Żyjemy w kraju, który wypracował sobie pozycję stabilnego i bezpiecznego miejsca w Europie: takiego, na które Zachód patrzy z zazdrością. Coraz częściej jednak odczuwamy presję ze strony Unii Europejskiej, by otworzyć nasze „drzwi” dla emigrantów.
Rafał Dawid, gazeta@radomszczanska.pl
Nie chodzi tu o ludzi, z którymi moglibyśmy mieć jakiekolwiek więzi, choćby kulturowe, ale o przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki, z którymi nie łączy nas nic. I nie mówimy o pojedynczych osobach, ale o całych tłumach. Podobno człowiek uczy się na błędach - dlaczego więc robimy wszystko, by podzielić los Francji, Szwecji, Anglii czy Niemiec, gdzie napływ nielegalnych emigrantów sprawił, że rodowici mieszkańcy mogą czuć się we własnym kraju jak obywatele drugiej kategorii?
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jakoś nic o Rosji, nic o Bialorusi, autor nie napisał. Czyżby model tamtejszy mu bardziej odpowiadał? W UE, obowiązuje PRAWO. Ono jest fundamentem. A w Rosji, siła i przemoc. Autor woli Rosję?
Jakoś nic o Rosji, nic o Bialorusi, autor nie napisał. Czyżby model tamtejszy mu bardziej odpowiadał? W UE, obowiązuje PRAWO. Ono jest fundamentem. A w Rosji, siła i przemoc. Autor woli Rosję?