Ewidentnie drugą część „Gladiatora” Ridley Scott nakręcił dla republikanów w USA. Brakowało tylko Trumpa stojącego w rzymskim Koloseum, podnoszącego pięść i krzyczącego „Walcz! Walcz! Walcz!”
Danuta Andrysiak, ad@radomszczanska.pl
Długie wieczory sprawiają, że żyję jak w jakimś kołowrotku serialowym. Szadź, Odwilż, Skazana… Wszystkie sezony. Filmy zlewają się w jeden, tym bardziej, że grają w nich prawie ci sami aktorzy.
Codziennie w pracy podrzucamy sobie nowe seriale. A widziałaś ten? A ten dobry? I tak bez końca. Platformy streamingowe nauczyły nas, że kino mamy na miejscu, w domu na kanapie. Ekrany telewizorów też mamy całkiem spore. A nowości są szybko dostępne. Po co więc chodzić do kina?
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 86% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze