedzieliśmy, że to tylko polityka, że są sprawy ważniejsze. Ale to się zmieniło. Politykę zaczęliśmy traktować osobiście. Poglądy i postawy, o których kiedyś dyskutowaliśmy, teraz u wielu stały się immanentną cechą osobowości.

Staliśmy się karną armią wiedzioną do boju przez wodzów. Już nie obserwujemy ich zmagań, nie komentujemy z dociekliwością, ale walczymy za nich i w ich imieniu. I w swoim. Bo nie jesteśmy już wyborcami Tuska, Kaczyńskiego, nie rozliczamy ich z działań, decyzji, słów i czynów, a im służymy. Karnie, jak żołnierze. Gdy atakują, rzucamy się do gardła, gdy chwalą, włączamy się w chór.

Nie ma tu miejsca na refleksję, jest wykonywanie poleceń. Wystarczy złe słowo o Kaczyńskim, a jego zwolennik czuje się, jakby bito ojca. Wystarczy dobre o Tusku, a już całe jestestwo krzyczy przeciw wychwalaniu złodziei.

Druga strona wcale nie jest lepsza. Osiem lat dało jej się tak w kość, że pała żądzą zemsty i czystą nienawiścią. To już nie jest jednostronny ściek oskarżeń, mieszania z błotem, pogardy. Druga strona, ta dziś zwycięska, przyjęła zasady gry i bije się równie agresywnie.

Ojciec, który przy świątecznym stole broni Kaczyńskiego, już nie jest traktowany z pobłażaniem, ot, TVP wyprało mu mózg, co on tam wie. On jest wrogiem. To on jest winien ostatnich ośmiu lat, to on osobiście przyłożył rękę do łamania praworządności, niszczenia demokracji, nepotyzmu i rozkradania państwa.

Z drugiej strony córka, która nie chce ochrzcić dzieci, nie ma tylko po prostu innego zdania. Ona jest ucieleśnieniem lewackiego zła, ujada na smyczy Merkel na Wartości, Tradycję i Polskę.

No i ta Polska. Jaka Polska? Nie ma czegoś takiego. Są Polski. Dwie. Mają inne wartości, innych przyjaciół, innych wodzów. Oglądają inne telewizje, czytają inne portale i gazety, nawet prawa mają różne. Jedne usytuowane w Trybunale Przyłębskiej, drugie w Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu. Inaczej pamiętają historię, czego innego nauczają dzieci, czytają inne książki.

Polska? Wspólna? To co je łączy?

Wszystko jest polityczne, nie ma miejsca na neutralność. Neutralni są najgorsi, flekowani przez obie strony. Bo jeśli się nie opowiadają, to nie dlatego, że trzymają się resztek rozumu, ale z tchórzostwa.

Tak wygąda logika wojny. Nienawiść zatruła nam umysły. To się politykom udało, to ich największy wkład w ostatnie naście lat.

***

Przesadzam? Ani trochę. Jeszcze jakiś czas temu pocieszaliśmy się, że przecież rodzina, rodzinne więzi, są ważniejsze niż polityka. Co by się na świecie nie działo, rodzina najważniejsza. Ostatnie lata pokazały, jak bardzo było to naiwne. Dziś prawicowi dziadkowie odmawiają uczestnictwa w Wigilii, bo większość uczestników za Platformą. Dziś liberalni młodzi uciekają zza stołu ledwie połamią się opłatkiem, tak ich mierzi przebywanie pod jednym dachem z narodowcem.

Rodzina najważniejsza? Kłamstwo. Dziś najważniejszy Tusk z Kaczyńskim. To nasza nowa religia.

Infekcja rozprzestrzenia się, już nie tylko wielką politykę nakręca nienawiść, także nasze lokalne konflikty. Trudno tu prowadzić jakąkolwiek dyskusję, bo po drugiej stronie zawsze pada argument: to zlecenie, polityczny atak, hejt. Wszystko jest osobiste i nakierowane. W takiej przestrzeni nie ma miejsca na debatę. Obojętne, czy problem podnoszą media, opozycja czy sama władza - z drugiej strony zawsze jest wzmożenie.

Wszystko jest osobiste.

 

***

Jak do tego doszło? Kiedy? Jak to możliwe, że staliśmy się tykającymi politycznymi bombami, co nawet teoretycznie nie dopuszczają do siebie myśli, że ktoś może myśleć inaczej? Ba, nie tylko myśleć, że ma prawo głosić swoje poglądy i do nich przekonywać?

Czy naprawdę ktoś, kto uważa, że pary homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji dzieci jest jedynie lewackim śmieciem niegodnym już nawet nie podania ręki, ale splunięcia?

Czy naprawdę ktoś, kto uważa, że religia powinna być nauczana w szkołach jest obrońcą pedofilów, który nie powinien mieć prawa głosu?

Kiedy uznaliśmy, że wartością jest jednomyślność, a nie wielogłos? Kiedy niezauważenie zmieniliśmy się w dwa społeczeństwa z dyktatorskimi zapędami, które z przeciwnikami nie dyskutują, tylko chcą ich zniszczyć?

Najłatwiejsza odpowiedź: to ostatnie lata. Najpierw Tusk, potem Kaczyński, i poleciało. Im podbijanie bębenka było na rękę, a my, społeczeństwo, uwierzyliśmy, że jesteśmy na cywilizacyjnej wojnie. Że to nie są czasy demokracji, a walki o demokrację. Więc rzuciliśmy się do tej walki. Wykorzystując najbardziej skuteczne narzędzie mobilizacji - nienawiść.

Na to wszystko nałożył się internetowy społecznościowy bajzel, gdzie wszystkie głosy są równe, gdy każdy ma zdanie i musi je ogłosić. Co więcej, algorytmy preferują radykałów, bo wzbudzają większe emocje. A emocje to komentarze, lajki, udostępnienia. Geniusz Zuckerberga nie na tym polegał, że wymyślił Facebooka. On zrozumiał, że podział jest dziś stanem naturalnym a nienawiść daje największą marżę.

***

A może to wszystko inaczej, może tu idzie o wartości, sprawiedliwość, reguły i elementarną uczciwość? Może to jedyna droga, przecież gdybyśmy nie krzyczeli, szlibyśmy jak barany na rzeź?

Problem w tym, że dokładnie te słowa, dokładnie tę perspektywę, za własną uznają obie strony. Każda jest przekonana, że broni sprawiedliwości i reguł. Każda uważa, że nie można położyć uszu po sobie, bo inaczej stłamsi nas lewacka/prawacka (skreśl, co uważasz, Czytelniku) szarańcza. Nie zostanie miejsca dla nas, będziemy musieli być jak oni.

W tej logice jest tylko czerń i biel, a ten po drugiej stronie jest zły do szpiku. Niewart dialogu.

No to jak usiąść razem do świątecznego stołu?

***

Nie mam rad, to nie czas na rady, rady trzeba przemyśleć, a myślenie nie jest dziś w cenie. Pamiętajmy jednak, że nawet w stanie wojennym w święta razem, przy jednym stole, siadali ORMO-owiec z Solidarnościowcem. Ich spór to było dopiero coś, wtedy szło o niepodległość i życie. Na poważnie. A jednak potrafili. My dziś jesteśmy przekonani, że nasze życie zależy od tego, czy pozwolimy mężczyźnie chodzić w sukience po ulicach albo czy przyjmiemy księdza po kolędzie.

Trochę żenujące, nie?

Myślę, że jest tylko jeden ratunek. Świadomość, że z perspektywy tego, jak bardzo nieistotni będziemy za sto lat, nie ma to kompletnie znaczenia.

I to jest powód, by się przy świątecznym stole nie pozabijać.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/12/2024 11:22

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Najnowsze wiadomości