Reklama

Samochody elektryczne: przyszłość czy fanaberia? To zobaczcie te liczby z powiatu

Jedni mówią, że to przyszłość motoryzacji, inni śmieją się, że elektrykiem można jeździć co najwyżej wkoło komina. W ciągu roku liczba aut elektrycznych zarejestrowanych w Radomsku i powiecie radomszczańskim wzrosła o 340 procent. Ale to wciąż promil. Dokładnie 0,08 procenta samochodów osobowych w powiecie

 

Ekologia czy fanaberia? Przecież prąd też trzeba wyprodukować. I robi się to całkiem niedaleko, bo w Bełchatowie, tylko mało ekologicznie. Więc o co raban? Przecież dalej trujemy, tylko inaczej.

Zwolennicy elektryków mówią, że samochody na benzynę i diesla muszą wyginąć, jak dinozaury. Przeciwnicy, że liczy się zapach paliwa i prawdziwe konie mechaniczne, a jeśli nie słychać bulgotania silnika, to lepiej kupić elektryczną hulajnogę niż elektryczny samochód. I że gdyby nie Unia Europejska, to nikt poważnie by się tym nie zajmował.

Reklama

Kto dzisiaj jeszcze pamięta, że były premier Mateusz Morawiecki kilka lat temu zapowiadał, iż wkrótce po polskich drogach będą jeździć tysiące polskich aut elektrycznych, wyprodukowanych w polskiej fabryce? Żadna Izera (tak się ma nazywać polski elektryk) jeszcze nie powstała, choć „wkrótce” mamy dawno za sobą.

A jak jest w powiecie radomszczańskim? Ile jest elektryków? W 2020 roku było takich pojazdów elektrycznych 12. Nie wiemy jakich typów. Rok później 15, a w 2022 takich pojazdów było 66. Jeśli wyliczymy procenty, to wyjdzie nam imponujące 340 procent wzrostu. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, ile rejestruje się samochodów spalinowych, to widać, że to tylko promil. Wszystkich zarejestrowanych w powiecie jest 131 tysięcy. Z tego 80 tysięcy osobowych, 13 tysięcy ciężarowych, po sześć tysięcy motocykli i motorowerów. Biorąc pod uwagę tylko osobowe, elektryki stanowią 0,08 procenta.

Reklama

Samochód, przedmiot użytkowy

- Myślę, że samochody elektryczne to jedna ślepa uliczka - mówi mój redakcyjny kolega. I wylicza. Po pierwsze, samochody elektryczne są droższe, i to wyraźnie, od spalinowych. Po drugie zasięg. - 200 czy 300 kilometrów? I muszę szukać stacji ładowania? Kupuję samochód za 300 tysięcy i nie dojadę na raz do Poznania? - śmieje się. - Samochód spalinowy za te same pieniądze przejedzie 800. Przegrywam. Nie przekonuje go, że jazda elektrykiem to zupełnie inne doznanie niż samochodem na benzynę. - Ja samochód traktuję użytkowo. Ma mnie zawieść z punktu A do B. Nie jesteśmy społeczeństwem, w którym w rodzinie jest samochód większy i mały na zakupy. To mógłby być elektryczny. Ale kosztuje bardzo dużo. Robię rocznie 40 tysięcy kilometrów. Gdybym musiał doliczyć do tych podróży czas na ładowanie, to wydłużyłyby się o 30 procent. Nie, to się nie uda - mówi.

Nie poddaję się, jestem fanem nowej technologii. Mówię o coraz szybszym ładowaniu i tym, że czasem trzeba zrobić przerwę. Więc jeśli w kilka czy kilkanaście minut można się naładować na kolejne 200 czy 300 kilometrów, to chyba da się to ogarnąć. Bo baterie coraz lepsze i zasięg coraz większy, więc da się to rozwiązać.

Reklama

Tylko jedna ładowarka

Gdzie w Radomsku można się ładować? Wpisuję w wyszukiwarkę frazę „stacje ładowania samochodów elektrycznych Radomsko”.

Pierwszy link to strona Orlenu, a na niej mapka. Wpisuję Radomsko i zaskoczony otrzymuję trzy lokalizacje - stacje przy Narutowicza 70, Krakowskiej 139 i Brzeźnickiej 53. Naprawdę są? Może coś mnie ominęło? Postanawiam to sprawdzić, gdy będę wracał do domu. Ale wczytuję się dokładniej - to tylko mapa stacji. Nie mapa ładowarek. Czyli lipa. Klikam jeszcze w „ładowarki aut elektrycznych” i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki te trzy lokalizacje znikają. Już wiem, że Orlen w Radomsku takich urządzeń nie ma.

Reklama

Drugi link to Greenway. Największa w Polsce sieć ładowania elektryków. Też jest wyszukiwarka. Tu zaskoczony nie byłem. O ładowarce na stacji Moya na Porcie Radomsko wiedziałem od dawna. Dwa stanowiska po 140 kW. Oba w tej chwili dostępne. Widziałem tam ładujące się samochody, nie na naszych „blachach”. Ktoś musiał zaplanować tu postój.

Tak, tu znów punkt dla mojego redakcyjnego kolegi. Stacje z paliwem zawsze są gdzieś po drodze. Podróż elektrykiem trzeba sobie najpierw dokładnie zaplanować. Komu by się chciało? Poza mną?

Reklama

Przypominam sobie, że zarówno starostwo jak i urząd miasta zapowiadały, że powstaną dwie stacje ładowanie.

Ta miejska miała powstać na nowym parkingu przy Reymonta. Jest nawet miejsce, wszystkie kable podciągnięte. Podczas konferencji prasowej prezydent Jarosław Ferenc i wiceprezydent Monika Andrysiak mówili, że jest firma, która zamontuje swoje urządzenia, wszystkie formalności załatwione. I że na początku właściciele aut elektrycznych będą się tu mogli ładować za darmo.

Stacja jeszcze nie powstała. Karolina Turowska z urzędu miasta wyjaśnia, że firma starała się o pozwolenia w starostwie. Tam z kolei pytamy o stację właśnie przed Starostwem Powiatowym. - Jeśli chodzi o stację ładowania obok starostwa, to pierwszy etap prac został zakończony, jednak ze względu na inne bardziej pilne wydatki, zakup i montaż stacji został odsunięty w czasie - odpowiada nam Wioletta Bąk-Kempa. - Sytuacja związana z podwyżkami cen energii elektrycznej spowodowała, że władze powiatu za priorytet uznały wyposażenie jednostek w instalacje fotowoltaiczne, które pozwolą obniżyć koszty zużycia energii elektrycznej - dodaje.

Reklama

To by było na tyle, jeśli chodzi o ładowanie.

Mieszkam w bloku i przedłużacza z okna nie pociągnę, żeby ładować samochód. Chociaż mieszkam na parterze i w teorii byłoby to możliwe, to już widzę oczami wyobraźni, jak ktoś przecina przewód. Dla zabawy.

Dzwonię do prezesa spółdzielni Mostostalowiec Zbigniewa Knasia. Uśmiecha się, kiedy pytam, czy ktoś pytał o to, czy spółdzielnia zamierza zainwestować w miejsce do ładowania. Nie, nikt się z takim pomysłem nie zgłosił.

Oczywiście jeśli ktoś bardzo by chciał, można pomyśleć o wyznaczeniu jednego takiego miejsca parkingowego i pomyśleć o jakimś urządzeniu. Prezes nie spodziewa się jednak, żeby w najbliższym czasie było zapotrzebowanie.

Reklama

Podobnie w Radomszczańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Prezeska Irena Łęska moim pytaniem jest wyraźnie zdziwiona. Zastanawia się, bo potrzebny byłby osobny licznik, podłączenie… Nie, do tej pory nie musiała się nad takim problemem pochylać. Albo w RSM-ie nikt nie jeździ „elektrykiem”, albo ładuje go gdzie indziej.

Czyli mieszkańcy bloków, przynajmniej w Radomsku, są skazani na auta spalinowe? W nowych blokach z garażami podziemnymi być może zamontowano by tzw. wallboxy, specjalne ładowarki, które ładują szybciej niż standardowe gniazdko. A przecież z tego domowego też się da, o czym przekonałem się w maju 2022 roku.

Reklama

Wszystko ma na prąd

Właśnie wtedy rozmawiałem z panią Agatą Szablewską-Osumek. Ona na co dzień jeździ elektrycznym hyundaiem. I bardzo sobie chwali.

Dała mi poprowadzić i wiem, że jazda takim autem jest bardzo przyjemna. Może wtedy stałem się wyznawcą? Choć na elektryka mnie nie stać, a gdybym mógł go kupić, nie miałbym go jak naładować.

Pani Agata mieszka pod Radomskiem. Ma fotowoltaikę i jak mówiła, to zapewnia jej prąd do wszystkiego. Samochód ładuje raz na kilka dni, dojeżdża do pracy, czasem pojedzie do Częstochowy czy Łodzi. Nie narzeka, że musi go ładować. Podłącza do ładowarki na miejscu i załatwia swoje sprawy. I wie, że samochodu spalinowego już nie kupi.

Reklama

Ona poleca.

Jest jeszcze Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji, które na początku tego roku testowało dwa autobusy elektryczne. Bo elektromobilność w komunikacji zbiorowej to kierunek.

Miasto otrzymało dofinansowanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i będzie elektryczne autobusy kupować. Jak mówi prezes MPK Sławomir Przybyłowicz, pierwsze dwa powinny zasilić flotę miejskiej spółki w czwartym kwartale 2024 roku. Trwają procedury przetargowe.

On ocenia, że takie pojazdy w Radomsku się sprawdzą. Trzeba rozbudować panele, żeby autobusy ładować z fotowoltaiki.

Reklama

- Za dziesięć, piętnaście lat nie będzie już takiego zawodu jak kierowca - to ostatnia część mojej rozmowy z redakcyjnym kolegą. - Ja czekam na samochody autonomiczne, ale takie w pełni. Wsiadam, mówię gdzie chcę dojechać i nic mnie nie obchodzi. Jak samochody autonomiczne będą mogły jeździć po drogach publicznych, żadna firma transportowa nie będzie płacić kierowcom, bo nie będą potrzebni.

- Co z nimi? - pytam.

- Część odejdzie, część zajmie się czymś innym, a nowych nie będzie, naturalna kolej rzeczy. To ekonomia: żadnych pensji, składek, diet, noclegów, przerw. TIR jedzie sam z punkt A do punktu B. Nie ma powodu zatrudniać, jak będzie maszyna, która to zrobi taniej - mówi.

Niestety, z pieniędzmi się nie wygra.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości