Dorota Krajewska-Trajdos, prezes Rady RIPH: W porównaniu z sądem mediacje przed sądem przy Prokuratorii to proces o wiele prostszy. Najdłuższy spór jaki toczyliśmy trwał trzy miesiące

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Najważniejszy temat tegorocznego, czwartego już forum, to mediacje. Tę część poprowadzi pani.
DOROTA KRAJEWSKA-TRAJDOS: - Bo to temat najbardziej mi bliski. Ostatnio nie ma tygodnia, żebym nie zajmowała się mediacją. To temat bardzo aktualny, z powodu tego, co się aktualnie w naszym kraju dzieje. To były bardzo trudne miesiące dla biznesu. Najpierw covid, potem Polski Ład, inflacja, wojna w Ukrainie. To wszystko spowodowało, że umowy, które podpisali wykonawcy, zresztą nie tylko w zamówieniach publicznych, ale tę część dotknęło to najbardziej, wyglądają dzisiaj zupełnie inaczej. A w zamówieniach publicznych co do zasady obowiązuje niezmienność umów. I jakakolwiek waloryzacja w umowach niekoniecznie była przewidziana. Zwłaszcza tych zawieranych przed 2021 rokiem. A jeśli pojawiały się w tych podpisywanych po 2021, to tylko w tych powyżej jednego roku.
A dzisiaj trzeba do tych umów sporo dołożyć?
- Tak. A często nawet istniejące w umowach klauzule waloryzacyjne nie nadążają za tym co się dzieje w gospodarce. I stąd tak wiele wniosków wykonawców do samorządów o waloryzację wynagrodzenia. Oczywiście czekamy na rozwiązania systemowe, rząd nad nimi pracuje. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiedziało już projekt takich przepisów. Na razie specustawy nie ma. Na ten moment wykonawcom pozostaje dobra wola zamawiającego, a jak jej brak to droga sądowa, albo droga polubownego załatwienia tego sporu.
Rok temu przedsiębiorca wygrał przetarg, wtedy koszt inwestycji wynosił iks. Dzisiaj już iks plus 50 proc., albo i więcej. Widzi, że to się nie uda.
- Przedsiębiorca jest najczęściej w trakcie realizacji inwestycji i ponosi zwiększone koszty. Wiele firm na tych inwestycjach ponosi straty. A straty są tak duże, że często te firmy, z powodu tak wielkich kosztów, są zagrożone nawet likwidacją. Koszty niektórych materiałów są dzisiaj nawet o 200 proc. wyższe niż jeszcze kilka tygodni temu. To musi mieć swój skutek. Dzisiaj wykonawcy składają wnioski waloryzacyjne najczęściej o 30, 40 lub 50 proc. Wszystko zależy od kontraktu, na czym te prace są oparte, na jakim materiale, ale przecież paliwo, inflacja, kredyty, bo wszystko w sposób nieprzewidywalny znacznie zwiększyło koszty wykonawców zamówień publicznych. A przecież często, np. finansowane z Polskiego Ładu inwestycje są kredytowane przez przedsiębiorcę, bo płatność jest po wykonaniu prac. To wszystko powoduje, że taki kontrakt kosztuje o wiele więcej niż w momencie składania oferty.
Jak do tych wniosków podchodzą samorządy?
- Zamawiający najczęściej boją się podjąć taką decyzję samodzielnie. Teoretycznie jest opinia, że takie umowy można waloryzować. Tylko trzeba to dokładnie przeanalizować. A to przecież proste nie jest. Wobec tego włodarze obawiają się podniesienia wartości tych kontraktów, bo jak uzasadnić skąd pojawia się taka właśnie kwota, a nie inna.
Samorząd obawia się, że ktoś zarzuci niegospodarność?
- Coś w tym jest. Przedsiębiorca pokazuje, że ta rura, której musi użyć, kiedyś kosztowała tyle, dzisiaj kilka razy więcej. Przez 20 lat zdrożała tylko 5 zł za metr, a w ostatnich miesiącach o 100 procent. To powoduje wzrost kosztu. I pokazuje to zamawiającemu, ale najczęściej zamawiający, samorząd, odmawia. Dopiero kiedy wykonawca oświadcza, że zejdzie z budowy, samorząd jest skłonny do mediacji. Najczęściej przed przed Sądem Polubownym przy Prokuratorii Generalnej, rzadziej w sądzie.
Dlaczego właśnie przed prokuratorią?
- Bo tam umowa jest badana pod kątem Prawa zamówień publicznych.
Rozumiem, że wtedy samorząd ma swoistą podkładkę, zostało sprawdzone, to konieczność, trzeba do tej inwestycji dołożyć.
- Tak, albo że dołożył tyle, nie mniej. Bo że trzeba dołożyć, to zazwyczaj wszyscy są zgodni. Pytanie ile? Najczęściej czuje się zgodę, że dołożyć trzeba, ale powstaje spór ile. Można iść do sądu, ale prokuratoria cieszy się popularnością, bo zwykły sąd nie bada zgodności ugody pod względem Prawa zamówień publicznych. Jest nawet idea, żeby w Łodzi powstało miejsce, gdzie firmy z województwa mogłyby prowadzić mediacje.
Żeby uprościć ten proces? Bo na pewno zajmuje to czas. A ten jest przecież bardzo ważny, dla obu stron, bo terminy gonią.
- W porównaniu z sądem mediacje przed prokuratorią to proces o wiele prostszy. Najdłuższy spór jaki toczyliśmy trwał trzy miesiące. A czasem udaje się załatwić spór trwający miesiącami, w tydzień lub dwa, na dwóch czy trzech spotkaniach. Mediator swoim autorytetem sprawia, że obie strony są bardziej skłonne do ustępstw i negocjacji.
Bo obie strony muszą się spotkać w połowie drogi. Inflacja nie spada, samorządy ogłaszają kolejne przetargi, bo rząd przyznaje pieniądze w swoich programach. Za chwilę okaże się, że znów trzeba usiąść do stołu mediacyjnego.
- Ten proces, można powiedzieć, trwa nieprzerwanie. Choć z naszych obserwacji rynku widać, że coraz częściej wykonawcy nie startują w przetargach i wyczekują. Dla przykładu, firma, która buduje basen, policzyła koszt wzrostu cen gazu. Do tej pory płacili niecały milion, najnowsza oferta to 8 i pół miliona zł. Nie dziwi więc, że przedsiębiorcy wolą poczekać. Nie są dzisiaj niczego pewni. Jest coraz więcej przetargów, na które nie wpłynęły żadne oferty, bo wykonawcy nie wiedzą jak skalkulować koszty. A z drugiej strony można ryzyko skalkulować za wysoko, tak jak ta bardzo duża oferta ceny na gaz.
Kosmiczna wręcz kalkulacja.
- Kosmiczna to dobre słowo.
A to oznacza, że samorząd będzie miał dotacje rządowe na inwestycje, ale nie będzie chętnych do wykonania. Z drugiej strony przedsiębiorca nie może czekać w nieskończoność, nie po to prowadzi firmę.
- I dlatego rozwiązaniem mogą być mediacje. Jeśli wykonawca uzna i pokaże wyliczenia, że poniósł na danej inwestycji 1 mln zł straty, a zamawiający wyliczy, że to 30 proc. wartości kontraktu, to powinno się jeszcze tę stratę podzielić na pół.
Czyli samorząd i przedsiębiorca powinny ponieść koszty po równo? Solidarnie?
- Dokładnie. Samorządy też ponoszą straty, ryzyko dotyczy obu stron. Wykonawca nie otrzyma rekompensaty całej straty.
Traci, ale mniej traci.
- Mniej, ale zawsze traci. Kosztami dzielą się gmina i przedsiębiorca. Tak wygląda to zazwyczaj w mediacjach toczonych w prokuratorii.
W obecnych realiach żadna ze stron nie może wyjść z tego niepoobijana. Pytanie tylko, kto bardziej, samorząd czy przedsiębiorca?
- Tak, ale z tego co widzimy, wykonawcom bardzo trudno udowodnić poniesione koszty. Widzimy, że brakuje odpowiedniej wiedzy. Przykładem jest przedsiębiorca, który prowadził w jednej z gmin wielomilionową inwestycję, dotknęły go te same problemy, które dotykają dzisiaj wszystkich. Chciał zwiększenia wynagrodzenia, spóźnił się z terminem, co się dzisiaj zdarza. Powiedziałam mu, że wydział inwestycji kwestionuje przedstawiane przez niego roszczenia, więc może rozwiązaniem będą mediacje w Prokuratorii Generalnej. Myślałam, że będzie zadowolony, bo już skłonienie samorządu do negocjacji to sukces. I właśnie z niewiedzy, bo tym to tłumaczę, usłyszałam od niego, że straszę go prokuratorem. I dlatego ten punkt tegorocznego forum jest tak ważny. Myślę, że to niezrozumienie zasad nie jest odosobnione. Wykonawcy mogą nawet nie wiedzieć, że jest taka droga. Krótka i dobra alternatywa dla sądu, albo zejścia z budowy. I dlatego to forum, dlatego ten temat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze